Old 17-07-09, 09:40   #1
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Moja opowieść
Częściowo inspirowana rzeczywistością, częściowo wiernie ją odwzorowująca. Wam pozostawiam zgadywanie, co jest prawdą, a co ułudą.

Historia było już kiedyś na BT (to dla jej opowiedzenia się tu znalazłam), skasowała ją awaria Kuny, a tydzień temu dowiedziałam się, że moja koleżanka ma wszystkie części (mam nadzieję, że również kolejna Ci się spodoba, Słodka).

Enjoy. Postanowiłam nie zmieniać nic z początkowej wersji - bo lubię spontaniczność.

Historia Daj_mi

Byłam dziewczynką za szybko dojrzałą fizycznie, za późno emocjonalnie. Dużo takich jest, być może to kwestia braku odpowiedniego podejścia do seksu prezentowanego w życiu przez osoby, które miałyby jakikolwiek wpływ na moje przyszłe, "dojrzałe" decyzje, a które wpływ ten sobie lekceważąc bądź zupełnie go niezauważając pokpiły szansę wychowania mnie na pruderyjną, grzeczną istotę.

Czternaście lat (będzie wiało prokuratorem). Już całkiem ładna, trochę kobieca, ale głównie głupiutka i przemądrzała. To ja.
On? Starszy o dziesięć lat (tak tak, prokurator), wcale nie taki przystojny, ale dla głupiej siksy - młody bóg. I aktor, więc wygadany, bezpośredni jak nikt, bezczelny, kiedy chciał szarmancki, kiedy chciał odpychający i niechętny.

Leciał na mnie, ale nie w żaden wyróżniający mnie sposób, bo leciał na wszystkie. Prowadził zajęcia teatralne w naszej szkole i zapewne wzdychało do niego kolejne jedenaście wpatrzonych w niego panienek, mógł więc wybierać i wybrzydzać, ile mu się żywnie podobało.

I te teksty, którymi nas badał...
-A gdyby wymagała tego od ciebie rola, przespałabyś się ze mną? No powiedz, to wymóg roli, powiedz.
On był wymagający i wiele wymagał w seksie. Poił nasze umysły niefrasobliwie odsłanianymi fragmentami swojego życia łóżkowego. Do dziś zastanawiam się, co czuje kobieta, po której ciele mężczyzna ustami przesuwa kostkę lodu. Jakie ją przechodzą dreszcze.
To dzięki niemu zdecydowałam się wziąć do ust penisa razem z lodami karmelowymi, czym zachwyciłam siebie i mojego chłopaka.

Jakież więc było moje szczęście, kiedy okazało się, że coś się między nami dzieje. Nic poważnego, to wiedziałam od razu, po prostu miał wolną chwilę, bo okazało się, że dziewczyna, na której mu aktualnie zależało, ma chłopaka. Pojechała z nim zerwać, a mój instruktor w tym czasie mógł intensywniej zająć się jedną z kursantek. Mną.
Akurat jakieś spotkanie towarzyskie, byliśmy w kręgielni: ja, dwie koleżanki z zajęć, on, jego asystent. I ciągłe rozmowy o seksie, jego rozbawienie naszym zażenowaniem i nieznajomością tematu. Każdy chyba poznał to uczucie, kiedy ktoś doświadczony otwierał przed nami bramę do nieznanego świata, gdy czuliśmy, że wszystko może się zmienić w zależności od wypowiedzianych słów, że trochę więcej odwagi może się odpłacić czymś do tej pory nieznanym, rozkosznym...
Więc nasze odpowiedzi były coraz śmielsze, on był coraz bliżej nas, coraz częściej jego dłonie przypadkowo nas dotykały, nachylał się, szeptał, kusił.
Teraz, gdy o nim pomyślę, przypomina mi chochlika, diabła. Tak musiał wyglądać szatan, gdy kusił Ewę, by zjadła jabłko. Tylko dla mnie gra toczyła się o dużo wyższą stawkę.
Był coraz bliżej, fizycznie i psychicznie, my coraz bardziej przypominałyśmy podekscytowane szczeniaki, on zblazowanego króla dżungli. On rozdawał karty, a my szczęśliwe wzięłybyśmy wszystko, co by nam zaproponował.
Może tylko ja. Może one nie zdawały sobie sprawy, że ta gra mogła dla nich zajść tak daleko, jak dla mnie, może zaszła, a ja o niczym nie wiem, a może one tylko się bawiły.
Przypadkowo ja, on i jego asystent mieliśmy najdłuższą wspólną trasę powrotu. W autobusie dociskał się do mnie, trzymał poufale dłoń na mojej talii, jakbym już była jego, jakbym już mu coś obiecała.
Był tak pewny swego, że miałam wrażenie, jakby już żadne moje słowa nie mogły zmienić rozpędzonego biegu wydarzeń, że wszystko to, co miało się wydarzyć, było już przesądzone.
Wysiedliśmy przy szkole, w której odbywały się zazwyczaj zajęcia. Musiał coś stamtąd zabrać. Doszliśmy do szkoły, ciągle w trójkę, Instruktor wziął to, po co przyszedł i wtedy już pomyślałam, że na dziś to koniec, napięcie opadło. Nic się nie stanie.
Wychodzimy i on od razu:
-To co, jednak nie masz odwagi?
I ten bezczelny, arogancki uśmiech człowieka, który jest pewny wygranej. Pan właściciel.
Nawet nie wiem, co odpowiedziałam. Dość, że kilka minut później żegnaliśmy asystenta, a mój prowadzący nie szczędził pikantnych uwag na temat tego, co się stanie. Asystent, ledwie kilka lat starszy chłopak, leniwie taksował mnie wzrokiem, kontrolując jakość towaru, jaki dziś przypadł jego szefowi.

Wróciliśmy do szkoły. Nic nie mówił, koń kupiony, rzecz opłacona, branka wojenna. Prowadzona niemal na sznurku, ogłuchła, trochę zszokowana, wciąż nie mogąca uwierzyć w to, że cokolwiek dzieje się tak szybko. On powiedział, że musi dostać salę, bo pewne kwestie wymagają przećwiczenia. Woźny nie znał się na tym, więc się nie wtrącał, zaproponował nam stołówkę - wielka sala z całą jedną ścianą przeszkloną, więc do jakichkolwiek intymnych działań nie za bardzo zdatna.
Nie tracąc nic ze swojej bezczelności mój Instruktor wytłumaczył, że tam jest zła akustyka, prosi o coś mniejszego. Ja w ogóle nic nie mówiłam, wpatrzona w swojego łaskawcę potakiwałam mu we wszystkim, dobra dziewczynka. Dostaliśmy małą salkę, ale tuż pod okiem woźnego, sekretarki, przy gabinecie dyrektora. Żadnych głośniejszych rozmów, wszystko mówione szeptem bądź wcale.
Wszedł, zamknął za mną drzwi, na moment mnie do nich przyciskając, uśmiechnął się kpiąco i oparł się o ławkę.
-No, pokaż mi, co potrafisz.
Konik w cyrku, akrobatka na linie, kupiona ciekawostka.
Podeszłam do niego (miękkie nogi, drżące serce, brzmiące jeszcze głośniej niż przyśpieszony oddech). Oparłam czoło o jego czoło, ocierałam się o niego, próbowałam wpasować w tego mocnego, silnego mężczyznę. Pierwszego, z którym miałam tak silny kontakt. Pachniał piwem wypitym na kręgielni i trochę bałam się, że to wszystko przez ten alkohol. Że może nie być uważny, że nie będzie nic romantycznego, tylko to, co on zechce. Ale ja już byłam w jego sidłach i nawet gdybym chciała, nie potrafiłabym się wyrwać.
W końcu położyłam usta na jego ustach. To nie był pocałunek, to była walka na języki. Ledwo go dotknęłam, gdy on rozchylił wargi i po prostu wepchnął się w moje usta. Dociskał mnie do siebie, agresywnie brał wszystko, co w swojej nieświadomości mogłam mu zaoferować.
Wiedział, czego chce. Wiedział, że nie może mnie za bardzo przestraszyć, bo wtedy nie mógłby potem dostać nic więcej. Musiał we mnie wzbudzić zapał, namiętność, ochotę.
Kazał mi się położyć na ziemi. Leżał na mnie i przez ubranie czułam jego penisa, jak twardo doprasza się o swoje. Posuwistymi, mocnymi ruchami dociskał go do mnie, jakby dawał ogarowi chwycić trop, za którym ten już pójdzie choćby nie wiem co.
Byłam zwierzyną, którą dopadł pan tego terytorium.

Podwinął mi bluzkę i jako pierwszy dotykał moich piersi. Całował, ślinił, znaczył. Król dżungli miał dziś kolejną zdobycz, w której umyśle zasiał tylko jedną myśl: "J E S Z C Z E"

Poderwał się nagle mówiąc:
-Ktoś tu idzie!
Chwycił z torby "Balladynę" i nagle zaczął ją recytować, głośno, prawidłowo, z dokładną wymową i interpretacją, zagłuszając tym samym hałas otwieranego zamka i moje nieporadne próby powstania z podłogi bez zaczepiania o wszystkie ławki (nie mam pojęcia jak udało nam się je ominąć przedtem).
Przywarłam do niego, zaczęłam gryźć po karku (kiedy on to robił.... rrrany... czy jest chociaż jedna kobieta, która tego nie lubi..?), lizać, próbowałam całować. A on się odsuwał, odsuwał mnie, śmiał się oczami, cały czas głośno i uparcie recytując "Balladynę". W końcu wyszeptał:
-Spokój. Nie wszystko na jeden raz.

I nagle jakby cały temat się skończył, teraz już był tylko instruktorem, rysował jakieś wykresy, informował, gdzie ładunek emocjonalny, gdzie intonacja, jak podkreślać wymowę słów... A ja nic nie rozumiałam, tylko wzrokiem świeżo złapanego stworzenia patrzyłam na swojego oprawcę.

W końcu wyszliśmy z sali, wyszliśmy ze szkoły, a ja wciąż nie mogłam zrozumieć, o czym on mówi. Tylko jedno zrozumiałam, gdy przyciągnął mnie do siebie i mocno pocałował, prawie wysysając ze mnie życie: to jeszcze nie koniec.

Przez kilka kolejnych zajęć nic się nie działo, chociaż coraz częściej po prostu bezmyślnie się na niego gapiłam, patrzyłam na jego smukłe, wysportowane ciało, rozmyślałam o następstwach tego, co się stało. Czułam dreszcze na myśl o jego pocałunkach, dotyku, dłoniach śmiało sięgających po wszystko, co miałam. Najbardziej lubiłam przyjść na tyle wcześnie, by zobaczyć, jak ściąga z siebie bluzę, podwijając przy tylko lekko podkoszulek do góry. Mogłam wtedy zobaczyć kawałek szczupłego, płaskiego brzucha i wspaniałe, lekko wystające kości bioder, do których mam słabość po dziś dzień.

Któregoś dnia zaczął mnie przy wszystkich ochrzaniać. Że moja rola wyszła fatalnie, że w ogóle się nie starałam, że było do niczego. Powiedział, że musimy poważnie porozmawiać po zajęciach. Wtedy nawet przez myśl mi nie przeszło, że chodzi o coś innego niż teatr, bo prawie przez pół roku nie wracał do tego, co się działo w jednej małej salce. Miał dziewczynę na zawołanie, nie musiał się mną przejmować. Za to ja skończyłam już wtedy piętnaście lat, więc wszelkie kontakty ze mną nie musiałyby już się skończyć u prokuratora.

Jak tylko wszyscy wyszli zamknął drzwi na klucz. Nie mówiąc do mnie ani słowa zaczął zasłaniać kolejne okna żaluzjami (zaraz za oknami było osiedle mieszkaniowe). W końcu zrozumiałam, że o teatrze raczej rozmawiać nie będziemy, podeszłam więc do niego i zaczęłam delikatnie się ocierać, próbowałam przygryzać kark i koniuszki uszu. Odsunął mnie od siebie mówiąc:
-Odejdź od okna. Niech nikt cię nie widzi.

Stanęłam po ścianą, a on podszedł do kontaktu i zgasił światło. Od razu przywarł do mnie i zaczął całować, gryźć, lizać. Jakby próbował wziąć wszystko to, co powinno na niego czekać przez te kilka miesięcy. Przycisnął mnie do ściany, mocno napierając biodrami. Ściskał piersi przez cienki materiał koszulki, by w końcu ją zdjąć i całować moje sterczące sutki.

Chciałam dać mu wszystko, ale wtedy wydawało mi się, że jedyne, co mogłam mu dać, to nieporadne pocałunki. On za to sięgnął pewnie do moich spodni i zaczął je rozpinać. Wtedy leciutko zaprotestowałam. On zaczął naciskać, śmiać się ze mnie, kusić:
-No daj mi, czego się boisz. Daj mi, nie udawaj takiej skromnej. Zobaczysz, będzie ci się podobało...
Ja jednak zdecydowałam, że nie będę jeszcze uprawiać seksu. Pierwszy raz w szkole z mężczyzną, o którym nie wiem prawie nic poza tym, że lubi się bawić? Już i tak nie zachowywałam się zbyt mądrze, nie musiałam pogarszać mojej sytuacji. Więc zmienił taktykę:
-A próbowałaś już w tę drugą dziurkę? Odwróć się, pokażę ci, jakie to przyjemne... no chodź...
W końcu to ja zdjęłam z niego spodnie i uklęknęłam. Chciałam go najpierw tylko dotykać, całować, patrzeć, ale to Instruktor decydował i tak jak z pocałunkiem wepchnął mi od razu język w usta, tak tutaj od razu włożył penisa i zaczął rytmicznie posuwać moje usta. Próbowałam się odsunąć, nieco zwolnić, ale za mną była ściana, która ograniczała moje ruchy, a po którejś takiej próbie on sam chwycił mnie za głowę, nie dając na jakiejkolwiek szansy przerwania tego błędnego koła.
Z początku szeptał coś w stylu:
-O tak, maleńka, dobrze ci idzie... bardzo dobrze... rób tak dalej...
Ale potem słyszałam już tylko jego przyśpieszony oddech, czułam penisa w moich ustach i mocno trzymające mnie za głowę dłonie Instruktora.
W końcu wytrysnął. Czułam ciepłe, lekkie fale substancji, którą od razu połykałam, czułam skurcze jego penisa, niekontrolowane ruchy bioder. Jeszcze tylko wyssałam ostatnie krople z jego czubka, gdy zabrał penisa z moich ust, podciągnął spodnie i zabrał się za odsuwanie żaluzji. Ja zakładałam stanik, bluzkę, powoli ubierałam się w cieplejsze rzeczy adekwatne do aktualnej zimowej pogody.
Spojrzał na mnie szybko i zdziwiony zapytał:
-Połknęłaś?
Pokiwałam głową, onieśmielona i oczarowana jak Alicja w Krainie Czarów.
-Jesteś nieźle zakręcona, mała. Będą z ciebie ludzie kiedyś.
Cały czas ze mnie drwił i śmiał się cicho patrząc na mnie. W końcu wygonił na korytarz, zamknął drzwi i oddał klucz woźnemu.
Dla mnie cała ta sytuacja trwała tak długo, że dziwiłam się, czemu woźny nie nabrał podejrzeń, kiedy jednak wyszliśmy, okazało się, że trwało to zaledwie jakieś 5-10 minut, bo koleżanki z grupy zdecydowały się na nas poczekać i wciąż nie zniechęcone siedziały na zewnątrz szkoły. Instruktor pewnym siebie głosem zapewnił, że wyjaśnił mi to i owo i ma nadzieję, że teraz już będzie mi lepiej szło i wszyscy w dobrych humorach poszliśmy w stronę metra. Na pożegnanie standardowy cmok w policzek... ale tylko mój był tak niebezpiecznie blisko ust, że czułam jego wystawiony koniuszek języka na krawędzi warg.
Jeszcze udało mi się zapewnić najlepszą przyjaciółkę, że muszę jej koniecznie coś opowiedzieć następnym razem... i rozeszliśmy się do domów.

Ostatnio edytowany przez daj_mi; 17-07-09 at 09:44.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:42   #2
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Cóż więc takiego miałam opowiedzieć najlepszej przyjaciółce?

Wiecie jak to jest między dziewczynami - trzymanie się za rękę, wspólne podrywanie chłopaków, częste przytulanie.
Znałyśmy się dopiero trzy lata, ale byłyśmy na tyle zgrane, że wyśmienicie zagrałyśmy rolę Yin i Yang w naszej sztuce: byłyśmy bardzo podobne i jednocześnie bardzo różne. Wielu ludzi miało nawet problemy z odróżnianiem nas od siebie, mimo ze ona była szczuplejsza ode mnie, ja trochę wyższa.
Obie jednak mamy ten sam kolor włosów, podobną ich długość, na ogół nosimy okulary, śmiejemy się razem i z tego samego. Ona jest nieco bardziej bezczelna, ja choć wyglądam na spokojniejszą, w rzeczywistości mam o wiele bardziej szalone doświadczenia. Wariujemy zawsze razem i jest jeszcze jedna pasja, która nas łączy: taniec.
Kiedy idziemy razem potańczyć... na ogół to my pierwsze wychodzimy na pusty parkiet. Wijemy się obok siebie, zbliżamy i oddalamy, patrząc sobie w oczy, często dotykając, śmiejąc się, doskonale się bawiąc. Dopiero do nas przyłączają się kolejni tancerze, na ogół środek parkietu pozostawiając nam.
Nie mamy oporów w tańcu, jesteśmy bezpośrednie, wyuzdane, seksowne. I mamy wysokie wymagania, więc rzadko zdarza się, by ktoś do nas dołączył, raczej nas obserwują. Jesteśmy jak dwie przeciwne siły, które ze sobą walczą na śmierć i życie, chociaż jedna nie potrafi istnieć bez drugiej.

Przyszłam do niej zaledwie kilka dni po spotkaniu z moim Instruktorem. Miałyśmy się wyszykować na wspólne wyjście do klubu, w jej mieszkaniu nie było nikogo poza nią. Na dworze robiło się coraz ciemniej i gdy przeszłam do konkretów, było już zupełnie ciemno, a my wciąż nie zapaliłyśmy światła, siedząc blisko siebie i chichocząc. Opowiedziałam o tym, co zdarzyło się w szkolnej sali, a ona wydawała się tym wszystkim zgorszona, zniesmaczona (mówiłam, że choć pozory na to nie wskazują, jest bardziej porządna niż ja).
W końcu żartobliwie padłam przed nią na kolana, błagając o wybaczenie za moje haniebne czyny. Śmiejąc się podeszła do mnie i przytuliła moją głowę do swojego brzucha. Ma cudowny brzuch, płaściutki, z delikatną skórą. Uwielbiam szczupłe dziewczyny.
Przytuliłam ją do siebie mocno, wciąż na kolanach, wciskając twarz w jej brzuch, wiedząc, że tuż nad głową są jej piersi. Ona już się nie śmiała, zaczęła szybciej oddychać, lekko zacisnęła ręce na moich ramionach. Dotknęłam jej pośladków przez materiał spodni: małe, twarde, pasujące do całej jej małej, zgrabnej sylwetki. Wstałam, ciągle nie wypuszczając jej z ramion i przycisnęłam mocno do siebie, wodząc dłońmi wzdłuż pleców, po pośladkach, delikatnie wsuwając dłoń pomiędzy nie... Czułam jej jędrne piersi i wiedziałam, że marzą o pieszczotach, jakie mogą dać jej moje dłonie. Było ciemno, przez okno wpadało tylko trochę światła pobliskiej latarni, ale doskonale zobaczyłam jej prześliczne błyszczące oczy, gdy uniosła głowę, żeby mnie pocałować.
I tak jak przedtem to ja odbierałam pocałunki, teraz mogłam nimi obdarzać. Mogłam przywrzeć do jej miękkich, delikatnych warg, delikatnie je kąsać, przesuwać po nich językiem, wsuwać go do środka, witać się i mocować z jej nieśmiałym jeszcze, drobniejszym od mojego języczkiem.
Była taka słodziutka! Czułam, że mogłabym ją zmiażdżyć w ramionach. Tylko raz miałam tak intymny pod względem psychicznym kontakt z dziewczyną, właśnie wtedy. Wydawało mi się, że jestem jej jedyną drogą rozkoszy, że mogę dać jej wszystko, o co poprosi i jeszcze więcej, bo wiem, jak ją poprowadzić.

Kiedy jej mama wróciła i zapaliła światło, odskoczyłyśmy od siebie. Na całe szczęście wyglądało to tak, jakbyśmy blisko siebie coś szeptały, chociaż wciąż czułam w ustach smak mojej przyjaciółki.
Poszłyśmy do klubu i tego dnia tańczyłyśmy jak dwa demony. Byłyśmy tak głodne namiętności, siebie nawzajem, bliskości, żaru, że mogłybyśmy zjeść każdego, kto by próbował nam przeszkodzić.

To był dobry klub. Miał metalowe drabinki na niewielkim podeście, o które zazwyczaj opierał się ochroniarz. Kiedy tylko od nich odszedł, a z głośników poleciało (co byśmy chcieli...? Sweet dreams? Suczki? Rape me? do wszystkiego tańczę tak, że ślinka ciekłaby Wam po brodzie...) coś mocniejszego niż zwykle, dobrałyśmy się do metalowych drążków i zatańczyłyśmy tak, że nie tylko ludzie nas sobie pokazywali palcami, ale didżej skierował na nas specjalne oświetlenie. Tego dnia klub był nasz. Zatańczyłyśmy i wybiegłyśmy na zewnątrz, śmiejąc się, całując i mocno przytulając.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:44   #3
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Obrońca

Niesiona euforią po takim cudownym debiucie w świecie fellatio czułam się piękna, wspaniała, cudowna.
Ten wybuch pewności siebie chyba nie skończył się zbyt dobrze...

Co sobotę spotykałam się ze znajomymi w pubie na Polu Mokotowskim. Znajomi z jednego z czatów poświęconych fantastyce i fantasy, więc nieraz całkiem obcy ludzie, nieraz naprawdę fajni, czasem dziwaczni. I na jednym z takich spotkań...

Siedzieliśmy w pubie i czułam się jak królowa. Piękna, godna zauważenia, wartościowa. Myślenie małej dziewczynki, która nic nie wiedząc uważa, że już wie wszystko.
Ale moja postawa przyciągała do mnie ludzi. Najpierw wszyscy razem pletliśmy bzdury przekrzykując się wzajemnie, w miarę upływu czasu atmosfera gęstniała, siedzieliśmy coraz bliżej siebie, w naszych słowach było coraz więcej niedomówień, coraz więcej napięcia...
Ostatecznie siedziałam w otoczeniu czterech mężczyzn i jednej dziewczyny. Rozmowa już zupełnie zeszła na tematy seksu, a oni byli zachwyceni tym, jak gotowa byłam opowiadać o swoich doznaniach (jakbym miała jakieś wielkie doświadczenie) przy jednoczesnym, wciąż pozostającym we mnie delikatnym zawstydzeniu się. Musiałam się zachowywać jak mała dziewczynka, której dano do ręki imitację fallusa: zachwycona z prezentu, ale jeszcze nie do końca rozumiejąca, co ma z tym zrobić.
I teraz scena jak z bajki, tak banalna i typowa: na stole pojawiły się wafelki (w swoim standardowym, podłużnym kształcie) i bita śmietana. No dobrze, może rzeczywiście trochę wcześniej licytowałam się wraz z koleżanką, że umiem je zjeść bardziej seksownie niż ona, ale nie sądziłam, że chłopcy potraktują na tyle poważnie, by skoczyć do sklepu i kupić...
I już za chwilę siedziałyśmy otoczone wianuszkiem zachwyconych, zapatrzonych w nas mężczyzn, którzy niemal bili się o to, by podać nam do ust wafelki z bitą śmietaną. Brałam do ust kawałeczek wafelka, lekko go przygryzałam, by móc za niego pociągnąć, patrzyłam przy tym cały czas w oczy mojemu ofiarodawcy. Potem przymykałam powieki i zlizywałam trochę bitej śmietany z wierzchu wafelka, a kiedy niechcący trochę mi spadało na dłoń, którą podstawiałam właśnie na tę okoliczność - oblizywałam to ze smakiem. I widziałam, jak towarzysze zachłannie obserwują każdy gest, jaki wykonywałam, jak wstrzymują oddech, kiedy biorę do ust palce swoje bądź któregoś z nich, oblizując je z resztek śmietany i odrobiny czekolady z wafelka. Sama również patrzyłam zachwycona na koleżankę, która także doprowadzała mężczyzn do wrzenia.
Wkrótce zaczęli się coraz bardziej zbliżać do nas, przypadkowo nas dotykać, oczy im się świeciły. Trochę się przestraszyłam tego ich podekscytowania, nie sądziłam, że będą to aż tak bardzo przeżywali. Stwierdziłam więc, że muszę zadbać o swoje bezpieczeństwo. Wybrałam jednego z nich, który szczególnie mi się podobał i stwierdziłam smutno:
-Widzisz, jak to się kończy. A ja przecież byłam taka grzeczna.
I tak zyskałam sobie Obrońcę, która wyróżniony moim zainteresowaniem odpędzał innych ode mnie. Sam starał się przy tym skorzystać jak najwięcej, wkrótce więc poczułam jego palce zsuwające się wzdłuż mojego kręgosłupa aż do pośladków. Delikatnie je ucisnął, a ja poczułam jaki dreszcz nim wstrząsnął, kiedy uśmiechnęłam się zachęcająco.
Wkrótce wstaliśmy gotowi się przejść po ciemnym parku i czułam, jak trzęsły mu się ręce, kiedy obejmował mnie w pasie. Reszta towarzystwa rzucała zachęcające komentarze, ja się tylko uśmiechałam, on chrypliwym głosem zapewniał, że prawdopodobnie wrócimy niedługo, ale jak coś, to żeby na nas nie czekali...

Mój "wybawca" nie był zbyt wysoki, ale za to kilka godzin spędzonych na rozmowie pozwoliło mi stwierdzić, że jest inteligentny, ma stałą pracę, jakieś 26 lat, niesamowite zainteresowania. Podobał mi się, kiedy tak szedł obok mnie, a jego ręka próbowała zapoznać się z moimi pośladkami. Szedł i szeptał gorączkowo:
-Masz cudowny tyłek. Fenomenalny tyłeczek. Wspaniały.

Weszliśmy do łazienki, która w tym pubie miała wejście z zewnątrz. Była zima, więc nikt nie siedział przy stolikach na zewnątrz, nikt na nas nie patrzył badawczo. Ledwie zaczęliśmy się całować, dotykać, przytulać, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Wyszliśmy więc i śmiejąc się z miny kobiety, która chciała po prostu skorzystać z toalety, poszliśmy w głąb parku.
Stanęliśmy wcale nie tak daleko pod jakimiś drzewami. Fenomenalne uczucie, my staliśmy w cieniu i nie było nas za bardzo widać, za to widzieliśmy niemal wszystko, co działo się dookoła nas. I tak podparci drzewem całowaliśmy się, przyciskaliśmy się do siebie, poznawaliśmy nasze ciała skryte pod zimową warstwą ubrań... W końcu zapragnęłam pochwalić się dopiero co nabytymi umiejętnościami. Uklęknęłam przy świeżo wyciągniętym penisie mojego Obrońcy i wzięłam go w usta. Zapewne było to niesamowite uczucie, kiedy do penisa wyciągniętego dopiero co z moich ciepłych, wilgotnych ust docierało otaczające nas zimno, by za chwilę znów mógł zniknąć w ciepłej przestrzeni... mój partner cichutko syczał za każdym razem, gdy to się działo i nie byłam pewna, czy jest zadowolony. Do tej pory nie jestem, bo w pewnym momencie powiedział:
-Wstań, teraz moja kolej.
Kolejna nowa rzecz zaskoczyła Alicję w Krainie Czarów. Przyparta do drzewa rozchyliłam nogi, by dopuścić do swojej łechtaczki mężczyznę, który - jak się za chwilę okazało - wiedział co z nią robić o wiele lepiej ode mnie. Z początku stres nową sytuacją nie pozwalał mi odczuwać przyjemności, być może nawet cicho protestowałam przed taką formą zabawy. Ale mój Obrońca uciął moje opory jednym krótkim zdaniem:
-Uwielbiam to robić, więc daj mi.
I pozwoliłam sobie odpłynąć, uparcie tylko zaciskając zęby, żeby nie krzyknąć. Pierwszy raz mogłam tak bardzo skoncentrować się na tym, by osiągnąć przyjemność dawaną mi tak chętnie. Wkrótce zaczęłam zaciskać uda na jego głowie, niemal uniemożliwiając mu cokolwiek, wkrótce coraz trudniej było mi nie krzyczeć, zdawało mi się, że się unoszę coraz wyżej i wyżej, że sponad drzew widzę swoje ciało, które tam na dole otrzymuje właśnie pełną rozkosz.

Odchyliłam głowę i zaczęłam się śmiać z radości.
Z mojego pierwszego orgazmu otrzymanego dzięki mężczyźnie pamiętam rozgwieżdżone niebo widoczne między oszronionymi gałęziami drzewa, pod którym staliśmy.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:45   #4
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Łucznik

Mój Obrońca szybko się przyznał, że ma dziewczynę, ma z nią problemy, ale kocha, to wszystko było chwilą słabości i chociaż mam najlepszy tyłeczek, jakiego kiedykolwiek dotykał, to to chyba nie może trwać tak dalej... Więc zaakceptowałam to i odeszłam, bo cóż innego było robić.
Instruktor wydawał mi się już nazbyt wulgarny, zbyt bezpośrednio biorący sobie to, co przecież należało do mnie. Po którymś kolejnym smsie typu "chciałbym cię przelecieć" ograniczyłam z nim kontakty i szukałam czegoś, co by mnie zainteresowało.

Wkrótce przyjaciółka przedstawiła mi swojego znajomego. Nie za wysoki, zawsze uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do życia, dość przystojny. Jeździł konno i strzelał z łuku, a ja uwielbiam ludzi o nietypowych zainteresowaniach, szybko więc skoncentrowałam na nim swoją uwagę.
Pod koniec jakiegoś festynu dzielnicowego, na którym uczył dzieciaki strzelać z łuku podeszłam do niego i wymruczałam:
-Mnie też nauczysz strzelać...?
Wyobrażam sobie, że musiało mu być przyjemnie, kiedy tak objął mnie od tyłu, przyciskając mnie do siebie mocno, żeby móc pokazać trzymając mnie za ręce jak naciągać cięciwę, by strzała leciała pewnie do celu.
Chciałam go zdobyć, ale to on był górą, kiedy w pewnym momencie w jednym z namiotów z kolejnymi atrakcjami wyszeptał tekst tak standardowy, a przecież każda kobieta go uwielbia:
-Śniłaś mi się dzisiaj...
-Tak? I co robiłam?
-No wiesz... nie znamy się jeszcze na tyle dobrze, by to, co powiem, nie było zbyt wulgarne...
-Możemy się poznać lepiej.
I tak co jakiś czas siedzieliśmy u niego, najpierw po prostu towarzysko, oglądając jakieś filmy, a kiedy podczas któregoś seansu usiadłam mu na kolanach, filmy zupełnie przestały nas interesować (do tej pory nie wiem, o czym dokładnie jest Epoka Lodowcowa).
Dotykał moich piersi i zapewniał, że są piękne, całował je, gryzł, ściskał i ciągle do mnie szeptał. Czułam się najpiękniejszą kobietą na świecie, bo o każdym fragmencie mojego ciała umiał powiedzieć coś tak niesamowitego, że tym bardziej chciałam go zapoznawać z moimi najskrytszymi zakamarkami.
-Masz tak doskonałe ciało... Taką delikatną skórę.
-Uwielbiam twoje piersi. Są stworzone do tego, żeby je pieścić.
-Cudownie cię dotykać. Samo dotknięcie ciebie jest jak ekstaza.
Dzięki niemu odkryłam, że istnieje fenomenalne połączenie tego, co poznałam do tej pory. Leżałam na nim, trzymając w ustach jego penisa, kiedy on adorował moją dziurkę. Bo on adorował wszystko, co było moje, uwielbiał, całował, pieścił.
Nigdy nie dał mi dojść w tej pozycji, nigdy też nie dał dojść sobie. Zawsze przerywał w najlepszym momencie i czekał aż ochłoniemy, by za chwilę znów zabrać się do działania z jeszcze większym zapałem.
Wszystko to wydawało mi się nieskończenie piękne, póki któregoś dnia wychodząc od niego nie natknęłam się na jego matkę. Znałam ją i wiedziałam, że mnie lubi, ale zaskoczyła mnie pytaniem:
-Co tam na studiach? Jak przygotowania do sesji?
Zamyśliłam się lekko. Na studiach? Przecież nawet jeszcze nie jestem w liceum... Już wiedziałam, że nic nie jest tak piękne, jakby się chciało. W końcu wyksztusiłam niezręcznie:
-Bardzo dobrze, dziękuję. Mam nadzieję wszystko zaliczyć w terminie.
-Bo ty studiujesz psychologię, prawda? Chyba jest duże zróżnicowanie przedmiotów?
Oho, moja kariera nabiera zawrotnej szybkości. Już nawet nie pamiętam, co odpowiedziałam, dość, że litościwie nie wkopałam mojego Łucznika. Za to przy pierwszej sposobności zrobiłam mu karczemną awanturę:
-O co twojej matce chodzi z tymi studiami? Co ty żeś jej naopowiadał?
-No coś musiałem jej o tobie powiedzieć...
-A nie mogłeś prawdy? Co złego jest we mnie, że nie możesz jej tego powiedzieć?
-Wiesz... to znaczy... bo ty... jesteś dość młoda...
-I co z tego? Nie potrafisz się własnej matce przyznać, że pociąga cię kilka lat młodsza koleżanka? Brać sobie piętnastolatkę to potrafisz, ale przyznać się do tego już nie? A jakby z tego wyszło coś więcej, to kiedy byś się przyznał? Jakbym ja już przyznawała twojej matce, jaki mam temat pracy magisterskiej? Czyś ty oszalał? O sobie kłam jej ile chcesz, ale mnie w to nie wciągaj!
Coś tam się niemrawo tłumaczył, przepraszał, obiecał, że wyjaśni. Nie sądziłam, żeby tak się stało, bo zauważyłam, że wiele razy kłamał nawet w najgłupszych sprawach, doszłam więc do wniosku, że ten typ tak ma i trzeba go jak najprędzej z tym wszystkim zostawić.
Wybłagał jednak u mnie szansę poprawy, obiecując niespodziankę. I tak w jakąś sobotę pojechaliśmy na stadninę koni, w której zazwyczaj on trenował. Było cudownie, oprowadzał mnie po stajniach, objaśniał który sprzęt jeździecki do czego służy, pokazywał co wspanialsze konie i opowiadał zabawne historyjki z nimi związane. Byłam zachwycona mężczyzną, który z takim zafascynowaniem opowiadał o tych cudownych zwierzętach, tuliłam się więc do niego jak mała kotka, śmiejąc się radośnie, podszczypując delikatnie jego pośladki, w ciemniejszych kątach stajni sięgając po penisa, gryząc go delikatnie w szyję. Nagle odsunął mnie od siebie tak, jakbym była zupełnie obcą osobą i z radością rzucił się widać jakąś Dżokejkę, która wyszła od padoku. Mnie całkowicie zignorował przy tym powitaniu i czułam już, że to jakaś grubsza afera.

Kiedy Dżokejka już sobie poszła, niechętnie zapytałam, kim jest. Dowiedziałam się, że to taka jego trochę była dziewczyna, nic specjalnego, ale nie chce, żeby widziała nas razem, bo mogłoby się jej zrobić przykro (a mnie to przykro nie było?), poza tym strasznie by zaczęła plotkować, a tu przecież są ludzie, z którymi on się regularnie styka, zrobiła by się ciężka atmosfera... jakoś dałam się ułagodzić, zwłaszcza kiedy zaciągnął mnie do stajni mówiąc:
-Chodź, nauczę cię jeździć konno.
Jak mała dziewczynka dałam się zaciągnąć za rączkę do stajni, gdzie on drżącym głosem wyjaśnił mi, że to nie będzie taki zwyczajny koń...
-Bądź moim jeźdźcem.
Weszliśmy na takie pięterko, na którym składuje się siano dla koni, zaczęliśmy się gorączkowo całować (zawsze największa ochota na seks łapie mnie zaraz po kłótni. Pożądane przy godzeniu się.) przytulać, obejmować, mocno do siebie dociskać. Kłujące siano wcale nie wydawało się przeszkodą, śmialiśmy się cichutko odkrywając kolejne części naszych ciał. Rany, jaki on miał śliczny brzuszek... jak cudownie lekko wystające kości bioder... jak niesamowicie się czułam całując go najpierw w usta, potem w policzek i drobniutkimi pocałunkami, leciutkimi kęsami schodziłam coraz niżej obdarzając pieszczotą każdy najdrobniejszy fragment jego ciała. Patrząc mu głęboko w oczy całowałam każdy jego palec z osobna i wszystkie razem, delikatnie je przygryzałam, wkładałam do ust lekko ssąc... Usiadłam na nim, jeszcze w spodniach i wiem, że musiałam wyglądać pięknie z lekko potarganymi włosami, w których kryły się błyszczące złotem patyczki słomy, sterczącymi dumnie sutkami, co i raz podnoszącymi się przez przyśpieszony, gorączkowy oddech, cała otoczona pojedynczymi promieniami słońca prześwitującymi przez szpary w dachu chwytanymi przez powietrze pełne wirujących drobinek kurzu, którego zawsze jest tak dużo w stajni.
Byłam tak piękna, że on na moment aż stracił oddech, oczy błyszczały mu podnieceniem, widziałam w jego oczach tyle pożądania, że czułam nad nim totalną władzę.

I wtedy z dołu rozległ się okrzyk:
-Kto tam jest na górze?!
Szybciutko naciągnęłam na siebie koszulkę, chwyciłam garść słomy i zeszłam do Dżokejki, która niezadowolona wpatrywała się w wejście na poddasze.
-Chciałam tylko wziąć trochę siana dla koni, żeby mnie bardziej lubiły.
Lekko podchrypniętym z podniecenia głosem wyjaśniłam, szeroko się uśmiechając. Dżokejka wymruczała pod nosem:
-Tu nie wolno przebywać osobom nieupoważnionym. Proszę stąd wyjść.
Wyszłam więc, zachwycając się przepiękną wiosenną pogodą, oddychając głęboko i radośnie. Patrzyłam na swoje odbicie w stawie i wyciągałam z włosów niesforne słomki, śmiejąc się lekko.
W końcu jednak zaczęłam się denerwować tym, że mój Łucznik nie nadchodzi. Ostrożnie się skradając udało mi się dotrzeć do "naszej" stajni, gdzie jak tylko zaczęłam się wspinać na pięterko, usłyszałam:
-Jesteś taka piękna... masz taką delikatną skórę... tak bardzo tęskniłem za jej dotykiem...
Nie patrząc wcale na to, jak mój Łucznik adoruje Dżokejkę, wyszłam na stację kolejową i poczekałam na pociąg powrotny. Nie wiem, jak długo trwało, zanim on się zorientował, że mnie już nie ma, ale na pewno nie jechał tym samym pociągiem, co ja. I już nigdy nie zadzwonił.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:46   #5
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Rycerz

Łucznik już mnie więcej nie widział, ale pojawił się dodatkowy problem. W swojej niefrasobliwości zainteresowałam się strzelcem wtedy, kiedy byłam już w związku z mężczyzną wspaniałym, delikatnym, czułym i Rycerskim, którego jedyną wadą było to, że był rzadko. Wydawało mi się, że nie będzie odpowiednim dla mnie partnerem, dlatego też ciągle szukałam bardziej pasującego do mnie, kogoś, kto nie byłby tak nieskazitelny i kogo obecności mogłabym doświadczać częściej i z mniejszym poczuciem własnej małości. Wtedy trafiłam na Łucznika, zamiana partnera na odpowiedniejszego jednak się nie udała z braku tegoż właśnie odpowiedniejszego i... zostałam z ciężkim sumieniem.
Rycerz był naprawdę wspaniałym człowiekiem. Niezwykle inteligentnym (czułam, że jego umysł pracuje o całe mile wyżej od mojego), wrażliwym, utalentowanym, spokojnym, zrównoważonym, konkretnym, zdecydowanym, z poczuciem humoru, które potrafiło mnie wyciągnąć z najgorszego dołka. Do tego przystojnym, wysokim, barczystym, o najmądrzejszych rozświetlonych uśmiechem niebieskich oczach, jakie w życiu widziałam. Jego brązowe włosy w słońcu lekko skrzyły się rudością i miał bródkę, do której do tej pory mam słabość. Był czuły i delikatny, stopniowo odkrywaliśmy wzajemnie swoje ciała, dając sobie nawzajem przeżycia nieznane dotąd żadnemu z nas. To wszystko trochę przytłaczało, ale szlachetność tego człowieka nie pozwalałaby mi go oszukiwać przez resztę trwania naszego związku.
Gotowa wyznać grzechy, pełna niechęci do samej siebie, zdecydowana się rozstać przeprowadziłam z nim rozmowę, gdzie kajałam się, przepraszałam, wycofywałam coraz dalej i dalej od smutnych oczu tego człowieka.
Wybaczył mi. Wcale nie chciałam wybaczenia, nie sądziłam, że je uzyskam i niezmiernie mnie to zaskoczyło. Przez ten czas, kiedy reanimowaliśmy nasz związek, byłam jak do rany przyłóż, delikatna, cierpliwa wobec jego humorów, ugodowa, przystępna.
Któregoś dnia poszliśmy na imprezę do jego znajomego. Na polu za jego domem rozłożyliśmy namioty, usiedliśmy przy ognisku, popijaliśmy piwko, niektórzy próbowali mocniejszych alkoholi. Nie miałam wtedy zbyt wielkiego doświadczenia w kwestii picia, zresztą do tej pory mam słabą głowę i dosyć szybko zdecydowałam się pójść do namiotu. Zaraz za mną podniósł się też mój wstawiony Rycerz, który ze względu na niewesołe myśli narzucił sobie znacznie ostrzejsze tempo picia.
Kiedy schyliłam się, by odsunąć wejście do namiotu, poczułam jego dłonie na moich pośladkach. Nie protestowałam, chichotałam cicho, delikatnie kręcąc biodrami, gdy przycisnął mnie do siebie. W końcu weszliśmy do namiotu, nieporadnie mocowaliśmy się z ubraniami, ja wciąż rozbawiona, on raczej poważny, w pijackim skupieniu, milczący. Było zimno, więc szybko wsunęliśmy się pod śpiwory i jego ręce od razu zaczęły podróż po moim ciele, badały twardość piersi, ściskały brodawki, mocno przyciskały do siebie. Pierwszy raz w życiu czułam naprężonego penisa bezpośrednio na nagim ciele tak blisko bioder, ale przez pokryty mgiełką umysł niewiele kojarzyłam. Wcale nie czułam się podniecona, raczej rozbawiona jego zabiegami i kiedy w końcu sięgnął dłonią między moje uda, byłam zupełnie sucha. Próbował bawić się moją łechtaczką, wsuwać delikatnie palce w suchą pochwę, ale odsuwałam się tłumacząc, że mnie to łaskocze, by za chwilę znów przysunąć się do tego fascynującego mężczyzny, który z zaciętym wyrazem twarzy próbował coś osiągnąć, a ja zupełnie nie miałam pojęcia co.
W końcu podparł się na rękach i położył na mnie, a ja poczułam, jak gorący jest jego penis, niemal jakby parzył moje uda, jakby chciał ciepłem napełnić moją suchą waginę. Bo za chwilę mój Rycerz sięgnął w swej zaciętości o to, czego w swoim poczuciu winy nie umiałabym mu odmówić i o czym on doskonale wiedział. Przestałam się uśmiechać i oboje milcząco wpatrywaliśmy się w siebie, kiedy on raz za razem starał się wprowadzić to niesamowite źródło ciepła do opornej, zimnej mnie. W końcu zaczęłam prosić cichutko, przy kolejnej nieudanej próbie, kiedy widziałam już cienie gniewu na jego spokojnej zawsze twarzy:
-Proszę, przestań. Proszę. To nie ma sensu, wszystko zakrwawię, nie róbmy tego teraz... Widzisz, że nie dajemy rady, przecież nie musimy tego robić...
Więc żebym nic nie zakrwawiła ściągnął mnie z karimaty, zdjął z nas śpiwory i położył na zimnej plastikowej podłodze namiotu, skąd łatwo byłoby zmyć ewentualną krew. Czułam pod sobą kamyczki, gałązki, szyszki, a przede wszystkim przeraźliwe zimno wczesnowiosennej ziemi. Ale nade mną był nieustępliwy, zdecydowany mężczyzna, któremu nie mogłam odmówić niczego i który raz za razem nakierowywał swojego penisa prosto między moje uda, próbował go wkładać jak najmocniej, jak najdalej, nie reagując na moje zduszone krzyki bólu, zapamiętały w tym prostym geście: chwycić penisa, ustawić, pchnąć. Chwycić, ustawić, pchnąć. Chwycić...
Ja się nie broniłam, po prostu nie mogłam dać odzewu. Chciałam mu dać wszystko, czego zapragnie, pełna poczucia winy, lęku przed jego zdecydowaniem, drżąca z zimna i mimo wszystko odrobinę zaciekawiona. Kiedy w końcu udało mu się włożyć chociaż kawałek więcej, cała szarpnęłam się z bólu, przez co tak pracowicie wpychany narząd znów znalazł się poza mną. Moje ciało broniło się tak zaciekle, że Rycerz w końcu zniechęcony padł obok, zupełnie niezdolny do działania. Drżąc podsunęłam się do niego i zaczęłam całować te obojętne usta, niechętny dla mnie tors, nieruchome dłonie. Całowałam i szeptałam, że przepraszam, że naprawdę chciałam, że przecież i mi zależy... W końcu jego ręce ożyły i mocno chwyciły mnie za ramiona, przytrzymały kark... Otworzyłam usta, by objąć nimi powoli powstającego penisa. Całkowicie poddałam się ruchom jego rąk, które pracowały tak zdecydowanie, że jakikolwiek opór z mojej strony byłby nie tyle co zduszony, ale po prostu niezauważony. Rycerz machinalnie wykonywał gesty raz po raz zbliżające moją głowę do jego podbrzusza, coraz szybciej, mocniej, silniej, jego biodra wyprowadzały penisa na spotkanie moich ust, tak by coraz więcej i więcej tego ciepłego, twardego ciała znajdowało się w końcu wewnątrz mnie... Wydawało mi się, że trwa to naprawdę bardzo długo, że już zawsze będę się krztusić przez to wielkie, przerażające stworzenie, że już nigdy nie będę mogła zaczerpnąć pełnego oddechu, pozwalając sobie tylko na te szybkie, króciutkie wdechy, kiedy jego penis był chociaż kawałeczek dalej... W końcu jednak Rycerz skończył. Jęknął cicho, szarpnął kilka razy biodrami, przyciskając moją głowę tak mocno do siebie, że zupełnie przestałam oddychać, automatycznie połykając kolejne dawki spermy. W końcu mnie puścił, ale obolałe mięśnie karku nie pozwoliły mi na podniesienie głowy i bałam się, że zostanę już na zawsze na jego penisie, że tak umrę, uduszona, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. To on przekręcając się na bok po prostu wysunął kurczącego się penisa z moich nic już nie czujących warg, odrobinę spermy rozmazując na policzku.
Leżałam obok usypiającego już Rycerza, bezmyślna, obojętna, nie czująca już nawet tego przeraźliwego zimna. Kiedy w końcu skuliłam się do snu i podłożyłam dłonie pod policzek, poczułam, że jest mokry. Wysunęłam język i poczułam słony smak łez.



Jakiś czas później pierwszy raz powiedział mi, że mnie kocha.
To już była poważna rzecz, coś, co nigdy mi się nie zdarzyło, coś, czego pewnie podświadomie się bałam. Powiedział mi to w ostatniej chwili nim wysiadł z metra, więc nic mu nie powiedziałam, tylko patrzyłam zdumiona na jego sylwetkę zostającą coraz dalej i dalej na peronie...
Prawdopodobnie wreszcie wtedy zaczęłam myśleć.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:47   #6
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Rycerz cz. II

Po tym, jak mój Rycerz próbował odebrać mi dziewictwo krwawiłam cały następny dzień. Myślałam więc, że udało mu się przerwać błonę, ale ponieważ krwawienie przedłużyło się, nie byłam pewna, czy to po prostu miesiączka w niefortunnym momencie, czy naprawdę nie byłam już dziewicą. Nie uprawialiśmy jednak seksu ani nie poruszaliśmy już tego tematu, szukając satysfakcji w długotrwałych pieszczotach, bliskości, pocałunkach.
Najbardziej podobało mi się, gdy przychodziłam do niego zmęczona, wykończona całym dniem, niezdolna do niczego. Kładłam się na brzuchu na jego szerokim łóżku, sięgając po jakąś książkę, a on siadał na mnie okrakiem i masował każdy napięty nerw, każdy zmęczony mięsień... Najpierw przez ubranie, potem stopniowo podwijał mi bluzkę, dotykając moje nagie ciało raz delikatnie, raz mocniej. Już wtedy nie mogłam się skupić na tym, co czytałam, odkładałam książkę, koncentrując się na wszystkich tych ruchach, jakie wykonywał i mrucząc cicho z zadowolenia (historia o tym, jak ja mruczę, to oddzielna historia. Moje mruczenie mogłoby spowodować sztywność nawet u umarłego). Potem wreszcie Rycerz zdejmował moją bluzkę wraz ze stanikiem, by móc do masażu dołączyć także usta, zęby, język i delikatnie drapiącą bródkę.
Uwielbiałam, gdy kąsał mój kark, najpierw delikatnie, potem coraz mocniej, nawet wtedy, kiedy zostawiał mi lekkie siniaki widoczne nieraz i przez tydzień. Jego ręce błądziły wzdłuż kręgosłupa, co jakiś czas ześlizgując się na boki, by obdarzyć pieszczotą także niecierpliwie czekające piersi, ścisnąć sutki, wziąć w dłonie dwie półkule, zważyć ich ciężar. W końcu słyszał, jak cichutko jęczę, jak proszę go o cokolwiek, co mnie zaspokoi, proszę o to, by dał mi siebie... Niecierpliwymi, trzęsącymi się z podniecenia dłońmi zsuwałam z siebie spodnie, wciąż leżąc na brzuchu i w końcu rozkładając przed nim nogi, wypinając do niego pupę. On jeszcze droczył się ze mną, wracał do masażu takiego samego, jak na początku, pozornie niewinnego, tylko schodząc z nim coraz niżej i niżej... aż w końcu rozchylał moje pośladki, uśmiechał się z zadowoleniem dotykając palcami śluzu, bawiąc się nim, drażniąc łechtaczkę, powolutku wkładając we mnie palec czy dwa... A ja cicho jęczałam, szepcząc prosiłam i błagałam o jeszcze więcej pieszczot, o niego, o przyjemność. W końcu jego palce zaczynały wchodzić we mnie coraz szybciej, z coraz większym zdecydowaniem, a ja z wypiętymi pośladkami wtulałam twarz w poduszkę, żeby nie dyszeć zbyt głośno, bo nieraz w sąsiednich pokojach siedzieli jego bracia czy rodzice. I kiedy w końcu czuł skurcze na swoich palcach wciśniętych we mnie szeptał do mnie:
-Dobra dziewczynka... Widzisz, a wcale nie miałaś ochoty. Grzeczna. Teraz daj mi.
I wtedy to ja pieściłam jego, z jeszcze przyśpieszonym, nieregularnym oddechem, zarumienionymi z podniecenia policzkami, drżącymi dłońmi, potarganymi włosami. Brałam jego penisa do ust, raz po raz wsuwając i wysuwając, mocno obejmowałam go wargami, szybciutko przesuwałam języczkiem na prawo i lewo, by pod sam koniec, kiedy jego podniecenie sięgało zenitu i penis wysuwał się już tylko na odrobinę, najmocniej drażnić ten wrażliwy punkt tuż pod główką... Uwielbiałam ten mocny, zdecydowany gest jego dłoni, który przyciskał mnie do jego podbrzusza, gdy połykałam spermę. On to doskonale wiedział i nieraz wzbudzał we mnie ochotę na sprawienie mu przyjemności po prostu chwytając mój kark w określony sposób, nieraz w miejscach dalekich od jego domu, więc robiłam mu loda w parkach czy ciemnych przejściach, a gdy nie dało się znaleźć choć trochę odosobnionego miejsca, ocierałam się o niego jak kotka z rują, mrucząc i szepcząc, jak bardzo go pragnę.
Czasem zamiast fellatio chwytałam jego penisa w dłoń i powoli, drażniąc się z nim, doprowadzałam go do wrzenia, kiedy jego biodra wchodziły już w niekontrolowany ruch, kiedy dyszał, prosił, jęczał... Wtedy to ja miałam władzę, ja decydowałam, kiedy kolejne krople spermy spadną na moje piersi bądź znikną w moich dłoniach, bym potem mogła ją z nich zlizać.
Dużo, dużo później, gdy się już rozstaliśmy (a o czym kiedyś może napiszę, jeśli będziecie mieli jeszcze tyle cierpliwości), żartobliwie dotknął mojego karku, by zaśmiać się z tego dawnego zwyczaju. Ale żadne z nas się nie zaśmiało, atmosfera momentalnie zrobiła się przesycona erotyzmem, czułam jak błyskawicznie wilgotnieję, myśląc tylko o tym, by sprawić mu przyjemność. Kilka chwil zajęło nam doprowadzenie się do porządku, bo oboje broniliśmy się wszelkimi siłami, by się na siebie nie rzucić.
Tylko on umiał tak dotknąć mojej szyi, w takim geście zdecydowania, siły, ochoty na mnie, żądania bycia zaspokojonym.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:47   #7
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Wakacje

Mój Rycerz zniknął wraz z rozpoczęciem wakacji – wyjechał gdzieś z rodziną, a ja nie wiedziałam ani gdzie jest, ani jak się z nim skontaktować. Z początku nie martwiło mnie to, w końcu kiedyś miał wrócić. Przeżywałam każdą chwilę wolną od szkoły, przesiadując całymi dniami na słonecznej Starówce czy wpatrując się w bieg Wisły. Byłam zadowolona i uśmiechnięta, więc często zaczepiali mnie mężczyźni w celach „przyjaznej pogawędki”. Śmiałam się i spławiałam ich delikatnie, chociaż nieraz te rozmowy trwały naprawdę długo. Najbardziej natarczywy był człowiek poznany w autobusie. Jechałam i śmiałam się pod nosem z czytanej książki, więc w końcu nie wytrzymał i zapytał, co czytam. Dowiedziałam się, że ma 29 lat (sama przyznałam się do moich piętnastu) i pracuje przy organizowaniu pokazów historycznych dla turystów jako Kat. Dał mi swój numer telefonu, chociaż śmiejąc się broniłam przed tym wszelkimi siłami.
W końcu nadarzyła się okazja wyjazdu - na działkę cioci. Razem z Przyjaciółką łaziłyśmy po lasach, buszowałyśmy po okolicznych wsiach, kąpałyśmy się w pobliskiej rzece. Cóż to był za cudowny widok, gdy moja ślicznotka wskoczyła do rzeki w pełnym ubraniu, które zmoczone tak fenomenalnie pokazało szczupłość jej ciała, pełne piersi, sterczące sutki... Jej piersi były zupełnie inne niż moje – chociaż jest szczuplejsza, ma trochę większe piersi, słodziutko staczające się ku sobie tak, że nawet gdy nie nosi bielizny można zobaczyć wyraźny rowek między nimi, tak blisko są siebie.
Moja Przyjaciółka spontanicznie wskoczyła do rzeki, by później stopniowo zdejmować ciążące jej rzeczy i ostatecznie pozostać w koronkowym komplecie bielizny (to kolejna rzecz, która niesamowicie mi się w niej podoba. Niemal zawsze jest ubrana seksownie aż do ostatniej sztuki garderoby. Kobieta stworzona do odkrywania i wielbienia.). Leżałyśmy na osłoniętym krzewami nabrzeżu, niewidoczne dla kogoś, kto szedłby wzdłuż rzeki, półnagie, wygrzewające się w słońcu jak rozkoszne kociaki. Patrzyłam na nią spod przymrużonych powiek, myśląc o tych szczupłych, mocnych udach, gładkim brzuchu, delikatnej skórze, wspaniałych piersiach...
Wieczorem, zaopatrzone w tani bimber usiadłyśmy przy ognisku w leśnym zaciszu działki mojej cioci, opowiadając sobie różne historyjki. Wspomniałam także o mojej „przygodzie” z Katem z autobusu. Podochocone wysłałyśmy do niego smsa czy dwa, na które z chęcią odpowiedział i tak jakoś sama nie wiedząc kiedy zobowiązałam się do spotkania z nim po powrocie.
Alkohol krążył coraz żywiej w żyłach, nam było coraz cieplej, rozebrałyśmy się więc do samych koszulek, machając w powietrzu stanikami, śmiejąc się i tańcząc jakieś pogańskie tańce wokół ogniska. Gdyby wtedy dołączył do nas jakiś mężczyzna na pewno miałby z tego dnia niezapomniane przeżycia... (chcielibyście, prawda?). Niestety, byłyśmy tylko same, samiutkie we dwie i jakoś musiałyśmy sobie poradzić...
W kolejnym szalonym tańcu dookoła ogniska zaczęły nam się już plątać nogi, co i rusz musiałyśmy opierać się o siebie, oczywiście - jak to zawsze przy alkoholu - wyznawałyśmy sobie wzajemną miłość i uwielbienie. Coraz bliżej i bliżej, coraz szybciej i szybciej, częstszy dotyk w coraz mniej przypadkowych miejscach – uściśnięcie pośladków, przesunięcie dłonią po udach czy pogłaskanie piersi. W końcu zaczęłyśmy się całować, ostro, półprzytomnie, mocno. Miałam wrażenie, że jej słodziutki języczek jest wszędzie, że próbuje się wcisnąć do każdego kawałka moich ust. Zataczając się i chichocząc jak wariatki weszłyśmy do domku i od razu padłyśmy na łóżko, mocno do siebie przytulone, próbując dopasować jej szczuplutkie ciałko do moich łagodniejszych krągłości (nie, nie jestem gruba. Po prostu ona jest NAPRAWDĘ chuda).
Czułam na swojej skórze jej dotyk, delikatną, gładką skórę, którą pragnęłam dotykać, całować, gryźć, lizać. Zostawić ślady na takiej skórze... to jakby podpisać akt właścicielstwa. Jakby zostawić dowód, że ta wspaniała istota należała choć raz do mnie. Ma jeszcze na sobie mój zapach, ma w pamięci nasze zbliżenie, o mnie myśli, mnie pragnęła, mnie pożądała. Więc kąsałam szyję, kark, ramiona, białą, cienką skórę na żebrach, biodrach i tę najwspanialszą, przesyconą jej zapachem – na udach. Gryzłam, znakowałam, rozkoszowałam się smakiem, wsłuc***ąc w cichutkie jęki, przyśpieszony oddech, bijące serce. Pieścić jej piersi... niezapomniane przeżycie. Mogłabym zatonąć tylko w tych piersiach, ważyć ich ciężar, próbować smaku, jędrności, miękkości skóry. Czuć drżenie ciała i słyszeć zadowolenie w głosie Przyjaciółki było moim jedynym celem. Dać jej rozkosz, pieścić, wynieść na piedestał godny takiej bogini, klęczeć u jej stóp i słuchać jej jęków.
Była tak skoncentrowana na braniu, odbieraniu tej przyjemności, którą gotowa byłam dawać aż do końca życia... Każdy, najdrobniejszy mój ruch wywoływał dreszcze poruszające jej drobnym ciałem, nową falę westchnień. W końcu czarne, koronkowe majteczki zsunęły się z tych szczupłych bioder, odsłaniając Skarb. Dopiero porastający jasnymi włoskami, pachnący tak, jak może pachnieć tylko potrzebująca kobieta. Z rozkoszą zbliżałam się do tego słodkiego centrum, całując uda będące tak blisko tego wspaniałego obiektu. Szeptałam zapamiętale:
-Jest piękna... cudowna. Najpiękniejsza. Czysty Skarb.
Nie mogłabym dotknąć ustami tego Cudu. Położyłam się obok mojej Przyjaciółki i patrząc w te niesamowicie zadziwione oczy sięgnęłam ręką pomiędzy uda. A potem obie opuściłyśmy powieki – ja skupiona na dawaniu, ona na braniu. Moje palce badały tę niesamowitą małą przestrzeń, lepką od śluzu i kiedy w końcu skupiłam dotyk na łechtaczce, moja Przyjaciółka zaczęła podnosić i opuszczać biodra, zaciskać uda, wzdychać, jęczeć, szeptać, prosić... Uwielbiam te szepty wzbierające tuż przed wybuchem, są jak małe zaklęcia, gorące, namiętne prośby. Więc szeptałam razem z nią, dyszałam razem z nią, odpowiadałam na jej prośby poruszając palcem coraz szybciej i szybciej, by wraz z jej ostatecznym krzykiem wsunąć palec w tę wspaniałą krainę wilgoci, doprowadzić do następnego krzyku, wysłuchać następnych próśb, błagań, szeptów... Mówiłam:
-Jesteś cudowna, obłędnie cudowna.
Zasnęła wtulona we mnie, cudowny elfik, który pozwolił mi zapoznać ją z rozkoszami tego świata.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:48   #8
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Kat

Wróciłyśmy do Warszawy. Przede mną był jeszcze jeden wyjazd z moją Przyjaciółką i jej znajomymi na obóz strzelecki, którego wypatrywałam ze zniecierpliwieniem. Poza tym zobowiązałam się zobaczyć z Katem... Czerwona spódnica do kolan (moja ulubiona długość. Nie tak wyzywająca jak te krótsze, nie tak cnotliwa jak te długie. Pokazująca akurat tyle, żeby rozbudzić ciekawość.), czerwona bluzka z odpowiednim dekoltem (nie, wcale nie dużym. Nie lubię przesady, lubię wzbudzać ciekawość. I lubię kolor czerwony), buty na wysokim obcasie. Kiedy spotkaliśmy się w autobusie wyglądałam po prostu normalnie, a mimo to zwrócił na mnie uwagę. Teraz chciałam, żeby myślał o mnie zasypiając. Żeby nie mógł o mnie przestać myśleć. Jak zaczepia, niech ma za swoje...
Kiedy przyszłam na miejsce, gdzie on normalnie pracuje, czułam, że aprobująco taksuje mnie wzrokiem. Jego koledzy niemal ślinili się patrząc na mnie. Oni ubrani w stroje „z epoki” i ja, demoniczna femme fatale. Kat nosił przy sobie skórzany pejcz (znam go pod nazwą dziewięćogona. Taki gruby rzemień, który rozdziela się na dziewięć cieniutkich, kąsających jak osy witek), którym co chwila żartobliwie uderzał moje pośladki lub przesuwał nim pomiędzy moimi udami. Atmosfera robiła się coraz cięższa, nasze żarty koncentrowały się głównie wokół seksu. W końcu chłopcy oświadczyli, że muszę przejść „chrzest bojowy”, jak każda osoba, która chce im towarzyszyć podczas pracy. Położyli mnie na pieńku katowskim i od każdego z trzech katów dostałam po trzy razy w wypięty tyłek. Przyznaję, że spodobało mi się to i przy każdej groźbie, że dostanę w tyłek, jeśli będę niegrzeczna, od razu robiłam się zadziorna tak, że nieodmiennie kończyło się to dziewięćogonem lub pojedynczym i grubym pejczem drugiego z katów na moich pośladkach. Spędziłam z nimi cały dzień, by wieczorem pójść wraz z moim Katem do pubu z karaoke. Nie był to zwykły pub, ale Kokon, warszawski pub dla gejów (teraz już go chyba nie ma. A szkoda, takie dobre wspomnienia). Słuchałam śpiewu i obserwowałam pierwszy raz w życiu całujących się mężczyzn. Mój kat przyznał się do biseksualizmu kiedy mrucząc siedziałam mu na kolanach, pomyślałam więc, że może chce do łóżka oprócz mnie wziąć jeszcze kogoś... Powiedziałam mu więc, że jeśli ma ze mną uprawiać seks, to tylko on, żadnych dodatków. Wsuwając mi dłoń pomiędzy uda szepnął:
-Chciałabyś..? Wiesz, w moim życiu są różne kobiety, nie byłabyś jedyna...
Nie chciałam być jedyna, chciałam się upewnić, że nie jestem już dziewicą. Przez niemal pół roku nie wiedziałam, czy tamto krwawienie oznaczało utratę dziewictwa. Chciałam mieć to już za sobą, chciałam zrobić to z tym interesującym, bezpośrednim człowiekiem, który nie chciał o mnie wiedzieć nic poza tym, czy jestem chętna. Byłam.
Ponieważ musiałam już wrócić do domu, umówiliśmy się na następny dzień rano. Miałam przyjść do niego, podał mi adres i dokładną godzinę. Przyszłam i podchodząc spotkałam dwie wychodzące od niego dziewczyny, mówiły o nim, śmiały się. Zawróciłam, wsiadłam w autobus, pojechałam wygrzewać się na murach Barbakanu. Zadzwonił i spytał, gdzie jestem. Rozleniwiona słońcem wymruczałam:
-Nie przyjadę. Dobrze mi tu, bez ciebie.
-Chodź. Nie będziesz żałować, obiecuję.
W końcu mnie namówił. Przyjechałam, do mieszkania wpuścił mnie drugi z katów, trzeci siedział w następnym pokoju. Przywitałam się i weszłam do pokoju mojego Kata. Leżał w łóżku i patrzył na mnie, paląc papierosa. Wciąż czułam zapach kobiety, seksu, potu. Jak w burdelu, tylko tutaj to dziwki przychodzą do klienta, przynosząc mu swój zapach, odrobinę pożądania, resztki pragnienia. Stałam i patrzyłam na pokój, mały, zadymiony, śmierdzący. Na szarą, zmiętą pościel, paczkę prezerwatyw na nocnym stoliku, zakurzoną maszynę do pisania, pogniecione ubrania. To on odezwał się pierwszy:
-Rozbieraj się i wskakuj, maleńka.
Mechanicznymi ruchami zdjęłam z siebie ubranie i wsunęłam pod uchyloną przez niego kołdrę. Jego pocałunki śmierdziały papierosami, unikałam więc ich, koncentrując się na poznawaniu jego ciała. Szczupłe, chociaż umięśnione. Kilka tatuaży w interesujących miejscach, sporo blizn. Chociaż jego pieszczoty (takie mechaniczne, bez polotu) nie wzbudzały we mnie pożądania, to cała sytuacja tak i wiedziałam, że jestem wilgotna.
Wiedziałam, że jego ręka sięgająca pomiędzy moje nogi trafi na to, co sprowokuje ją do sięgnięcia po prezerwatywy, by potem założyć prezerwatywę na penisa, rozsunąć mi nogi... Położył się pomiędzy nimi i po prostu wszedł. Nie czułam wcale bólu, czułam po prostu wypełniającego mnie penisa. Nacierające na mnie biodra. Objęłam Kata nogami, przyciągnęłam mocno do siebie. Wciąż żadnego bólu. Czyżbym jednak nie była dziewicą?
Jak dobrze. Penis ocierał się o moje wnętrze, wypełniał mnie, czułam, że jestem wreszcie dopełniona. Kompletna. Mój oddech zrobił się głośny i szybki, zaczęłam pojękiwać, gdy jego ruchy przyśpieszyły, nabrały zdecydowania i siły. Chwycił moje nogi, delikatnie, by nie wysunąć się ze mnie, podniósł je do góry, oparł się na nich. W tej pozycji miał jeszcze lepszy dostęp do mojego wnętrza, czułam dokładnie każdy jego najdrobniejszy ruch. Podobało mi się to, że to on dyktował tempo i wybierał pozycję, brał sobie mnie tak, jak chciał. Dyszałam i jęczałam, czułam, że dochodzę, gdy on znów kazał mi zmienić pozycję. Chciał to znowu zrobić bez wysuwania się ze mnie, ale w pewnym momencie penis zmoczony moim śluzem wysunął się ze mnie i wtedy on powiedział:
-O ****a.
Przestraszyłam się, że może prezerwatywa pękła, ale on na moje pytania powiedział tylko, że nic, nieważne, obrócił mnie tak, że klęczałam podparta rękami, on za mną oparty dłońmi o moje biodra. Wszedł i od tamtej pory to jest moje ulubiona pozycja. Krzyknęłam i krzyczałam aż do momentu, gdy jego biodra nie zaczęły tych niekontrolowanych, nieregularnych ruchów, znamionujących wytrysk. Krzyczałam, kiedy mocno trzymał mnie za biodra, nie przejmując się tym, że w pokoju obok są jego koledzy. Krzyczałam, gdy w końcu i do mnie przyszedł orgazm.
Wyszedł ze mnie, a ja wciąż opierałam się na trzęsących się rękach, drżąc. Zdjął gumkę i położył się obok mnie, przyciągnął do siebie i głaskał piersi. Kiedy sięgnął po papierosa wyjęłam mu go z ręki i powiedziałam jedno zdanie, które wywołało na jego twarzy bezbrzeżne zdumienie:
-Chcę jeszcze raz.
I zrobiliśmy to jeszcze raz, chociaż on chyba nie za bardzo miał na to siłę i ochotę. Kiedy wyszłam do łazienki owinięta jakimś ręcznikiem z pokoju uśmiechnęłam się do innych katów, patrzących zazdrośnie na moje wciąż drżące uda. Jeden z nich szepnął schrypniętym głosem:
-Daj i nam. Przecież on jest głupim ch***m.
-Może. Ale dzisiaj to ten głupi ch**j mnie posuwał. A nie wy.
Umyłam się, ubrałam i wyszłam, uśmiechnięta. Bo kiedy wychodziłam z pokoju mojego Kata, zobaczyłam leżącą przy łóżku zużytą prezerwatywę. Całą czerwoną od krwi.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:49   #9
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Siłacz

Kilka dni później wyjechałam na wyjazd, na który namówiła mnie moja Przyjaciółka, a tak wspaniałej kobiecie nie sposób odmówić. Nie znałam tam niemal nikogo, ale obiecała się mną opiekować (mrrrr...), poza tym mam naturalny dar szybkiego poznawania ludzi, nie bałam się więc, że będzie nieprzyjemnie.
Z początku było naprawdę fajnie, Przyjaciółka miała nietypowy zwyczaj biegania nago po pokoju po kąpieli, który cieszył oko i nieraz kończył się naprawdę przyjemnie. Ale któregoś dnia wpadł jej w oko Indianin (był niesamowicie do niego podobny. Długie, czarne włosy, ciemna karnacja, duże wargi – dla mnie Indianin i tyle). Mi też się podobał, ale kurtuazyjnie ustąpiłam jej miejsca, obserwując ich niezdarne umizgi – to miał być jej pierwszy chłopak, a ona miała być jego pierwszą dziewczyną. Przez pewien czas liczyłam, że może zainteresuję jego kolegę, ale szybko okazało się, że jest zajęty i bardzo zakochany (a ja mam jedną, podstawową zasadę. Nie wyrywać zajętych. Tylko Obrońca był wyjątkiem), musiałam więc poszukać innego celu. I ten dość szybko objawił się w osobie naszego instruktora od strzelania.
Pierwsze zajęcia z nauki obsługiwania broni pozwoliły mi poznać Siłacza. Był najbardziej „rozbudowanym” mężczyzną, jakiego poznałam – niesamowicie zadbany i wysportowany, obwód klatki piersiowej miał pewnie ze trzy razy większy niż ja. Przy tym inteligentny i wykształcony, 26 lat, wygadany, odrobinę bezczelny, dokładnie tak, jak lubię. Ciacho
Zanim zaczęliśmy zajęcia już dobrze mi się z nim rozmawiało i widziałam, że spogląda na mnie z zainteresowaniem. Odrobina pracy z mojej strony mogłoby spowodować, że ujrzałabym to umięśnione, wielkie ciało z bliska...
W nauce strzelania najpiękniejsze jest to, że żeby kogoś dobrze nauczyć trzymać broń i celować, powinieneś go objąć, mocno przycisnąć do siebie i po prostu pokazać, jak ty to robisz tak, żeby zobaczył to twoimi oczami. Kiedy Siłacz docisnął mnie do siebie instruując, jak dobrze obsługiwać szczerbinkę, musiał poczuć delikatny ruch moich bioder, bo ręce lekko mu zadrżały i wcale nie trafił do celu. Spojrzał na mnie z ukosa, złamał pistolet, naładował, znów docisnął mnie do siebie i znowu poczuwszy ruch moich bioder podczas celowania szepnął mi do ucha:
-Robisz to specjalnie...
Oddał mi broń mówiąc lekko drżącym głosem:
-Może sama spróbuj, zobaczymy, jak ci to idzie.
Nie chwaląc się – mam chyba po prostu dryg (wygrałam mistrzostwa klasowe w liceum kilka lat później), bo za mój piękny strzał zostałam nagrodzona lekko pikantną uwagą:
-Nieźle. Widzę, że umiesz się posługiwać pewnymi przedmiotami. Chyba nie tylko bronią...
Następne dni to były wzajemne podchody, dwuznaczne uwagi, popisywanie się. Któregoś dnia mogłam podziwiać jego nagi tors, kiedy podciągał się na drążku. Co za brzuszek... wysportowany brzuszek u faceta to coś, za co mogę dać się pokroić. Innego dnia to ja, w wyjątkowo podłym humorze, bo Przyjaciółka nie miała dla mnie czasu, całe dnie spędzając ze swoim facetem, przyszłam cała w czerwieni (tak tak, ten kolor daje mi pewność siebie, seksapil, wzbudza pożądanie nawet we mnie samej) i uśmiechając się kusząco oddałam chyba najlepsze strzały w swoim życiu (pierwsze miejsce w obozowych zawodach), by potem obrócić się na obcasie i odejść, kręcąc biodrami.
Pamiętam, że któregoś dnia całym obozem poszliśmy na wycieczkę. Większość wchodziła na Trzy Korony, a niewielka część – w tym ja i Siłacz – została nad Dunajcem. W pewnym momencie ktoś wpadł na pomysł, żeby wejść do rzeki, pomoczyć nogi. Podwinęłam białe, lniane spodnie i weszłam do rwącej rzeki wyróżniającej się niesłychanie kamienistym, nierównym dnem. Nie tylko ja się potknęłam i ze śmiechem wpadłam do zimnej wody, ale tylko ja byłam cała ubrana na biało. Kiedy wyszłam na brzeg czułam na sobie mnóstwo spojrzeń. Podeszłam do Siłacza, który szepnął wpatrzony we mnie:
-Jak ty wyglądasz...
-Nie podobam ci się?
-Przez te stringi widać cały twój tyłek.
-Nieładny jest?
-I stoją ci sutki.
-To niedobrze?
-Czy ty wiesz, co robisz...?
Zaśmiałam się cicho i odeszłam grzać się w słońcu, odprowadzana jego nieprzytomnym spojrzeniem.
Wieczorem, kiedy siedziałam sama w pokoju, gdyż Przyjaciółka już od dłuższego czasu nocowała gdzie indziej, zadzwonił telefon. Okazało się, że to Siłacz, który wyciągnął moje dane z kartoteki obozowej:
-Jestem pod prysznicem. Jeśli naprawdę jesteś taka ostra, na jaką się zgrywasz, przyjdź za jakieś 20 minut do tego wolnego pokoju w końcu korytarza.
Więc przyszłam do pokoju, w którym nikt nie spał i który zazwyczaj był zamknięty na klucz. Teraz drzwi cicho otworzyły się, wpuszczając mnie do ciemnego pomieszczenia, gdzie już czekał Siłacz. Klucz zachrobotał w zamku, więżąc mnie w tym małym pomieszczeniu z tym dużym mężczyzną. Możecie mi wierzyć lub nie, ale ten pierwszy wieczór razem spędziliśmy po prostu na cichej rozmowie, wzajemnym droczeniu się, opowiadaniu o sobie. Krępował go mój wiek (w końcu był 11 lat ode mnie starszy), więc przyznałam się do mojej przygody z Katem. Wtedy zaskoczył mnie mówiąc:
-Jesteś taka młoda. W ogóle nie powinnaś się tym zajmować. Zostaw to i wróć do seksu za kilka lat, jak dorośniesz.
Rozzłościłam się i rzuciłam mu w twarz:
-Wcale tak nie myślisz. Mówisz tak, a w rzeczywistości widzę, że marzysz tylko o tym, żeby mnie dotykać, żeby mnie mieć. Chcesz mnie, ale boisz się tego i dlatego siedzimy tu i rozmawiamy.
-Zaskakujesz mnie. Rozmowy z tobą to tak, jakby rozmawiać z trzydziestolatką, wyglądasz na dwadzieścia, a zachowujesz się jak postrzelona dziesięciolatka. Co ty chcesz osiągnąć? Taki z ciebie szczyl, co chce się bawić w dorosłość, a pewnie nawet nie umiałabyś mi zrobić tego ustami, choć zgrywasz się na taką, co zna wszystkie sztuczki.
-Założysz się...?
-Przestań. Nie będziemy się w to bawić. Wychodzimy.
I wyszliśmy, chociaż przecież doskonale wiedziałam, że to nie koniec.
Któregoś dnia chłopcy, z którymi szczególnie się zakumplował, a którzy niezbyt lubili moich znajomych, wrzucili nam na balkon prezerwatywę wypełnioną czymś białym. Wpadłam wściekła do Siłacza i nakrzyczałam na niego:
-Ty chcesz mnie uczyć dorosłości?! Chcesz mi pewnie powiedzieć, że o niczym nie wiedziałeś, że zrobili to bez porozumienia z tobą, że nie masz na nich wpływu... ale jeśli chcesz wychowywać „dzieci”, to najpierw musisz mieć na nie wpływ.
Patrzył na mnie nic nie mówiąc, nawet wtedy, gdy wysyczałam przez żeby:
-Jakbyś nie umiał znaleźć lepszych zastosować dla prezerwatywy...
I wyszłam. Zadzwonił, żeby mnie przeprosić, znowu spotkaliśmy się w pustym pokoju i znowu dużo rozmawialiśmy. W końcu zapadła ta charakterystyczna, pełna erotycznego napięcia cisza i już wiedziałam, że bardzo dużo myślał od naszej ostatniej rozmowy w tym miejscu. Wreszcie zapytał:
-Mogę się założyć, że nie zrobisz mi tego ustami.
Wtedy uśmiechnęłam się do niego, podeszłam bardzo blisko tak, że dotykałam niemal wargami jego warg i wyszeptałam tylko:
-Jesteś pewny...?
Kiedy zdejmowałam mu spodnie i kładłam go na łóżku powtarzał cichutko:
-Nie zrobisz... nie zrobisz...
A kiedy wzięłam jego penisa w usta jęknął i niemal od razu chwycił mnie za głowę. Najpierw docisnął mnie mocno do swojego podbrzusza, ale potem odsunął i zapytał:
-Dlaczego?
Delikatnie szczypiąc penisa zębami (syczał wtedy delikatnie i próbował go odsunąć, chociaż mocno trzymałam jego biodra) powiedziałam dobitnie:
-B o t o l u b i ę .
I objęłam wargami ten cudowny instrument, zatonęłam cała w tych powolnych ruchach, skupiłam się na dotyku jego drżących dłoni na mojej głowie, smaku jego czystej skóry, przyśpieszonym oddechu, coraz częstszych pojękiwaniach.
Byłam bardzo niezadowolona, kiedy znowu zabrał mój obiekt adoracji, jak dzikie zwierzątko rzuciłam się na niego tak, że niemal siłą mnie odciągnął. Prosiłam, żeby mi go oddał, tłumaczyłam, że będzie zadowolony, że zrobię wszystko, żeby był zadowolony... Wtedy on opowiedział mi o tym, jakie konkretnie ruchy sprawiają mu największą przyjemność, co najbardziej mu się podoba. To było niewątpliwie najbardziej dopracowane fellatio w moim życiu, kiedy pouczana drżącym głosem nieraz przechodzącym w jęk dołączałam do pracy dłonie, język, wargi w ściśle określony sposób, kiedy pomrukiwałam z penisem w ustach chcąc mu przekazać wibracje, kiedy starałam się sprawić jak największą przyjemność w najlepszy możliwy sposób. Przez wiele dni wiele razy Siłacz uczył mnie, że nie muszę być łapczywa, że powolne pieszczoty mogą rozbudzić o wiele silniejsze pragnienie, że istnieje milion sposobów zadowolenia mężczyzny w ten sposób. Każdy z nich odkrywałam z radością i entuzjazmem, który zachwycał tego delikatnego mężczyznę.
Ani razu nie wytrysnął, chociaż nieraz miałam wrażenie, że jest już na skraju wytrzymałości. Wtedy powstrzymywał mnie, opisywał kilka dodatkowych sztuczek, by móc wprowadzić je w czyn, gdy już trochę ochłonął.

Ale powoli obóz strzelecki zbliżał się ku końcowi i szykował się powrót do warszawskiej rzeczywistości...

daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:50   #10
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Kat czy Siłacz? (uwaga, trochę ostrzejsze. Delikatni i subtelni mogą mieć wypieki :>)

Wróciłam do Warszawy. Unikałam mężczyzn, drażniła mnie prostota Kata i moralizatorstwo Siłacza. Szwendałam się bezczynnie po Warszawie, a gdy w końcu spotkałam się z Katem i dostałam od niego kilka razy biczem po tyłku podjęłam szybką decyzję:
-Nie będę z tobą kontynuowała tej relacji. To chyba jednak nie dla mnie.
I w swojej naiwności użyłam argumentu, który tak często powtarzał mi Siłacz:
-Jestem za młoda.
Kat roześmiał się gardłowo, by po chwili momentalnie spoważnieć. Przycisnął mnie mocno do ściany i wysyczał mi prosto w twarz:
-Ty? Za młoda? Gdybyś była na to za młoda nie podobałoby ci się to tak bardzo. Nie czułbym twojego podniecenia, nawet tu, w tej chwili. Bo jesteś podniecona, wiem o tym. Wiem, że chciałabyś, żebym cię teraz zerżnął, nawet jeśli prosiłabyś, żebym tego nie robił. Wiem czego chcesz, lepiej niż ty. Oddaj mi się, a będziesz krzyczała z rozkoszy.
Przesuwał przy tym powoli dłonią po moim ciele, a gdy dotarł do sutków były już twarde i sterczące. Odsunął się ode mnie ponownie z szerokim, paskudnym uśmiechem na twarzy:
-Chcesz tego, prawda? Wiem o tym. Poproś, a może dostaniesz.
Opuściłam głowę czując, jak się rumienię. Wiedziałam, że jestem wilgotna, że drżą mi uda zaciśnięte mocno z rozkoszy, ale wiedziałam też, że jego oddech śmierdzi papierosami, że moje ciało jest dla niego jednym z wielu takich samych, które codziennie widzi na ulicy. Że to nie jego pieszczoty będą mnie podniecać, ale jego lekceważący stosunek do mnie, jego egoizm, kocia niezależność. A ja przyzwyczajona byłam do adoracji. Stałam ze spuszczoną głową obserwując go kątem oka, gdy rozmawiał z kolegami i wiedziałam, że byłabym dla niego kobietą, o której powie kolegom „niezła dupa”, którą zwyzywa, gdy coś mu się w niej nie spodoba.
A ja chciałam być tą upragnioną, pożądaną, chciałam widzieć u mężczyzny trzęsące się ręce nie dlatego, bo od wczoraj w nikim się nie spuścił, ale dlatego, że mógł wreszcie dotknąć mnie – obiektu swoich marzeń i nocnych polucji.
Więc po prostu powiedziałam „nie”. Powtarzałam w kółko to jedno słowo, gdy znowu zaczął swoją gierkę, gdy jego dłonie wręcz masakrowały moje ciało, gdy zaczął do rozmowy włączać swoich kolegów stojących obok. Wreszcie zniechęcony moim uporem odprawił mnie jak uparte zwierzątko niewarte uwagi.

Wyjechałam pod Warszawę, podając adres Siłaczowi. Przyjechał następnego dnia i nagle okazało się, że jesteśmy sobie milcząco obcy. Patrzyliśmy na siebie przestraszeni, nie wiedząc, czego spodziewać się po drugim. Kiedy zaczęłam przygotowywać mu obiad stanął za mną i przytulił mnie mocno, przyciskając mnie biodrami do blatu kuchennego. Wtulił twarz w moje włosy i szepnął prosto do ucha:
-Tęskniłem za tobą. Za rozmowami z tobą, twoim widokiem i... za twoim dotykiem też. Twoimi pieszczotami.
Odwróciłam się i zaczęłam całować tego dużego, silnego mężczyznę. Był tak szeroki w ramionach, że ledwo mogłam go objąć – niemal jak Piękna i Bestia. Mimo swoich rozmiarów (a może właśnie przez nie) był bardzo delikatny, a jego każdy, najmniejszy nawet dotyk powodował dreszcz podniecenia przebiegający wzdłuż kręgosłupa.
Musieliśmy przerwać, bo obiad zaczynał już skwierczeć, ale między nas znowu powróciła serdeczna, bezpośrednia atmosfera podszyta lekkim erotyzmem. Kiedy wieczorem przeciągnął się (a taki wielki mężczyzna przeciągający się to naprawdę imponujący widok) i poszedł pod prysznic, ja pościeliłam łóżko, rozebrałam się do majtek i koszulki, by z książką w ręku czekać na niego leżąc na czyściutkiej pościeli.
Usłyszałam jak wchodzi do środka, czułam niemal zapach jego czystej, świeżej skóry. Delikatnie przesunął dłonią po moich nogach, od koniuszków palców aż po uda, gdzie zatrzymał się mimo mojego aprobującego mruczenia, usiadł obok i całując moją szyję szepnął:
-Idź, teraz twoja kolej. Wskakuj pod prysznic.
Wstałam i prowokująco zaczęłam ściągać z siebie majteczki, bacznie przez niego obserwowana. Kiedy okręciłam się na pięcie, powoli zdejmując z siebie koszulkę i wychodząc z pokoju, gwizdnął cicho:
-No no no... co za tyłeczek. Cudeńko.
Śmiejąc się uciekłam przed jego dłońmi, by zamknąć się w łazience mimo jego oburzonych okrzyków. Wzięłam szybki prysznic, a kiedy naga, z przyśpieszonym oddechem wyszłam na ciemny korytarz, mocne ramiona Siłacza objęły mnie, zamykając w uścisku pełnym pożądania, namiętności, tęsknoty, chęci. Całując się dotarliśmy do pokoju i padliśmy na łóżko. Jego dłonie gorączkowo badały moje ciało, a usta szeptały przy tym:
-Jaka ty jesteś piękna...
Podniósł się i patrzył na mnie rozgorączkowanym wzrokiem: na mnie nagą, drżącą, chętną, seksowną, oddaną. Z mokrymi kosmykami włosów gdzieniegdzie przylepionymi do szczupłego ciała, płaskim brzuchem, twardymi piersiami kołyszącymi się wraz z szybkim oddechem, raz po raz unoszącymi się biodrami, zapraszająco rozchylającymi się udami.
Szybko zdjął z siebie t-shirt i bokserki, obdarzając mnie wspaniałym widokiem sterczącego penisa. Sięgnął po prezerwatywę, trzęsącymi się dłońmi nie mogąc sobie poradzić z nałożeniem. Spokojnie wyjęłam mu ją z rąk i chociaż nigdy przedtem tego nie robiłam, założyłam mu ją z cichym śmiechem. Bestia całowała swoją Piękną, pieściła moje wystające sutki, by w końcu wsunąć się we mnie z cichym jękiem:
-Jaka ty jesteś cudownie ciasna...
Zaśmiałam się z jego zachwytu, sama zauroczona jego dłońmi, ustami, zapatrzonymi na mnie oczami. Jego penis był gruby i twardy, wypełniał mnie tak, że dyszałam z rozkoszy, kiedy oparł się na dłoniach, patrzył na mnie przymykającymi się z rozkoszy oczami i nacierał biodrami, coraz szybciej i szybciej, mocniej i mocniej... Nie sprawiał mi bólu, wydawał się być idealnym dopełnieniem mnie, dociskałam go do siebie nogami i krzyczałam, gdy czułam, jak skurcze obejmują jego całe ciało, jak biodra wpadają w ten najwspanialszy niekontrolowany ruch, gdy czujesz silne ruchy penisa właśnie kończącego w tobie. Jęknął i padł na mnie, ciężki, duży mężczyzna, zaspokojony przez małą kobietkę. Przytuliłam go mocno, drżąc falami orgazmu, szepcząc mu do ucha najsłodsze tajemnice świata, głaszcząc te szerokie plecy, masując wszystkie mięśnie, które dały mi tyle rozkoszy. Ani on nie miał siły się podnieść, ani ja zrzucić go z siebie. W końcu zsunął się na bok, wtulił twarz w moje piersi i rozbawiony szepnął sennie jeszcze raz:
-Jaka ty jesteś ciasna...
Uśmiechałam się zasypiając, czując tego zdecydowanego, silnego mężczyznę tak blisko mnie.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:51   #11
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Powrót do średniowiecza

Leżeliśmy przytuleni. W ramionach tego wielkiego, delikatnego człowieka czułam się jak drobna, porcelanowa figurka. Jego duże dłonie przesuwały się powoli po moim ciele, a ja mruczałam zaspokojona. W końcu wyrzuciłam z siebie to, co od dawna mnie męczyło:
-Mam chłopaka. W zasadzie nie wiem, czy wciąż mam, nie odezwał się do mnie od trzech miesięcy. Wyjechał, ale chyba chciał, żebym czekała.
-Rozumiem.
Był spokojny, pewny, opiekuńczy.
-Nie wiem, co mam robić.
Uwielbiałam to, że po prostu umiał być oparciem i zawsze mogłam go zapytać o radę.
-Słuchaj. Nasza sytuacja jest dość skomplikowana. Nie mam zamiaru cię ranić, ale nie chcę cię też oszukiwać. Dałaś mi bardzo wiele i bardzo dużo nauczyłeś, a ja starałem rekompensować ci się tym samym. Ale to nie miałoby sensu jako jakaś większa relacja i oboje o tym wiemy.
To była prawda, nie musiałam nic do tego dodawać.
-Nie mógłbym być partnerem dziewczyny w twoim wieku, nie pozwalają mi na to moje poglądy, środowisko, sytuacja. A ja nie jestem mężczyzną dla ciebie, bo przed tobą jeszcze lata zbierania doświadczeń, poznawania życia, czego ja nie umiałbym ci dać.
Prawda.
-Wiedz, że zawsze możesz zwrócić się do mnie o pomoc. Zawsze znajdziesz we mnie zrozumienie. Jeśli będziesz nawet potrzebowała pieniędzy, ja ci je pożyczę, nie pytając na co.
Wyjechał następnego dnia.
Uwierzycie, że wciąż mam do niego numer i ciągle wspominam go z sentymentem? I kilka lat później, gdy się spotkaliśmy ot tak, pogadać, powtórzył tę deklarację. I wierzę, że gdyby zaszła taka potrzeba, pomógłby.

Ale wtedy stało przede mną o wiele trudniejsze zadanie. Wiedziałam, że niedługo Rycerz wróci z wakacji. Liczyłam na to, że zapomniał o mnie, że rozstanie wyniknie naturalnie, z oddalenia. Najpierw przysłał list, zaledwie kilka dni przed swoim powrotem, list pełen gorących wyznań, obietnic, pragnień. On sam wrócił z błyskiem zachwytu w oku, nosił mnie na rękach, powtarzał wciąż, że tęsknił, zapewniał, że kocha. Przyjechał do mnie pod Warszawę, skąd kilka dni wcześniej wyjechał Siłacz, i tam całował, głaskał, pieścił. Czułam jego żar, miłość, pożądanie, tęsknotę. Nie miałam odwagi tak otwarcie zakochanemu mężczyźnie powiedzieć w twarz, że muszę go zostawić (Tak, zdrada jest łatwa, gdy partnera nie ma obok. Tylko potem widzi się ją jak w lustrze w jego oczach).
Jego pieszczoty budziły ogień i we mnie. Różnica była jednak taka, że mogłam mu zaoferować już znacznie więcej poza fellatio i ręką, coś, czego pragnęłam, co bardzo lubiłam, co chciałam mu dać.
I tak któregoś dnia wspólny dotyk, bliskość, namiętność zaprowadziły nas do sypialni z dużym ściennym lustrem. Było dla mnie niewiarygodnie erotycznym przeżyciem patrzeć na niego także odbitego w lustrze, czuć i widzieć jednocześnie każdy jego ruch. Moje pocałunki zaczęły schodzić coraz niżej, lawirować po jego klatce piersiowej, przyśpieszać jego oddech, gdy sięgałam pępka, lizałam podbrzusze, brałam do ust jego penisa... A potem podniosłam się i z dzikim spojrzeniem po prostu na nim usiadłam. Widziałam pod sobą błogo uśmiechniętego mężczyznę, czułam w sobie wypełniającego mnie, pulsującego, twardego penisa, w lustrze widziałam pewną siebie, wypełnioną żądzą kobietę, która chciała dostać wszystko. Moje biodra zaczęły poruszać się powoli w przód i w tył, wyrywając jęki z naszych gardeł, jego ręce mimowolnie powędrowały w górę, dotknęły pełnych piersi, rozdrażniły sterczące piersi, by zjechać w dół i zacisnąć się na biodrach. Trzymałam dłonie mocno wbite w jego klatkę piersiową, ujeżdżałam go i skomlałam z każdym moim ruchem. Jego oczy płonęły patrząc na zdobywającą go kobietę, a ja widziałam, że jestem piękna nie tylko w tych oczach, ale także w lustrze. Zacisnęłam powieki, gdy musiałam się skupić na bardzo szybkim już tempie, na dotyku jego mocnych, zdecydowanych rąk, które poruszały moimi fruwającymi biodrami, na tym cudownie twardym, mocnym, przylegającym do mnie stworzeniu w środku mnie. Krzyczałam i jęczałam, a on szeptał, jak bardzo mnie kocha. Jego dłonie musiały zostawiać ślady, ale wiedziałam, że bez pomocy opadnę bezsilna, bezwolna na to ciepłe ciało pode mną, więc jeszcze mocniej przyciskałam je do siebie. Dochodziłam z odchyloną głową, kurczowo zaciśniętymi na jego pasie nogami, otwartymi do krzyku ustami. Kiedy on doszedł zgiął się w pół w ostatniej fali orgazmu, przyciskając mnie mocno do siebie, zaciskając zęby na mojej szyi. Jego plecy drżały w rytm skurczów penisa wyrzucającego we mnie kolejne porcje spermy, jego dłonie wręcz rozpaczliwie dociskały nas do siebie, próbując stopić w jedno. Jęczeliśmy cicho, bez sił, bez ochoty na cokolwiek, spełnieni, szczęśliwi. Padliśmy na łóżko i między nami nie było nawet kawałka miejsca, kiedy dwa ciała zlały się w jedno.

Średniowieczne zasady

To był bardzo porządny, szlachetny człowiek. Nie potrafiłam go oszukiwać, a mój osowiały nastrój niekorzystnie odbijał się na naszym związku. Nie układało nam się najlepiej, coraz bardziej oddalaliśmy się od siebie. Uprawialiśmy seks, ale była to raczej rutyna niż przyjemność, nie rozmawialiśmy, bo rozmowy kończyły się kłótnią, więc coraz częściej myślałam o sobie jak o jego materacu. W Halloween, kiedy przyszłam do niego wyciągnąć go na imprezę z naszymi wspólnymi znajomymi, okazało się, że już ma pewne plany na wieczór i nie uwzględnia w nich mojej obecności. Poszłam więc sama, a raczej razem z Przyjaciółką i Artystką, naszą wspólną znajomą. Artystka była bardzo ładną dziewczyną o bajecznie długich blond włosach, które łagodnymi falami spływały jej na plecy, aż po pośladki. Interesowała się niemal wszystkim i wszystko jej wychodziło – potrafiła wyczarować arcydzieło z kilku kredek i kartki czy kawałka gliny. Świetnie się bawiłyśmy w swoim towarzystwie i jak to dziewczyny, często przytulałyśmy się czy szczypałyśmy w pośladki. W miarę zwiększania się ilości alkoholu w naszych żyłach bawiłyśmy się coraz lepiej, śmiałyśmy coraz głośniej i z coraz głupszych rzeczy. Kiedy po dzikim tańcu na środku pustego pokoju w końcu padłyśmy roześmiane na kanapę, Przyjaciółka i Artystka zaczęły się całować, mocno, agresywnie, jak walczące dzikie zwierzątka. Patrzyłam zafascynowana na ich zmagania, na te dwie prześliczne istoty, które po chwili lizały się jak kociaki tak blisko mnie. Moje dłonie mimowolnie przygarnęły je jeszcze bliżej, z podniecenia wbijałam paznokcie w delikatną skórę na ich plecach. Mruczałam cicho patrząc na pieszczoty, czułam jak momentalnie wilgotnieję, marzyłam o tym, by kontynuowały i tylko pozwoliły mi na wszystko patrzeć...
A one spojrzały na mnie i jedna przez drugą starała się mnie całować, dotykać, całować, pieścić, szeptać... Każda z nas chciała jednocześnie patrzeć, dotykać i być dotykaną, każda chciała dać i dostać najwięcej. Pamiętam, że nie mogłam powstrzymać jęku, kiedy Przyjaciółka podwinęła mi koszulkę i zaczęła wciskać twarz w moje piersi, szczypać zębami brodawki, lizać je tak, że były całe mokre od jej śliny. Pamiętam, jak było mi cudownie, kiedy mogłam po prostu przesuwać językiem po jej ślicznym, płaskim brzuchu, zsuwać się trochę niżej, badać to najwspanialsze ciało, kiedy one w tym czasie całowały się nade mną. Cudownie było poznawać dotykiem kolejną śliczną kobietę, zapewniać ją szeptem o jej pięknie, całować jej sterczące sutki, przesuwać dłońmi po brzuchu, zjeżdżać nimi niżej, pomiędzy uda, głaskać pośladki wiedząc, że marzy tylko o tym, by nasza dłoń doprowadziła ją do rozkoszy. Wszystkiego było za dużo i za mało jednocześnie: za dużo, bo chciało się uczestniczyć w każdym jęku, każdym przygryzieniu warg, każdym orgazmie, a nie można było ogarnąć takiej ilości rozkoszy naraz, dawanej tak szeroko i otrzymywanej zewsząd. Za mało, bo wciąż chciało się więcej dać i więcej otrzymać, każda z nas podsuwała swoje piersi pod wszędobylskie dłonie, każda rozsuwała zapraszająco uda, każda skomlała prosząc o jeszcze. Wiłyśmy się dookoła siebie, mocno przytulone, niezaspokojone, mruczące dzikie kociaki. W końcu ułożyłyśmy się do snu, wtulone w siebie jak ufne, zmęczone zabawą zwierzątka.

Następnego dnia, zaledwie kilka dni po naszej rocznicy, przyszłam do Rycerza i powiedziałam mu:
-Zdradziłam cię.
-Wyjdź.
Wyszłam.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:52   #12
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Rozmowny

Rozmowny był najlepszym przyjacielem Rycerza. Byli zupełnie inni – Rycerz spokojny, opanowany, milczący, Rozmowny – gadatliwy, nerwowy, wybuchowy. Nie chciałam widzieć się z Rycerzem, bo każde nasze przypadkowe spotkanie okupione były bolesnymi spojrzeniami pełnymi wyrzutów i milczącą, pustą atmosferą. Rozmowny sam do mnie zadzwonił, powiedział, że musimy pogadać. Przyszłam i od razu w drzwiach rzuciłam:
-Jeśli chcesz mnie zbluzgać, nie krępuj się. Zasłużyłam.
-Początkowo chciałem, ale teraz już sam nie wiem. On cię bardzo kocha, wiesz?
-Wiem.
-Dlaczego mu to zrobiłaś?
-Wyjechał na trzy miesiące, bez słowa. Zostawił mnie. Co miałam myśleć? Że mu na mnie zależy?
-Może masz trochę racji. Ale tylko trochę.
-Dlatego też nie mówię, że jestem bez winy.
Siedzieliśmy obok siebie, delikatnie wypytywałam, jak Rycerz znosi to wszystko. Podczas tej rozmowy coraz bardziej zauważałam, jak wiele dla mnie znaczy ten spokojny człowiek, jak bardzo zależy mi na jego szczęściu. Przeklinałam siebie w myślach. Bardzo się zdziwiłam, kiedy w końcu Rozmowny zadeklarował się:
-Pogadam z nim. Zobaczymy, co da się zrobić.
-A jeśli on będzie szczęśliwszy beze mnie? Wiesz, że to nie pierwsza taka afera w moim wykonaniu. Nie wiem, czy potrafię być dobrą kobietą.
-Pogadam z nim.
Kiedy się żegnaliśmy on objął mnie i powiedział żartobliwie:
-Ładna z ciebie dziewczyna. Nagrodę odbiorę sobie w naturze.
Odepchnęłam go i zaśmiałam się:
-Chyba śnisz. Poza tym, pamiętaj, najważniejsze jest szczęście Rycerza.
Do tej pory nie wiem, czy to, że pocałował mnie w usta zamiast w policzek, było przypadkowe czy celowe.

Wróciliśmy do siebie z Rycerzem. Znowu. Była między nami pewna niezręczność, ale też ulga, że wszystko się ułożyło, że jest normalnie. Znowu nie rozmawialiśmy na temat zdrady, żadne z nas nie chciało do tego wracać. Kilka dni później Rozmowny zadzwonił pytając, jak nam się układa, czy jest dobrze, czy nie chcę porozmawiać. Zaproponował wspólne wyjście na imprezę i tak długo namawiał, aż się zgodziłam. Nie znałam tam nikogo, ale szybko zapoznawałam się z kolejnymi osobami. Niemal każdy trzymał w ręku butelkę czy puszkę z jakimś alkoholem, każdy częstował, podsuwając mi butelkę pod nos. A kiedy wracałam do Gadatliwego, ten wciskał mi jeszcze więcej taniego wina czy wódki. Zawsze miałam słabą głowę, a tempo było zdecydowanie za szybkie dla mnie. W końcu udało mi się wyjść na chłodne, wczesnozimowe powietrze, żeby ochłonąć. Za mną wytoczył się Rozmowny z grupką znajomych i zaczęli się odlewać niedaleko. Krzyknęłam bełkotliwie:
-Jesteście paskudni. Tu są damy, moglibyście się lepiej zachowywać.
Rozmowny przysunął się blisko i wyszeptał:
-No już, nie gniewaj się, ślicznotko. Już będziemy grzeczniejsi.
Zachichotał i objął mnie. Za chwilę ręka mu się zsunęła, ściskając przy okazji mój pośladek. Odsuwając się zasyczałam:
-Uspokój się, proszę...
-Cicho, cicho... Przecież jesteśmy grzeczni, prawda..?
Przysuwał się coraz bliżej i bliżej. Był większy, silniejszy i bardziej trzeźwy niż ja, ale chociaż nie miałam z nim żadnych szans, próbowałam walczyć, gdy zaczął mnie przyciągać do siebie, przyciskać mocno, gdy czułam przez materiał spodni, jaki jest podniecony. Szeptałam drżącym głosem:
-Zostaw mnie, przestań... O co ci chodzi?
Nie odpowiadał mi, słyszałam tylko jego przyśpieszony oddech, czułam gorące, natrętne dłonie. Trzymał mnie mocno, trzęsącą się ze strachu, sztywną, drobną. Za chwilę poczułam jego gorące, wilgotne usta na mojej szyi, wspinające się powoli ku górze, śliniące policzek, zdobywające moje usta... Kiedy jego język próbował wcisnąć się pomiędzy moje zaciśnięte wargi, udało mi się wyrwać i uciec do budynku. Wbiegłam pomiędzy rozbawionych, pijanych, obcych mi ludzi i gorączkowo zaczęłam szukać miejsca, w którym mogłabym się ukryć. W końcu padłam na kanapę obok jakiegoś nieprzytomnego faceta, przykryłam się kilkoma kocami i usiłowałam uspokoić rozdygotane serce. Niestety, nieprzytomny facet za chwilę został zawleczony przez kogoś do łazienki, a na jego miejscu błyskawicznie znalazł się Rozmowny. Zsunąwszy ze mnie warstwę koców uśmiechnął się obleśnie i powiedział:
-Głuptasku... wiesz, że tylko ty śpisz na tej imprezie? Mam nadzieję, że dobrze się bawisz... a jeśli nie, to zaraz na pewno będziesz.
Położył się tuż przy mnie i unieruchomił przyciskając mocno do siebie. Płakałam cicho, kiedy jego dłonie nie zważając na moje protesty dotykały mojej twarzy, ust, szyi, piersi, brzucha, kiedy próbowały poluzować pasek spodni i bezskutecznie dostać pomiędzy zaciśnięte uda. Odpychałam go od siebie, drapałam te paskudne ręce, okropną, bezczelnie uśmiechniętą twarz, próbował gryźć tego natarczywego, strasznego człowieka. Walczyłam cicho i bez większych efektów, a kiedy raz udało mi się zerwać i chybocząc się próbowałam złapać równowagę, jednym ruchem ręki ściągnął mnie z powrotem na kanapę, przyciskając jeszcze mocniej. Chociaż trzeźwiałam coraz szybciej, przerażona sytuacją, wciąż byłam zbyt pijana, by skutecznie mu się przeciwstawić. Jego dłonie podwinęły mi koszulkę, Rozmowny położył się na mnie, wciskając twarz w moje piersi. Zaczął je lizać, podgryzać, a ja drżałam cała pod jego obcym dotykiem. (jeśli jesteś zwolennikiem ostrzejszego zakończenia, przejdź do zakończenia II).

Możecie mi wierzyć lub nie, ale kiedy zasnął pijackim, nagłym snem, starczyło mi odwagi tylko na to, by delikatnie, powolutku zsunąć go z siebie (wydawało mi się, że musiało to trwać całe wieki) i zakryć piersi. Z bijącym sercem leżałam obok niego aż do rana, przestając oddychać, gdy tylko zdawało mi się, że się budzi.

Zakończenie II

Skomlałam cichutko, szeptałam wciąż, by przestał. Coraz bardziej paraliżował mnie strach, strach, który powodował, że mój głos był coraz cichszy, moje ruchy coraz bardziej nieskładne, a z oczu same płynęły łzy. Pisnęłam, gdy Rozmowny ugryzł mój sutek. Na początku próbowałam zasłaniać obnażone piersi, ale on mechanicznie, nie zważając na protesty, odsuwał moje ręce. Wyglądał jakby paliła go gorączka – z błyszczącymi oczami, świszczącym oddechem, zaczerwienionymi z pożądania policzkami. Kiedy jego dłonie zsuwały się, by zacząć szarpać mój rozporek, chwytałam je i kierowałam na piersi, byleby tylko jakoś je zająć. On jednak w końcu dopiął swego, mocno ścisnął moje wyrywające się nadgarstki i szarpiąc zdjął mi spodnie. Zmartwiałam. Oby przestać oddychać, przestać czuć, przestać myśleć. Starałam się nie zauważać tego ciężaru na mnie, tego wielkiego, obcego mi mężczyzny, który właśnie rozpinał własny rozporek, wyciągał sterczącego penisa, wciskał się między moje kurczowo zaciśnięte nogi. Nie chciałam słyszeć jego jęku, kiedy wsunął się we mnie, nie chciałam czuć, jak jego penis zdobywa to, czego nigdy nie powinien dostać. Nie myślałam o bólu, który spowodował kolejną falę łez, zacisnęłam wargi, gotowa nie wydać z siebie już żadnego dźwięku. On przyśpieszał. Oparł ręce po bokach mojej głowy, a ja zamknęłam oczy, by nie oglądać twarzy tego chorego człowieka, twarzy rozpalonej pożądaniem, twarzy diabła, który bierze wszystko. Chrapliwym głosem powiedział:
-Otwórz oczy. Patrz na mnie.
Otworzyłam. Przez łzy widziałam zamazane kontury, widziałam, jak twarz krzywi się w obłąkanym uśmiechu. Widziałam, że dochodzi, że łapie powietrze haustami, porusza biodrami w niekontrolowany sposób, czułam, jak wytryska, jak jego sperma pali mnie w środku. Krzyknął i opadł na mnie, mokry, sapiący, ciężki, obcy, znienawidzony. Wychrypiał w moje ucho:
-Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś...
I zasnął. Starczyło mi odwagi tylko na to, by delikatnie, powolutku zsunąć go z siebie (wydawało mi się, że musiało to trwać całe wieki). Z bijącym sercem leżałam obok niego aż do rana, przestając oddychać, gdy tylko zdawało mi się, że się budzi.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:53   #13
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Sylwester

Nie powiedziałam Rycerzowi. Kiedy widzieliśmy się z Rozmownym starałam się nie zauważać jego natarczywych spojrzeń, nie czuć przypadkowego dotyku. Nie mogłam wyznać Rycerzowi, że zdradził go także najlepszy przyjaciel, człowiek z którym znał się od dziecka, nie miałabym serca zrobić mu aż tak wielkiej krzywdy. W związku wciąż nie układało nam się najlepiej, Rycerz częściej wychodził beze mnie, częściej się upijał. Nadszedł sylwester, na który poszłam wraz z nim do jego znajomych. Oczywiście, był tam także Rozmowny, ale Rycerz szybko wciągnął go we wspólne picie i nie byłam nagabywana. Aby nie widzieć niechętnego wzroku mojego chłopaka krążyłam po pokojach, zapoznawałam gości, tańczyłam, rozmawiałam, cały czas unikając alkoholu. Kiedy wróciłam, Rycerz ledwo trzymał się na nogach. Reagował niechętnie na moją osobę, odsuwał mnie ręką, odpychał. Kiedy zsunął się z krzesła, a ja mimowolnie krzyknęłam, poderwał się i wysyczał:
-Nnie mmoge przezzz ciebie spaaac... iiide sobie.
I poszedł do jednego z pokoi. Kiedy chciałam iść za nim, chociaż położyć się przy nim, Rozmowny zatrzymał mnie i powiedział:
-Zostaw go. Niech się prześpi.
Uciekłam przestraszona samą obecnością Rozmownego. Nie był zbyt dobrym tancerzem, schroniłam się więc przed nim na parkiecie. Gdy tylko schodziłam, żeby napić się czegoś (ciągle bezalkoholowego) czy po prostu ochłonąć, zaraz zjawiał się obok, dotykał, próbował objąć. Kiedy o dwunastej wszyscy wyszli na zewnątrz, by podziwiać sztuczne ognie, ja przemknęłam do pokoju, w którym spał Rycerz. Chciałam położyć się obok niego, zapomnieć o wszystkim, poczuć się wreszcie bezpiecznie, ale nawet przez sen odpychał mnie od siebie, znowu więc uciekłam. Wpadłam do pierwszego lepszego pokoju, gdzie zobaczyłam Sylwestra. Całkiem przystojny, czarne włosy, ciemne oczy, szczupły i wysoki. Nie znałam go zupełnie, ale miał przy sobie to, czego w tamtej chwili najbardziej potrzebowałam – wódkę.
-Mogę się z tobą napić? Daj mi wódki, mój chłopak właśnie leży uwalony w trupa w pokoju obok.
-Y... no jasne, nie ma sprawy, siadaj.
Usiadłam bardzo blisko niego, nalałam dwa pełne kieliszki, wychyliłam swój i od razu nalałam następną porcję. Mam słabą głowę, ale wódkę piję wręcz popisowo – bez popitki, bez skrzywienia się, niemal w dowolnej ilości na raz. Bardzo szybko zaczęło mi się kręcić w głowie, wraz z Sylwestrem osuwałam się coraz bardziej pod stół, przy którym piliśmy, coraz częściej śmiejąc się zarzucałam mu ręce na szyję, chwaliłam, adorowałam. Kiedy przyszedł do nas Rozmowny zaczęłam cicho błagać Sylwestra:
-Nie oddawaj mu mnie... nie chcę do niego, proszę...
Rozmowny usiadł naprzeciwko nas i powiedział do mnie:
-Rycerz nie będzie zadowolony z twojego zachowania, wiesz?
Wiedziałam to. Wiedziałam, że właśnie zaczął mnie szantażować, że powinnam wstać i grzecznie pójść za nim, nie mówić nic nikomu, cicho zniknąć w jakimś ciemnym pokoju, oddać się w jego drżące ręce, dać się ślinić jego pocałunkom. Nie. Nie chciałam, nie mogłam.
Rozmowny sięgnął po niemal pustą butelkę wódki, potrząsnął nią, wyciągnął następną i powiedział tonem nie znoszącym sprzeciwu do Sylwestra:
-Teraz będziesz pił ze mną. Zobaczymy, jaki jesteś mocny.
Rozmowny nalewał Sylwestrowi więcej, częściej, cały czas go namawiając, cały czas rzucając kolejne toasty. Kiedy najbliższy przyjaciel mojego chłopaka sięgnął po moją rękę, by wyprowadzić mnie z pokoju, Sylwester próbował protestować, ale Rozmowny odepchnął go lekceważąco i wyciągnął mnie siłą, chociaż krzyczałam, że nie chcę jeszcze iść spać, że chcę zostać, że tu jest tak dobrze...
Kiedy znaleźliśmy się w jakimś pustym pokoju pchnął mnie na łóżko, kładąc się tuż przy mnie. Zamruczał mi do ucha:
-No, maleńka, teraz będziemy spać.
I jego dłonie rozpoczęły niestrudzoną wędrówkę po moim ciele, piersiach, brzuchu, udach... Podwinął moją spódniczkę i głaskał moje krocze. Jego usta śliniły mój policzek, próbując wciąż dosięgnąć moich nieustannie odsuwających się warg. Płakałam, kiedy dociskał swoje ciało do mojego, kiedy miażdżył mnie w uścisku, kiedy słyszałam jego podniecony oddech. Próbowałam nie myśleć o tym, co robi, nie czuć, nie oddychać, nie żyć. Szeptałam wciąż, by przestał, by dał mi spokój, by tego nie robił, by już spał, przecież jest zmęczony, nic nie chce, nie ma ochoty... Ale on nie przestawał, nie słuchał, tylko brał wszystko to, co do niego nie należało, czego nie chciałam mu dawać. Wtedy usłyszałam głos Rycerza na korytarzu, dopytującego się o mnie. Do tej pory nie wiem jak udało mi się zerwać i wybiec do niego, zostawiając za sobą oszołomionego Rozmownego. Przypadłam do Rycerza, wcisnęłam się cała w niego, chciałam zniknąć, schronić się w jego wielkim, silnym ciele, uciec. Szeptałam jak bardzo go kocham, jak bardzo go przepraszam, jak mi przykro, jak chcę, żeby już zawsze był szczęśliwy... Całowałam go mocno, z oddaniem, obietnicą bycia wierną i dobrą. Wciągnął mnie do łazienki i zaczął się do mnie dobierać, a ja poddawałam się jego dłoniom, by pokazać mu, jak bardzo do niego należę. Obrócił mnie tyłem do siebie, podwinął mi spódniczkę, ściągnął rajstopy i majtki. Widziałam w lustrze przed sobą jak rozpina spodnie i zsuwa je wraz z bielizną, jak skupiony zakłada prezerwatywę. Chwycił mnie za biodra i wszedł, mocno, boleśnie, szybko, gwałtownie. Zagryzłam wargi, żeby nie krzyknąć, wbiłam dłonie w szafkę, o którą się opierałam, zacisnęłam powieki. Modliłam się, żeby nie płakać, kiedy jego penis raz za razem wbijał się w moje niemal suche wnętrze. Jego ręce ściskały moje biodra, penis wciąż się wsuwał i wysuwał. Spod przymrużonych powiek z zaciśniętymi wargami obserwowałam w lustrze, jak Rycerz odrzuca głowę do tyłu, jak jego usta zaczynają się otwierać w wyrazie ekstazy, czułam coraz mocniejsze, szybsze ruchy bioder, coraz silniej wbijającego się penisa. W końcu eksplodował, drżąc oparł się na mnie, ugryzł mnie w szyję, a ja niemal upadłam porażona jego ciężarem oraz bólem, jaki powodował wysuwający się ze mnie fallus. Trzęśliśmy się cali – on spełniony i zadowolony, ja złamana, obolała.
Syczałam przez zaciśnięte zęby, kiedy próbowałam jakoś doprowadzić się do porządku, a każda część mojego ciała krzyczała niechęcią, krzywdą, płaczem. Wyszliśmy z łazienki i poszliśmy spać w ciemnym pokoju, a ja wtulona mocno w Rycerza łkałam najciszej, jak umiałam, żeby go nie obudzić.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:53   #14
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Nieśmiały (czyli inaczej świństewka)

Nieśmiały był moim przyjacielem jeszcze z podstawówki. Cichy, spokojny, opanowany. Jednocześnie potrafił rzucić zabawny żart doskonały puentujący sytuację, w razie potrzeby sypał zabawnymi opowiadaniami jak z rękawa, co czyniło go duszą towarzystwa. Zaprosił mnie i Rycerza na swoje urodziny na podwarszawską działkę. Już podczas jazdy autobusem Rycerz z bezczelnym uśmiechem próbował głaskać mnie po udach, jego pocałunki były namiętne, pełne pożądania. Wtedy wpadłam na szalony pomysł. Wyszeptałam tuż przy jego uchu:
-Wiesz, że pewnie wszyscy faceci w tym autobusie marzą o tym, by mieć taką gorącą suczkę jak ja..?
Spojrzał na mnie z błyskiem w oku, znamionującym zachwyt, zaskoczenie i dziką zabawę. Odszepnął:
-A wiesz, kto będzie dziś miał tę gorącą suczkę?
Zamruczałam tak, że czułam, jak ugięły się pod nim nogi:
-Kto mnie dzisiaj zerrrżnie? Kto da mi rrrozkosz?
Jego dłoń błyskawicznie znalazła się pod moją spódniczką i przez bieliznę czułam, jak wciska palce do środka mnie:
-Ja. Będziesz moja.

Kiedy szliśmy w kierunku działki cały czas czułam jego dłoń pieszczącą moje pośladki, zsuwająca się w kierunku krocza. Szeptał przy tym:
-Ależ moja sunia ma śliczny tyłeczek. Pewnie jest już cała wilgotna, prawda? Pewnie marzy już tylko o tym, żebym ją zerżnął, co?
Mruczałam i wciskałam się w niego, czułam jego twardego penisa i marzyłam tylko o chwili, kiedy będę mogła wziąć go w usta. Mówiłam już, że uwielbiałam mu robić loda?

Kiedy doszliśmy do działki wciąż nie mogliśmy przestać się do siebie kleić. Widziałam jak nasze jawne pożądanie wpływa na Nieśmiałego i całą resztę – raczej męskiego – towarzystwa. Patrzyli na władcze gesty Rycerza, który nie kryjąc się szczypał mnie w pośladki czy wsuwał dłoń pomiędzy uda, śmiejąc się przy tym gardłowo i rzucając wyzywające spojrzenia. Rozmowa nie kleiła się zbytnio, wszyscy ukradkiem obserwowali nas, nerwowo sięgając po butelki z piwem. Alkohol szybko się skończył i spora część towarzystwa z ulgą podnosiła się z foteli, by nieco sztywnym krokiem udać się do monopolowego. Wykorzystałam zamieszanie by pociągnąć w ciemny kąt Rycerza i szepnąć:
-Chodź. Mamy jakieś 25 minut. Wiesz, na co twoja suczka chciałaby, żebyś wykorzystał ten czas?
Schroniliśmy się poza domem, oświetlani jedynie światłem księżyca. Docisnął mnie do ściany i zaczęliśmy się całować: mocno, agresywnie, z pasją. Kąsałam jego wargi i śmiałam się cicho, gdy on zaczął całować moją szyję, by za chwilę wpijać w nią zęby, gryźć, znakować. Szeptałam:
-Zerżnij mnie... Włóż swojej spragnionej dziewczynce to cudowne narzędzie, pokaż jej, jak ma krzyczeć, gdy ją posuwasz. Włóż mi. Daj mi.
Ściągnęłam mu spodnie i zsuwałam swoje rajstopy i majtki, gdy on ściskał moje piersi i cicho zapewniał, że za chwilę zobaczę, za chwilę włoży, za chwilę zerżnie... Odwrócił mnie do ściany, mocno mnie do niej dociskając, chwycił za biodra, leciutko mnie pochylając i wszedł jednym, szybkim ruchem. Zagryzłam wargi, żeby nie krzyczeć, dyszałam tylko cicho i słuchałam jego rwącego się, szybkiego oddechu. Wbijał palce w moje biodra, posuwał mocno i szybko, a ja zapierałam się dłońmi o ścianę i jęczałam cicho. Było mi cudownie, gdy był taki silny, zdecydowany, twardy, nieugięty tak blisko mnie. Wiłam się, skomlałam, dochodziłam. Wygięłam się w łuk niemal wyciągając go z siebie, gdy chwyciły mnie skurcze znamionujące orgazm. Odrzuciłam głowę do tyłu, oparłam się o niego i drżałam. Wtedy on chwycił moje ramiona w znany mi, uwielbiany przeze mnie sposób, a ja od razu klęknęłam przed nim i wzięłam ociekającego moimi sokami penisa do ust. Od razu narzucił ostre tempo, trzymając mnie za włosy i wbijając się tak głęboko, że łzy momentalnie stanęły mi w oczach. Tuż za mną była ściana, mogłam więc albo jeszcze silniej nabijać się na fallusa, albo uderzyć głową o ścianę w rytm uderzeń. Lizałam, ciągnęłam, połykałam wszystko, a mimo to moje soki połączone ze śliną, łzami i spermą powoli spływały po mojej brodzie. Bojąc się, że skapną mi na ubranie podstawiłam jedną dłoń, w którą zbierałam to wszystko, kiedy Rycerz szarpiąc biodrami dochodził, wlewając kolejne fale spermy w moje gardło, chociaż część wyciekała z moich ust i spływała do podstawionej dłoni. Wyczyściłam delikatnie penisa językiem, ułożyłam go w spodniach, spojrzałam w górę na Rycerza, który bezsilnie opierał się o ścianę za moimi plecami, patrząc na mnie zachwyconymi oczami. Połączyliśmy nasze spojrzenia, a ja wtedy uniosłam do ust dłoń pełną naszej wspólnej mieszanki i zlizałam wszystko do ostatniej kropli, jak malutki kociak. Westchnął zadowolony:
-Grzeczna sunia. Grzeczna.
Poprawiłam spódniczkę i kiedy on stał wciąż przy ścianie wyjrzałam za pobliski róg by sprawdzić, czy możemy spokojnie wyjść. Szybko schowałam się z powrotem licząc, że nie zauważył mnie stojący w cieniu Nieśmiały. Podeszłam do Rycerza i poprowadziłam go z drugiej strony domu tak, byśmy nie przeszkodzili gospodarzowi, który z zamkniętymi oczami tak szybko przesuwał dłonią po swoim penisie...
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:54   #15
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Indianin

Wierzcie lub nie, ale naprawdę długo byłam grzeczną dziewczynką. Kochałam mojego Rycerza, w łóżku nam było cudownie, świetnie się dogadywaliśmy. Ale nadchodziły wakacje i bałam się, że znowu zostawi mnie na trzy miesiące. Miałam już załatwiony obóz strzelecki – u tych samych organizatorów, gdzie rok wcześniej moja Przyjaciółka podrywała Indianina, a ja poznałam Siłacza. Zostawiłam na głowie Rycerza organizację wspólnego wyjazdu i wyjechałam. Tym razem Przyjaciółka nie jechała z nami, ale kojarzyłam kilka osób, więc nie bałam się, że będzie nudno.
Pojechał za to Indianin i jego kolega (nazwijmy go Roztropny), ten sam, co w zeszłym roku. Całe dnie przesiadywałam w ich pokoju, pogrążona w rozmowach, zachwycona intelektem, dowcipem i urodą Indianina. Wreszcie naprawdę poznałam człowieka, który przez kilka miesięcy był facetem mojej Przyjaciółki i szczerze przyznaję, że starałam się mu spodobać. Roztropny nie miał już dziewczyny, więc poszukiwał jej wśród innych uczestniczek obozu, rzadko wracając na noc, a ja mogłam stopniowo rozstawiać sidła wokół Indianina. Musiałam być delikatna – to był bardzo wierzący człowiek, o silnych zasadach moralnych i etycznych, co mi imponowało i korciło. Chciałam go skusić, sprowadzić na złą drogę, odrobinę zdemoralizować, by zatęsknił za tym, co traci przez swoją praworządność. Siedząc blisko siebie rozmawialiśmy na najróżniejsze tematy nieraz do późnej nocy, a ja czułam, że coraz bardziej go intryguję, że jestem coraz bliżej celu. Każdy przypadkowy dotyk elektryzował nas, coraz częściej po prostu patrzyliśmy sobie w oczy, bez słowa, zachłystując się swoją obecnością.
Szalałam za jego zapachem, potrafiłam odnajdywać go w moich włosach, które delikatnie głaskał, wyszukiwać go na skrawku koca, którym Indianin przez chwilę był przykryty. Po pewnym czasie umiałam już przywołać ten zapach, wyobrażać sobie jego istnienie, otaczać się nim. Potrafiłam iść ulicą i rozpoznawać go wśród milionów innych, współgrających ze sobą tak, by tworzyć ten jedyny, który tak na mnie działał. Nigdy wcześniej nie uważałam zapachu za coś istotnego, ale ten doprowadzał mnie do ekstazy. Kiedy pierwszy raz przytuliłam Indianina... To było jak wejście do orientalnej krainy, pełnej egzotycznego ciepła, żaru, aromatu. Chciałam go wchłonąć w siebie, wypełnić się nim. Pragnęłam, by moja skóra paliła się od tego zapachu, by krążył on w moich żyłach, bym sama go wydzielała.
Miałam nie dające mi spokoju sny, w których po prostu leżałam unoszona tym aromatem, więziona nieokreślonym bytem. Wyobrażałam sobie, że wnika we mnie i jęczałam cicho, gdy uzmysławiałam sobie, jak jest daleko.
Zdobycie tego człowieka miało było ciężkim zadaniem, ale wiedziałam, że muszę je wykonać, bo inaczej umarłabym z tęsknoty za nieosiągalnym.
Dwa tygodnie to za krótki czas na cokolwiek. Wracałam do Warszawy, a moje ciało krzyczało każdego dnia, gdy nie oplatał go znajomy zapach.

Zjazd Rycerstwa

Indianin musiał zaczekać. Rycerz załatwił nam wspólny wyjazd z jego znajomymi – jechał także Rozmowny, ale nie bałam się, że odważy się na cokolwiek. Nie powiedziałam mojemu mężczyźnie o Indianinie, bo przecież do niczego między nami nie doszło – czułam tylko w sobie drżące pragnienia, miałam mnóstwo niesprecyzowanych fantazji, snów, marzeń. Rycerz nie pachniał jak Indianin, nie wyglądał jak on, nie był nim, ale na czas wyjazdu stał się jego substytutem. Moje dłonie błądziły po jego ciele już podczas podróży, a niemal od razu po rozbiciu namiotów zaciągnęłam go do środka i po prostu się na niego rzuciłam. Moje dłonie znały jego ciało, mój język wiedział, jak smakują jego pocałunki, ale teraz odkrywałam go na nowo, szukając w nim śladów Indianina i marząc, że to jego dotykam, jego pieszczę.
Jak długo potraficie uprawiać seks? Ja znalazłam w sobie morze pożądania, które regularnie zalewało moje ciało, sprawiając, że skomlałam w kolejnych orgazmach. Drżałam cała, gdy Rycerz mnie całował, pokazywałam mu siebie jeszcze raz i jeszcze, jeszcze... Gdy już nie miał siły leżałam przed nim, rozwierałam nogi i poruszałam biodrami w górę i w dół, a on patrzył się zahipnotyzowany na ten spektakl, by w końcu jeszcze raz próbować nakarmić moją nienasyconą duszę. Unosił się na ramionach i po raz kolejny wchodził we mnie, a ja wiłam się pod nim, dociskałam go do siebie, zostawiałam ślady paznokci na jego plecach, wgryzałam mu się w szyję, próbując nie jęczeć za głośno, by inni nie musieli słuchać mojego szaleństwa.
Teraz wiem, że wtedy oszalałam. Kiedy Rycerz już nie mógł poruszać się między moimi udami, ja wsiadałam na niego. On już miał dosyć, ale mój obłęd przykuwał go do podłogi. Poddawał się moim dłoniom, które ponownie sprawiały, że jego penis sterczał, gotowy do tego, bym go dosiadła. Długo nie mógł dojść, a ja wielokrotnie kuliłam się w seriach silnych skurczów, które na nowo mnie rozpalały.
Padaliśmy na posłania mokrzy, wykończeni, drżący. Pozwalałam nam na kilka godzin snu, czasem wymykałam się po coś do jedzenia czy do picia, ale kiedy on próbował wyjść z namiotu znowu rzucałam się na niego, łapczywie chwytałam w usta penisa, cierpliwie czekając na nadejście słabego wytrysku. W pewnym momencie Rycerz syczał z bólu, gdy tylko dotykałam jego fallusa, ale ja błagałam go o jeszcze jeden raz, jeszcze ostatni... Rozmowny – śpiący w namiocie obok – dostawał furii słysząc nasze ciche jęki, ale ja wreszcie mściłam swoją krzywdę, wreszcie byłam górą.
Czwartego dnia to ja już nie dałam rady. Wciąż skomlałam cichutko o więcej, ale moja cipka paliła żywym ogniem, syczałam więc z wściekłości, że jest tak bezużyteczna. Sfrustrowana chciałam wciąż więcej i więcej, ale ona po prostu nie nadawała się już do użytku. Cali wręcz kleiliśmy się od mieszanki zaschniętej spermy i śluzu oraz potu. Kończyły się nam gumki, a penis Rycerza miał kilka bolesnych obtarć. Niemal nie byłam w stanie złączyć drżących nóg, na biodrach i kolanach miałam ciemne siniaki. Uspokoiłam się dopiero wtedy, gdy zobaczyłam ślady krwi na prezerwatywy, którą Rycerz ściągał po kolejnym razie ze swojego zmaltretowanego fallusa.
Czwartego dnia wyszliśmy z namiotu. Dopiero wtedy zobaczyliśmy na własne oczy, że naprawdę mamy jezioro pięć metrów dalej.
Uwierzycie, że na tym wyjeździe więcej wydaliśmy na zabezpieczenia niż na jedzenie?
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:55   #16
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Indianin część II

Wróciliśmy do Warszawy. Chodziłam z Indianinem do jednej szkoły i unoszący się w powietrzu jego zapach doprowadzał mnie do szału, uniemożliwiał skupienie. To raczej nie był mężczyzna w moim typie, chociaż prawdopodobnie był przystojny – długie, czarne włosy, ciemna karnacja, duże usta. Nie miał zarostu, który zawsze mnie pociągał w mężczyznach, ale miał ten niesamowity zapach, przyczynę mojej frustracji.
Dopiero teraz odkryłam, czym naprawdę jest fetyszyzm – mogłam godzinami siedzieć w perfumerii poszukując tej niesamowitej mieszanki dezodorantu, płynu do golenia i Bóg wie czego, która otaczała Indianina. Nasze relacje były czysto przyjacielskie, bo nie pociągał mnie jako mężczyzna, ale za skroplenie choćby odrobiny tego aromatu oddałabym życie.
Byliśmy przyjaciółmi – spotykaliśmy się na wspólną naukę, czasem wyskakiwaliśmy z większym gronem znajomych do klubu, pubu czy kina, odprowadzaliśmy się do domów i dużo rozmawialiśmy. Kiedy w końcu wyznałam mu otwarcie, co konkretnie w nim i jak silne robi na mnie wrażenie... zrobił mi tak perwersyjny prezent, że do tej pory miękną mi kolana, gdy go oglądam. Podarował książkę, dodając zakładkę własnej roboty, spryskaną Tym Zapachem. Nie mam pojęcia co to jest, ale trzy lata po tym zdarzeniu wciąż pachnie tak silnie, jak na początku.
Uzależniłam się. Musiałam być przy Indianinie codziennie i codziennie szukać bliskiego kontaktu – by poczuć, jak mocno tym aromatem przesiąknięta jest jego skóra. Miałam obłąkańcze myśli, w których marzyłam, że zlizuję To i doświadczam także smaku – miękkiego, gorzko – słodkiego, pozostającego w kubeczkach smakowych długo po zetknięciu z językiem.
A on wpadał coraz głębiej w przepaść moich brązowych oczu, coraz częściej jego dłoń muskała moje długie włosy, a naszym powitaniom i pożegnaniom nieodłącznie towarzyszyły długie, mocne uściski, kiedy ja wtulałam nos w jego szyję i upajałam się. Indianin się zakochiwał, a ja jeszcze tego nie zauważałam, starając się nie stracić kontaktu z jego miękką, aromatyczną, ciemną skórą.
Miałam skończone siedemnaście lat, od ponad dwóch byłam w związku z Rycerzem, ale już pół roku Indianin był moją obsesją. Czułam się jak narkomanka, która nie może funkcjonować bez wciągnięcia kreski. Dla mnie kreską była jego tętnica, wraz z kolejnymi uderzeniami serca uwalniająca do mojej spragnionej duszy kolejne porcje wyszukanego narkotyku.
Indianin nie wytrzymał gdzieś koło lutego. Wracaliśmy po jakiejś imprezie, jak zwykle odprowadzał mnie do domu. Byliśmy chyba lekko wstawieni, w każdym razie ja na pewno byłam odurzona. Czekaliśmy na metro, ja oparta o niego, z nosem wtulonym w jego szyję, chłonąca każdym zmysłem obecność. I wtedy Indianin docisnął mnie do ściany tak, że czułam jak jego męskość wciska mi się między nogi. Spojrzałam na niego zdumiona, na błyszczące podnieceniem oczy, rozchylone usta. Wyszeptał:
-Czy ty czujesz, co ze mną robisz..?
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, bo oto w moim umyśle wszechobecny zapach nagle zmaterializował się w postaci ciała. Ciała, które było mi obce, nie pociągało mnie, nie interesowało. Odsunęłam się od Indianina, cmoknęłam go w policzek i wsiadłam do pociągu, wpatrzona w tego mężczyznę aż do ostatniej chwili.
Nie wiedziałam, co zrobić. Wybrać obsesję czy miłość? Gdyby Indianin przestał pachnieć, natychmiast przestałabym się nim interesować. Ale pachniał i ten zapach każdego dnia kusił mnie, bym starała się być jeszcze bliżej, jeszcze bardziej go chłonąć, przesuwać ustami po tej cudownej szyi...
Złapałam Indianina na próbach dotykania moich piersi, ale nie zwróciłam mu uwagi. Podczas rozmowy w głośnym pubie chociaż siedzieliśmy blisko siebie, niemal zupełnie się nie słyszeliśmy. Pochyliliśmy się nad stołem, a ja poczułam, jak jego dłonie umieszczone na blacie zaczynają się poruszać, ledwo wyczuwalnie drażniąc moje sutki. Zdumiona jego bezczelnością, nie przerywałam mu. Widziałam, w jaki zachwyt wprawia go to, że udaje mu się wyczyniać takie rzeczy, a ja tego „nie zauważam”.
Znowu oddalałam się od Rycerza. Nie umiejąc wyznać mu prawdy, starałam się ją chociaż trochę zasygnalizować, ale on nawet przeczytawszy smsa od Indianina o treści „Kocham Cię” uwierzył w moje niemrawe tłumaczenia, że „owszem, kochamy się, ale jak przyjaciele”.
W maju (to już prawie rok!) wyjechaliśmy razem z ludźmi ze szkoły do Krakowa z okazji przyjazdu Benedykta XIV do Polski. Indianin był bardzo religijnym człowiekiem i w gruncie rzeczy nieśmiałym. Jeśli się na coś ośmielał wobec mnie, to na ogół pod wpływem alkoholu i później bardzo za to przepraszał. W naszych wspólnych rozmowach głęboko namawiał mnie do wiary i nawet przekonał do tego wyjazdu.
Przyznaję, że wtedy było to dla mnie niesamowite przeżycie. Te zgromadzone masy oczekujących, radosnych ludzi, wspólne śpiewy, krzyki, tańce. Byłam zachwycona tą atmosferą ciepła i wspólnoty. Specjalnie na przyjazd Benedykta niebo zrobiło się bezchmurne i czyste, chociaż cały dzień padało. Wierzcie lub nie, ale pojawiła się nawet tęcza, wzbudzając jeszcze większy entuzjazm. Msza była niesamowita, a po niej miała nastać noc pełna oczekiwania, bo rano Benedykt po raz kolejny miał zaszczycić nas swoją obecnością.
Czekaliśmy i dobrze się bawiliśmy, poznając kolejnych ludzi, wspólnie śpiewając. Większość z nas nie miała namiotów, bo chodziły plotki, że ze względów bezpieczeństwa będą zabierać metalowe rurki, więc byliśmy gotowi na noc w śpiworach pod gołym niebem w ciepłą, majową noc.
Koło północy spadł deszcz i zmoczył wszystko. Śpiwory, swetry, bluzy, bluzki, spodnie, wszystko. Byliśmy całkowicie przemoczeni, bo tak samo nagle, jak przedtem się przepogodziło, tak teraz nagle nadciągnęły chmury.
Towarzystwa się rozeszło, humory opadły, a ja zostałam kuląc się z zimna do Indianina, który drżącymi rękoma mocno przyciskał mnie do siebie.
Ile byście wytrzymali, czując pożądanie drugiej osoby tak blisko? Upajani nieziemskim zapachem, nie mogąc się ruszyć, a choćby najmniejszym drgnięciem wzbudzając cichy jęk? Ja po trzech godzinach, kiedy próbowałam nie czuć twardego penisa na moich udach (zgodnie z intencją właściciela fallusa), w końcu podniosłam głowę i pocałowałam Indianina. Otoczona jego zapachem miałam wrażenie, że przez moje ciało przechodzi prąd, który czyni całkowite spustoszenie w moim umyśle, uczuciach, emocjach. Całowałam żarliwie jak nigdy dotąd, a Indianin... nie oddawał moich pocałunków. Kończyły zawieszone na jego wargach, jak obojętne, nieme znaki zapytania. Gdzie było pożądanie, które mnie obudziło?
W końcu zniechęcona brakiem odzewu ponownie wtuliłam twarz w szyję tego dziwnego człowieka, schroniłam się w bezpieczeństwie i wszechobecności zapachu.

A teraz drobne ostrzeżenie: jeśli planujecie cokolwiek z dziewczyną i uda się wam ją pocałować... nie jest najlepszym pomysłem spowiadanie się z niej rano, jak z największego grzechu, jaki was w życiu spotkał.
Bo wtedy ta dziewczyna może rzeczywiście postanowić być największym grzechem waszego życia.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:55   #17
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Zemsta Apaczów

Może i byłam dziewczyną niepoprawną, może rzeczywiście mam talent do wplątywania się w głupie sytuacje. Indianin chciał być moim chłopakiem, warunkiem jednak było zostawienie Rycerza. Czyżby deja vu? Kolejna poważna rozmowa z Rycerzem. Poszliśmy do Łazienek, piękna, letnia pogoda, ptaszki śpiewają, liście delikatnie szumią w powiewach wiatru, łabędzie błyszczą bielą w promieniach słońca. Romantycznie, sielankowo, dookoła mnóstwo zakochanych par, a my szliśmy osowiali, markotni, nijacy.
W końcu usiedliśmy na jakiejś ławce, możliwie jak najdalej od obściskujących się, całujących się ludzi. Wzięłam głęboki wdech, by wyrzucić z siebie wszystko jak najszybciej, ale Rycerz ubiegł mnie słowami:
-Kocham cię najbardziej na świecie.
Spojrzałam na niego zdumiona. Nie układało się między nami (po naszym rozstaniu, rok później, dowiedziałam się, że za nim także kręciła się jakaś dziewczyna), niemal ze sobą nie rozmawialiśmy, unikaliśmy swojego towarzystwa. A on kontynuował:
-Kocham cię. Wiem to. Czuję. Widzę, że jest źle, ale nie chcę, byś mnie zostawiała. Chcę o to walczyć, chcę by wszystko znowu było dobrze. Nie mogę cię stracić. Nie pozwól mi na to. Przez ponad dwa lata zbudowaliśmy fantastyczny związek, nieraz mieliśmy problemy, ale zawsze nam się udawało. Proszę, daj nam szansę.
I smutno, wręcz rozpaczliwie patrzył na mnie tymi pięknymi, niebieskimi oczami. On ma niby – niebieskie, bo w samym środku są takie brązowawe plamki. Wtedy to były dla mnie najpiękniejsze oczy świata. Widziałam, jak bardzo mu zależy i czułam, że sytuacja zaczyna mnie przerastać.
Przytuliłam go i oto staliśmy się kolejną parą w parku, która namiętnie całowała się w jakiejś odosobnionej alejce...

Miałam tylko jeden problem – opłacony kolejny obóz strzelecki. Tak, z Indianinem.

Pojechałam. Pozwalałam Indianinowi żyć w przekonaniu, że rozstałam się z Rycerzem, który był szczęśliwy, że wciąż jesteśmy razem. Twarde zasady Mężczyzny o Nieludzkim Zapachu sprawiały, że wcale nie wyglądaliśmy na parę – kilka nieśmiałych pocałunków w samotności, trzymanie się za rękę z daleka od tłumu. Już nie podniecały mnie tak jego pocałunki – miał duże, mięsiste wargi, pomiędzy którymi niemal zawsze była odrobina zaschniętej śliny. Nie podobały mi się też nasze pocałunki francuskie – jego ślina była gęsta, zbyt klejąca się. W związku zaczął też okazywać cechy charakteru, na które przedtem nie zwracałam uwagi – był apodyktyczny, starał się zarządzać moim czasem, często się niecierpliwił. Ja cenię u ludzi spokój, opanowanie i umiejętność dania mi wolnej ręki, swobody w działaniu, nie czułam się więc komfortowo.
Nie kryłam się z moją frustracją, więc często kłóciliśmy się, nawet o jakieś drobnostki. Podczas jednej z kłótni nazwał mnie „szmatą”. Wiecie, nawet złe kobiety mają pewne zasady. A jedną z nich zazwyczaj jest: „Mogę być złą kobietą, ale nikt nie powie mi tego w twarz”. W jednej chwili moja ręka znalazła się na twarzy Indianina, kontakt dłoni i policzka zawisł głuchym plaśnięciem w pokoju, obróciłam się na pięcie i aż do wieczora stałam się nieosiągalna.
Uznałam, że spanie gdzie indziej przyprawiłoby go (i pewnie wychowawców też) o palpitacje serca, z żalem więc wróciłam wieczorem do mojego pokoju. Przepraszał mnie, płakał, mówił że to przejęzyczenie, że wcale nie chciał, że jakoś tak wyszło... Spokojnie, zimno, tłumaczyłam mu, że nie mogę być z mężczyzną, który mnie obraża. Że od agresji słownej jest już niedaleko do cielesnej, a mnie mężczyzna nigdy nie dotknie inaczej niż z czułością. Wiedziałam już wtedy, że go zostawię, że to nie jest ktoś na całe życie. Ale moja urażona dusza wciąż widziała ten dzień po naszym pierwszym pocałunku, gdy Indianin spowiadał się z mojej osoby, wciąż słyszałam, jak nazywa mnie szmatą. Moja dusza chciała zemsty.
Zaczęłam go całować, a on wreszcie robił to tak, jak powinien był od początku – mocno, żarliwie, z pasją. Położyliśmy się na moim łóżku i przykryliśmy kołdrą, cały czas ściśle przytuleni. Jego ręce wreszcie nieśmiało badały moje ciało. Chciałam pokazać mu jak najwięcej, by jego kłamliwy umysł na wspomnienie tych chwil płonął jednocześnie pożądaniem, wstydem i wstrętem do samego siebie.
Tak mu się zdumieniem zaokrągliły oczy, gdy odsłoniłam piersi. I ten niebotyczny, lękliwy zachwyt, z jakim powoli wyciągnął rękę, by dotknąć moich sterczących sutków – wręcz rozczulające! Nieśmiało, nie mogąc oderwać od nich oczu, zaczął obwodzić je palcem, trącać ich czubki, delikatnie ściskać między drżącymi palcami. W końcu podochocony pochylił się i pocałował jeden z nich, a ja jęknęłam cicho i wyprężyłam się. Czułam, jak wargi Indianina obejmują mój sutek, a zęby skubią go podniecająco.
Wydaje mi się, że pierwotnie chciałam wykonać najbardziej pamiętliwe fellatio w moim życiu. Delikatnie przewróciłam Indianina na plecy i moje usta rozpoczęły powolną wędrówkę w dół, najpierw delikatnie całując, potem gryząc szyję o fenomenalnym zapachu. Chciałam pocałunkami przejść przez klatkę piersiową, już oswobodzoną z ubrania, by dotrzeć do na pewno oczekującego na mnie penisa, w międzyczasie obdarzając krótką pieszczotą sutki. Kiedy objęłam wargami sterczącą brodawkę, nagle ciało Indianina drgnęło wyraźnie, a z jego ust wydobył się jęk. Zdumiona przesunęłam językiem raz i drugi po twardej wypustce, czując jak mój partner napina się cały z wrażenia, słuchając jego przyśpieszonego oddechu.
Nigdy przedtem i nigdy potem nie trafił mi się partner z sutkami bardziej wrażliwymi na pieszczoty niż moje. Tego wieczora mój język (mówiłam już, że potrafię nim naprawdę szybko ruszać na boki?) dał niezapomniany popis pieszczot oralnych, jedyny raz w życiu obdarzając nimi tak intensywnie te brązowe, twarde brodawki.
Nie jestem pewna, które z nas było wtedy bardziej oszołomione i zaskoczone. Jednak wiedziałam, że cel został osiągnięty, a moja dusza dumnie ogłaszała zwycięstwo. Teraz mnie zapamięta na długi, długi czas.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 17-07-09, 09:56   #18
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Niepozorny


Wracałam do domu. Miałam dosyć siebie, dosyć tych kłamstw, dosyć oszukiwania. Chciałam zostawić ich obu, bez słowa, jednego dnia, ale ich zapewnienia dozgonnego oddania przerażały mnie i odsuwały decyzję. Unikałam ich i poszukiwałam potępienia, które nie nadchodziło z żadnej strony. Ci, którzy wiedzieli, wydawali się być obojętni na tę sytuację – część nawet podziwiała to, że przez tyle czasu udaje mi się zwodzić dwóch facetów na raz. Imprezowałam wtedy dużo, starając się ich jakoś do siebie zrazić. O każdej porze dnia i nocy można było do mnie zadzwonić, a ja gotowa byłam jechać na drugi koniec miasta, żeby tylko posiedzieć na jakiejś domówce, potańczyć, wypić.
Niepozorny także był z mojego liceum. Gdybyście mnie zapytali w jaki sposób trafiłam do niego na imprezę – nie umiałabym Wam odpowiedzieć. Często coś organizował, ale raczej nie mieliśmy wspólnych znajomych, nie wiem więc, czemu któregoś weekendu siedziałam właśnie u niego na naprawdę niewielkim, kilkuosobowym zaledwie spotkaniu – picie piwka do kilku filmów, spokojny relaks wakacyjny.
Niepozorny był... niepozorny. Ani ładny, ani mądry, zwyczajny chłopak, jakich widuje setki dzień w dzień. Chudziutki blondynek o niebieskich, lekko zezowatych oczach. Żeby powiedzieć o nim coś miłego, musiałabym użyć tego określenia, które można użyć wobec każdego – sympatyczny. Rozmowy z nim nigdy nie dotyczyły głębszych, trudnych tematów, koncentrowały się raczej na jego osobie. Ja w przypływie żalu do samej siebie wyznałam mu w jakiej sytuacji się znajduję – i okazało się, że ten całkowicie zwyczajny chłopak ma niemały bagaż doświadczeń, dzięki któremu od razu znaleźliśmy wspólny język. Jemu też zdarzało się mieć kilka panienek na raz, on też miał problemy z wiernością, traktując seks jak dobrą zabawę...
Wcale nie byliśmy tak pijani, żeby móc zwalić winę na alkohol. Siedzieliśmy najdłużej ze wszystkich gości, pogrążeni w rozmowie, a kiedy ostatecznie i my zdecydowaliśmy się iść spać – było już tylko jedno wolne łóżko.
Mówiłam Wam, że zbyt często miałam wrażenie, że moje życie nie mogło potoczyć się inaczej? Że w tych najtrudniejszych, obciążonych największymi konsekwencjami sytuacjach miałam wrażenie, że nic nie jest zależne od mojej woli?
Oczywiście spaliśmy razem na tym ostatnim wolnym łóżku. Oczywiście – prędzej czy później ktoś kogoś dotknął w sposób odebrany jednoznacznie przez drugą stronę. Nie pytajcie mnie, kiedy nasze oddechy przyśpieszyły, dłonie rozpaczliwie próbowały pozbyć się niepotrzebnych ubrań, usta i języki szukały porozumienia ponad słowami. Nie mam pojęcia, jakim sposobem tak szybko trzymałam jego penisa w dłoniach, zaskoczona wymiarami – był dłuższy od tych dotychczas mi spotkanych, ale też i cieńszy.
Klęknęłam przy tej nowoodkrytej męskości, wsunęłam ją w usta liżąc zachłannie jej czubek. Usłyszałam zadowolony pomruk, dłonie Niepozornego odnalazły drogę do mojej szyi, delikatnie naciskając moją głowę i zmuszając mnie do pochłonięcia jeszcze więcej, jeszcze głębiej... Uwielbiam ten drżący, niecierpliwy ruch palców sunących po mojej skórze, do tej pory wiem, że wtedy mam absolutną władzę nad mężczyzną.
Moje dłonie ważyły ciężar jąder, delikatnie je masowały, mój język szalał wzdłuż całego penisa, usta mocno obejmowały jego podstawę. Czułam drażnienie gdzieś w gardle, spowodowane tym nieco większym rozmiarem i próbowałam wycofać pulsującą męskość, co Niepozorny odczytał jako zakończenie gry wstępnej. Jego dłoń wyciągnęła skądś magicznie prezerwatywę, którą szybko i sprawnie nałożyliśmy na sterczącego członka. Był naprawdę inny, nie mogłam oderwać od niego wzroku, raz po raz oblizywałam wargi, gdy Niepozorny położył mi ręce na ramionach i położył na plecach. Z uniesioną głową wpatrywałam się, jak ten niemal mi obcy mężczyzna znajduje swoje miejsce między moimi nogami, umieszczając penisa dokładnie przy wejściu do mojej szparki. Podniósł wzrok, spojrzeliśmy na siebie roziskrzonym wzrokiem, chwyciłam go za ramiona – a on pchnął. Krzyknęłam, ścisnęłam go mocno, wbijając paznokcie w jasną skórę. Pchnął jeszcze raz, poczułam ból, wygięłam się w łuk, jednocześnie przyciągając go za jasną czuprynę do siebie, wpiłam mu się w usta, niemal do krwi kąsając jego wargi. Bolało, ale ja chciałam, żeby bolało, jęczałam cicho, żeby nie obudzić żadnego z naszych znajomych.
Niemal nie miałam wrażenia wypełnienia, tylko co jakiś czas drętwiałam i piszczałam głośniej, gdy czubek penisa drażnił coraz dalsze, wrażliwe, niezbadane jeszcze obszary mojej dziurki. Nie myślałam o tym, czy postępuję dobrze czy źle, chciałam wreszcie poczuć dno, by móc się od niego odbić. Byłam już na zbyt głębokiej wodzie, wiedziałam, że się topię, pociągając za sobą niewinne ofiary, a zarzucane liny ratunkowe ostatecznie okazywały się nabite kolcami.
Więc jęcząc, bezradnie krzycząc w dociskające mnie do ziemi ramię, piszcząc, gdy wyjątkowo gwałtownie członek Niepozornego wciskał się we mnie – próbowałam sięgnąć moralnego dna. On dochodził, czułam skurcze, widziałam mętność wzroku, więc wielkim wysiłkiem, krzywiąc się z bólu docisnęłam go jeszcze do siebie, wpiłam paznokcie w jego plecy. Jak zaznacza się kolejne metry na zanurzonych w wodzie palikach, tak ja każdy kolejny wstrząs mojego dochodzącego partnera znaczyłam paznokciami na jego plecach, zagryzając zęby, by nie zbudzić nieświadomych strażników.

Jego ciało drżało jeszcze, gdy ja już smakowałam się w nowej sytuacji, badałam giętkość moich dotychczasowych kłamstw, próbując w nich znaleźć miejsce dla Niepozornego.
Oto ja, kiepska pływaczka liczyłam, że dno jest pod moimi stopami i teraz mogę już iść w górę, sądziłam, że aż tak beznadziejna sytuacja zmobilizuje mnie do działania.

Wiecie, to było grząskie, muliste dno. Takie się poznaje dopiero wtedy, gdy stopa zapada się jeszcze o kilkanaście centymetrów. I nie jest ją łatwo wydobyć...

Ostatnio edytowany przez daj_mi; 22-07-09 at 02:40.
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 21-07-09, 23:18   #19
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
A to jeszcze nie koniec... Ale rzadko role męskie będą się powtarzać, za to rola damska jest w zasadzie główna tylko jedna
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 21-07-09, 23:31   #20
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Nie no, dziewczynki też się będą przewijać, obiecuję
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 22-07-09, 00:42   #21
Kata
PornoGraf

Orthografische Polizei

 
Zarejestrowany: Feb 2009
Postów: 3 062

Płeć: Kobieta
Pamiętam to Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie czytali!
Kata jest offline   Reply With Quote
Old 22-07-09, 05:13   #22
Nolaan
Guest
 
Postów: n/a
Łał... To jest naprawdę dobre. Szacunek.
  Reply With Quote
Old 22-07-09, 08:22   #23
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Dziękuję pięknie, Misiaczki. Wrzucam kolejną część, taką spokojną, żeby nie było, żem za ostra

Trójkąty są nie tylko na Bermudach...

Byłam wtedy daleka od rozwiązywania problemów. Moje życie stało się zbyt skomplikowane i infantylnie liczyłam, że sytuacja sama się rozładuje. Unikałam wszystkiego, co łączyło się z poniesieniem konsekwencji mojego szczeniackiego zachowania – nie odbierałam telefonów, rzadko bywałam w domu... Dobrze, że ciągle trwały wakacje, w innym wypadku pewnie zawaliłabym też szkołę, bo tam łatwo można było mnie znaleźć. Zwiedzałam za to masę wystaw, chodziłam na przedstawienia i wyświetlanie filmów „pod chmurką”, zapełniałam sobie każdą wolną chwilę czasu, żeby nie myśleć, nie spotykać się... Byłam okropną dziewczyną – i to nie dla jednego faceta.
Niejednokrotnie spotykałam znajomych, ale udawało mi się skrzętnie omijać temat mojego życia osobistego. Na jednej z tych letnich inicjatyw spotkałam kolegę, którego nie widziałam już dwa lata. Był absolwentem mojego liceum, nieraz rozmawialiśmy na korytarzu i widziałam, że patrzy na mnie w ten sposób, który cec***e wszystkich zbyt ostro fantazjujących – zbyt długo jego wzrok zatrzymywał się na moich piersiach czy pośladkach, oblizywał nerwowo usta podczas rozmowy, próbował stawać coraz bliżej i bliżej... I te słodkie maślane oczka. Był takim typem aniołkowatego mężczyzny – z blond kręconymi włoskami dookoła lekko pucołowatej twarzy, dlatego też dalej będę nazywać go Aniołkiem. Podobał mi się, to jasne, bo w każdym mężczyźnie potrafię dostrzec coś interesującego, ale wtedy do mojej szkoły chodził jeszcze Rycerz, to już byłaby przesada...
Spotkałam go w grupie jego znajomych, głównie kobiet. Wszystkie były tak samo głośne i gadatliwe, jak to kobiety, nie zwracałam więc na nie szczególnej uwagi. Na pomysł wspólnego piwka zareagowały tylko dwie z nich i w takim właśnie niewielkim, zdominowanym przez kobiety towarzystwie udaliśmy się do pobliskiego pubu.
Skromna była... skromna. To taka kobieta, o której na pierwszy rzut oka można powiedzieć, że jest dziewicą. Była w wieku mojego kolegi, starsza ode mnie o dwa lata z kawałkiem – ja niemal 17, ona 19. Nic szczególnego, jedna z dziewcząt o miłym uśmiechu i nieśmiałym spojrzeniu, jakich mija się na ulicy setki nawet nie zauważając.
Diablica... taki mały szatan w skórze młodziutkiej dziewczyny. Mogła lub nie mogła mieć już 15 lat, ale nie interesowało to nikogo. Była pyskata i gadatliwa, patrząc na nią widziałam siebie w moich najgłupszych chwilach. Wiedziałam, że świetnie się bawi w towarzystwie starszych od siebie osób. Podobała mi się – takie żywe srebro, śmiejąca się, odrobinę bezczelna, pewna siebie. Patrząc na nią wiedziałam, że będzie przechodzić te same rozterki, co ja, że chociaż zawsze będzie się świetnie bawić, to długo nie będzie w stanie zbudować normalnego związku – właśnie przez tę zabawę. We dwie zdominowałyśmy rozmowę, szybko sprowadzając ją na dwuznaczne tereny pozornie nieśmiałych wyznań, uchylając delikatnie drzwi prowadzące do naszych najdzikszych fantazji...
Skromna i Anioł patrzyli na nas zdumieni, nie nadążając za naszą śmiałością. Gra póki co toczyła się między mną a Diablicą, co mogło być stawką? Postanowiłam przekornie temu naiwnemu chłopcu pokazać, co się dzieje. Nachyliłam się do jego ucha, gdy dziewczyny oddaliły się celem kupna kolejnej kolejki piwa i wyszeptałam:
-Idę o zakład, że będę się z nią całować wcześniej niż Ty.
Spojrzał na mnie zdumiony, a ja tylko uśmiechałam się wyzywająco, świadoma, że piłka jest już w grze, że teraz może stać się wszystko...
Podjął wyzwanie. Widziałam, jak zaczął się przybliżać do Diablicy, jak jego ręka próbowała ją objąć, błądząc po tym słodkim wcięciu w pasie, gdzie skóra młodych dziewczyn jest tak delikatna... Skromna jedynie obserwowała nasze poczynania, bacznie słuchała słów, a choć alkohol krążył żywo także w jej żyłach, nie podejmowała prób dołączenia do zabawy, a i my jej nie naciskaliśmy.
Kiedy zamykano pub zdecydowaliśmy o kupnie dwóch win i udaniu się do parku celem ich konsumpcji. Nasza wesoła gromadka dotoczyła się do jakiejś ławeczki otoczonej grupką krzaków, ale ponieważ piwo ma swoje prawa – zanim zaczęliśmy winobranie najpierw zrobiliśmy na nie dość miejsca w pęcherzach
Anioł i ja patrzyliśmy, jak Diablica chichocząc znika za murkiem i spojrzeliśmy porozumiewawczo na siebie. Wszyscy byliśmy równo wstawieni, gra stawała się coraz bardziej agresywna i wiedziałam, że aby wygrać, trzeba być zdecydowanym. Leniwym ruchem wstałam z ławki, przeciągnęłam się i kołysząc biodrami – bo przecież tak dobrze wiedziałam, że Anioł patrzy za mną – udałam się w kierunku tego murka, za którym znikła Diablica. Minęłyśmy się tuż przy tej ceglastej ścianie, moja ręka samoistnie powędrowała do jej pasa, obejmując, przyciągając, ponaglając... Była niższa i drobniejsza niż ja, nie wiem więc, czy nie stawiała oporu, czy po prostu ja go zdusiłam.
Śmieszne, ale nawet nie pamiętam już, jak smakowały jej wargi. Pamiętam tylko triumf, jaki mnie ogarnął, gdy wirującym szaleńczo językiem penetrowałam jej usta z dziecięcą myślą „Pierwsza, pierwsza!”. Trzymałam ją mocno, pewnie, przyciskałam do siebie, by wyczuć twardość młodzieńczych piersi, by poczuć, jak jej ciało chętnie reaguje na moje brutalne i szybkie pieszczoty. Odsunęłam tę wariatkę od siebie szybkim ruchem, gdy tylko poczułam pierwsze oznaki świadomości w jej ruchach i uśmiechając się pchnęłam ją lekko w kierunku ławki, świadoma wpatrzonych w nas dwóch par oczu.
Kiedy chwilę później wracałam zza murku, widziałam już, że obudziłam zachłanność Diablicy. Siedziała okrakiem na Aniele i wręcz pożerała jego usta. Skromna siedziała tuż obok nich, obserwując wszystko w napięciu i przez ułamek sekundy zrobiło mi się jej żal. Tylko przez chwilę, bo przecież widziałam po jej przyśpieszonym oddechu i sutkach sterczących w świetle latarni, że jej także się to podoba... Podeszłam do pogrążonej w pocałunku pary i nie pozwalając im na nacieszenie się sobą dość mocno chwyciłam Diablicę za włosy, odchylając jej głowę do tyłu. Spojrzałam prosto w zamglone oczy zaskoczonego Anioła i wyszeptałam:
-Ona jest moja, słodziutki.
I kontrolując łapczywość szarpiącego się Diablątka złożyłam na jej ustach kolejny pocałunek. Tym razem nieco delikatniejszy, powoli odznaczający się na ustach, zdobywający je, by po chwili walki osiągnąć porozumienie z malutkim, wijącym się języczkiem...
Przerwałam dopiero, gdy usłyszałam chrapliwy głos Anioła:
-Zostaw mi ją. Nie dam rady z Wami obydwiema, a na Ciebie już za późno, wiesz to. Zostaw mi ją.
Puściłam więc głowę tej słodkiej, małej, nierozumnej istotki, która westchnęła lekko i skuliła się w najbliższych jej objęciach, dysząc lekko. Złożyłam delikatny pocałunek na ustach mężczyzny o kręconych włosach, skinęłam głową Skromnej o błyszczących podnieceniem oczach, odwróciłam się i po prostu odeszłam.

Bo to ja wygrałam.
Wiecie, że przyznał się potem, że to Skromna mu się podobała? A z Diablicą nie utrzymywał już więcej kontaktów. Tak właśnie niszczy się ludzi i ich pragnienia, budzi się do życia demony, wyśmiewa niewinność młodości, moi mili.


Zawiedzeni? :>
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Old 22-07-09, 16:49   #24
Nolaan
Guest
 
Postów: n/a
Nie bardzo Dalej czuć ten specyficzny klimat, warsztatowo jak zwykle klasa... A że opisów seksu mniej? I tak go czuć w powietrzu
  Reply With Quote
Old 22-07-09, 20:35   #25
daj_mi
SeksMistrz
 
Zarejestrowany: Feb 2009
Miasto: Warszawa
Postów: 4 353

Płeć: Kobieta
Ale do niczego nie doszło, byliśmy grzeczni jak malutkie aniołeczki
daj_mi jest offline   Reply With Quote
Odpowiedz
Wróć   FORUM EROTYCZNE - BEZTABU > BEZ TABU > Opowiadania erotyczne > Opowiadania Autorskie

Narzędzia wątku
Wygląd

Zasady Postowania
You may not post new threads
You may not post replies
You may not post attachments
You may not edit your posts

BB code is On
UśmieszkiOn
[IMG] kod jest On
HTML kod jest Off

Skocz do forum

--


Powered by vBulletin®
Copyright ©2000 - 2017, Jelsoft Enterprises Ltd.
Czasy w strefie GMT +1. Teraz jest 13:56.
   Archiwum