PDA

View Full Version : Historie Ponurego Grzybiarza


ponurygrzyb
16-03-07, 18:25
Witam.
Oto opowiadanie, które napisałęm dzisiaj. Dosyć luźno oparłem się na przygodach z przed paru lat.

Częsc I.
---------------------------------
- Głupi zdziadziały palant – rzuciła Gabi przez ramie w kierunku zamykających się drzwi do pokoju. Była naprawdę wściekła. Planowali te wczasy od roku. Stawała na głowie, żeby tylko zarezerwować w miarę tanie kwatery właśnie tutaj w Mrzeżynie. Spędzili jedenaście godzin tłukąc się zatłoczonym pociągiem. I gdy wreszcie dotarli na miejsce, pierwsze co zrobiła to zaciągnęła go na plażę – Patrz, na to – złożyła razem ręce i wpatrywała się z podziwem na atakujący plażę Bałtyk.
- No morze, wody dużo. No i sinice – skwitował, najwyraźniej z umiarkowanym entuzjazmem.
To wszystko? Tyle właśnie miał do powiedzenia na temat tego morza. Romantyk psia jego mać.

Gabi uwielbiała morze, większość wakacji swego dzieciństwa spędziła właśnie nad Bałtykiem, czuła z nim jakąś metafizyczną niemal więź, no przynajmniej tak by to określiła, gdyby znała słowo „metafizyczny”. Ale nie to było najgorsze, że jej mąż nie doceniał uroku falujących mas wody. Najbardziej wyprowadzała ją z równowagi niechęć małżonka do leżenia na plaży. Na miłość Boską co może być lepszego w życiu niż pięć lub sześć godzin wylegiwania się na piasku i oddawania swej skóry na żer słońcu. Jak śpiewał artysta kobiety lubią brąz. A czego jak czego to Gabi kobiecości nie można było odmówić. Była stuprocentową blondynką, burza włosów spływała na opalone ramiona, duże kształtne piersi opinał staniczek od bikini. W talii przewiązała się koronkowym szalem, a to z powodu swoich kompleksów dotyczących wielkiej, w jej mniemaniu, pupy. Wcale nie była wielka, miała po prostu kobiecy kształt i jędrność. A to nie jest coś co można zobaczyć wśród modelek naszych czasów. Kompleksów Gabrysi nie zmniejszało nawet to, że co rusz słyszała od przedstawicieli płci przeciwnej wyłącznie komplementy pod adresem swego siedzonka. Pod wspomnianym szalem miała na sobie tylko różowe majteczki od bikini.

Zbiegała teraz ze schodów, przed wyjściem spakowała torbę plażową. Niech on sobie tam czyta te durną książkę, ja idę na plażę – postanowiła.

Wybiegła z domu, w którym wynajmowali pokój. Tuż za drzwiami zaczynała się letnia infrastruktura Mrzeżyna. Bary ze śmierdzącymi kebabami, pieczoną kiełbasą i odrażającymi stadami kurcząt kręcących się na grillu w takt potwornej kakofonii rytmów disco polo serwowanych przez każdy ze wspomnianych przybytków osobno. Co sprawiało wrażenie konkursu pod tytułem „nikt nie jest bardziej wieśniacki niż My”. Każdy szanujący się bar miał ogródek, który był przedłużeniem potwornych atrakcji przezeń serwowanych. W ogródkach, bez przerwy właściwie siedziało podchmielone towarzystwo, składające się z przyjezdnych tatuśków i mamuśków wraz ze swymi rozwrzeszczanymi bachorami. Porzucali swe wielkomiejskie maniery i oddawali się radosnej konsumpcji niedopieczonego mięcha w akompaniamencie prostackiego bum cyk cyk.

Wszystko to nagle zaatakowało zmysły Gabi. Jej skołatane świeżą kłótnią z mężem nerwy domagały się natychmiastowej kuracji. Ominęła najbardziej śmierdzące bary i w drodze na plażę kupiła w małym sklepiku cztery piwa. Dokładnie „warki strong”, które to ostatnio zdobyły sobie jej uznanie na wybrzeżu. Zaopatrzona ruszyła jedną z wąskich uliczek na plażę, było samo południe.

Najlepszy czas na opalanie – pomyślała, idąc na pobliską plaże razem z niemałym tłumem turystów.

Gdy asfaltowa droga dobiegła swego końca, wystarczyło przejść przez rzadki nadmorski niby-lasek wysokich iglastych drzew. Nigdy nie opanowała sztuki rozróżniania czy to są sosny, świerki czy co tam jeszcze. Ale miały szyszki, tego była akurat całkowicie świadoma, zwłaszcza że co chwile jakaś złośliwie wtaczała się pod jej stopę. Nienawidziła tego odcinka trasy. Ale jeszcze tylko wystarczyło minąć śmierdzący na odległość wychodek dla plażowiczów i jej oczom ukazała się upragniona plaża.

Oraz miliard, tak na pierwszy rzut oka, plażowiczów. Zajmowali każdy metr kwadratowy plaży. Wolne miejsca pozostawały wolne tylko dlatego, że w nich właśnie organizowano podręczne składy kubków po piwie, papierków po lodach, tacek z resztkami musztardy, oraz każdego innego paskudztwa, po zeżarciu którego zostają jakiekolwiek odpady.

Fuknęła ze złością. Najwyraźniej wszystko co złe i niedobre połączyło siły z wszystkim co śmierdzi i irytuje. Tylko po to by zrujnować jej wymarzony wypoczynek! - jeszcze chwilka a dostane migreny, muszę się ratować! - powiedziała sama do siebie.

Po lewej stronie, to znaczy na zachodzie, całkiem niedaleko widniał jakiś port lub przystań. Nic w zasięgu jej obecnych zainteresowań. Spojrzała w prawo, plaża ciągnęła się chyba w nieskończoność . Jednak już po kilkuset metrach, pstrokata turystyczna menażeria zdecydowanie się przerzedzała, po czym w odległości około kilometra plaża była cudownie wyludniona.

- I to jest to – pomyślała – tylko ja, słoneczko i piwko.

Zeszła niżej na plażę w kierunku morza, postanowiła iść samym brzegiem. Były ku temu dwa powody. Po pierwsze uwielbiała uczucie piasku wymywanego spod jej stóp przez takie małe fale. Po drugie, zauważyła że pomiędzy plażowiczami kręcą się faceci z wykrywaczami min. Ostatnie czego jej dzisiaj trzeba było to wdepnąć na minę, to zdecydowanie przyprawiło by ją o migrenę.

Spacerując tak w kierunku upatrzonego wcześniej kawałka plaży, minęła wielki namiot wykonany właściwie z reklam piwa Warka. Na środku namiotu widniał napis „STRONGMAN”, a wśród okolicznej populacji samców dominowali wyjątkowo umięśnieni osobnicy.
oho, co za banda głupoli – powiedziała i uśmiechnęła się pod nosem. Zupełnie nie rozumiała, po co mężczyźni doprowadzali swoje ciało do takiego stanu. Muskulatura, no to zrozumiałe, facet powinien mieć mięśnie. Ale nie same mięśnie, a jak głosiła obiegowa opinia, żeby mieć takie mięśnie trzeba łykać jakiś tam steryd, a on ten steryd rozpuszcza mózg. - o proszę, oto największy głupek w okolicy – pomyślała na widok wielkiego faceta przewracającego z trudem oponę od traktora. - po pierwsze tu nie ma traktora, głąbie. A po drugie gdybyś ją toczył to może prędzej byś jakiś traktor dogonił – zrugała go w myślach.

Jednak cały czas na jej ustach gościł słaby uśmiech, wywołany poczuciem wyższości intelektualnej. Mijała właśnie stojących obok siebie trzech olbrzymów. Dostrzegli ją i zareagowali zgodnie z instrukcją obsługi większości nowoczesnych młodych kobiet, zaludniających betonowe dżungle naszej ojczyzny.

Największy z nich, zrobił krok w kierunku morza i stanął na drodze Gabi, uśmiechnął się do niej promiennie i rozłożył szeroko ramiona, tak jakby chciał ją złapać.

-Cześć blondyna! - powiedział Casanova i puścił jej „oko”. Właściwie to usiłował puścić, albowiem to oko nie mogło się oderwać od ciasno opiętego strojem kąpielowym biustu. Biustu, który wraz z jego właścicielką zatrzymał się tuż przed nim. - może się chcesz poopalać, z nami? - Tą pointą zakończył pierwszy, a możliwe, że jedyny etap swych zalotów. W słowie poopalać starał się zawrzeć wszystkie przychodzące mu do głowy seksualne insynuacje, co zaowocowało tym, że właściwie je wysylabizował .

Jednocześnie dwaj pozostali, niczym nagonka stanęli po bokach Gabi i chóralnie zarechotali. Najwyraźniej ich „wódz” dał popis wysokiej klasy „nawijki” i teraz tylko czekać, aż „lachon” padnie przed nim na kolana. Dosłownie i w przenośni.

- To co będzie małolata? - domagał się odpowiedzi „wódz”.

Gabi na końcu języka miała przygotowaną odpowiedź, której używała w podobnych sytuacjach. Odpowiedź ta miała negatywny wydźwięk oraz zawierała kilka opinii na temat prowadzenia się przodków, a zwłaszcza matki swego rozmówcy. Ale nie spodziewała się, że jako trzydziestoletnia kobieta zastanie określona mianem małolaty. I co to było, komplement czy mięśniak jest głupszy niż opony, które zwykł toczyć? Postanowiła trochę łagodniej, go potraktować.

- Wy już chłopcy macie dosyć słoneczka. I polecam nosić czapeczki na główkach. - Jednocześnie, zgrabnie ominęła łysego zawalidrogę i kręcąc pupą ruszyła przed siebie. - te czapeczki ochronią przed słoneczkiem główeczki – rzuciła na odchodne.

Strongmeni nie kontynuowali zalotów, stali jak wryci. Prawdopodobnie analizowali treść odpowiedzi „lachona”. - Czapeczki, na główeczki – myśleli – słoneczko szkodzi?

- Ty, Paluch. O co dupci chodziło? - zapytał najniższy. I spojrzał na „wodza”.

Wódz podrapał się po łysej głowie. Jego wzrok dalej podążał zawieszony na poruszającym się na boki tyłeczku Gabi.

- E! Paluch! To zarwaliśmy czy nie?! - domagał się odpowiedzi ciekawski.
- Nie. Znaczy tak. - zdecydował Paluch.
- He!? - obaj spojrzeli na wodza z niedowierzaniem malującym im się na gębach.
- Co ty Paluch pitolisz, że tak jak nie!? - domagał się wyjaśnień mniejszy.
- Gówno wiecie o laseczkach i tyle – Paluch spojrzał na obu z góry ukazując im swą wyższość pod względem fizycznym i przemówił – Lalka powiedziała, że spoko, bedzie akcja tylko mamy mieć czapki.
- Ccco zza kkkretynka – wydukał milczący dotychczas łysol
- Sam jesteś kretynka Cichy – Paluch przypomniał mu jego miejsce w paczce – mówiłem żeby zabrać czapki, to ****a że nie, bo jak buce wyglądamy. Jąkało pieprzony. - twarz Palucha przybrała bordowy odcień i zrobiła się jakby bardziej okrągła niż zwykle.
- Ddobra, tto zapp********aam po czaapki – Cichy w lot pojął aluzję, odwrócił się na pięcie i wzbijając za sobą fontanny piachu popędził w kierunku wyjścia z plaży.
- I co teraz Paluch?
- Poczekamy aż ten palant wróci z czapkami i znajdziemy te napaloną laskę.
- No i gra. Ty patrz opona jest wolna! – krzyknął kompan Palucha i pocwałował do porzuconej na piasku opony od ciągnika. Paluch podążył za nim.

ponurygrzyb
16-03-07, 18:25
czesc II.
------------
Gabi szła przed siebie nie oglądając się na pozostawionych samym sobie mięśniaków. Cały czas zalotnie kręciła pupcią.

- Po co ja tak kręcę tym tyłkiem i tak już pewnie zaczęli bawić się jakąś oponą – pomyślała i obejrzała się za siebie – jakbym zgadła – stwierdziła. Dwu głąbów właśnie dopadało samotnie leżącej opony, a ten trzeci zwiewał z plaży, aż się za nim kurzyło.

Dalej myślała o tym jak ją ten łysy nazwał. Małolata. A to dobre, nikt tak do niej nie mówił od jakichś dziesięciu lat.
Wspominając stare dobre czasy gdy jeszcze małolatą była, Gabi przeszła na tyle daleko, że gdy spojrzała w tył zobaczyła, że masa turystów zmieniła się w małe kolorowe plamki na odległej plaży.

Przed nią piasek też był bezludny.

Wygląda na to, że znalazłam swoje miejsce na świecie – powiedziała pod nosem.

W tym miejscu z jakichś przyczyn wydmy znajdowały się najbliżej brzegu. Gabi podeszła do jednej z nich. Spad wydmy był wklęsły w stosunku do reszty wydmy. Dzięki czemu nikt ani z lewej ani z prawej strony plaży nie będzie mógł zobaczyć jej gdy się rozłoży u podstawy tej wydmy.

Rzuciła na ziemię torbę plażową i wyciągnęła z niej mały kraciasty kocyk, dwa ręczniki, olejek do opalania, balsam do opalania, emulsje do opalania, krem do opalania, odżywkę do włosów i jeszcze jeden olejek do opalania, który miał co prawda takie same właściwości jak ten pierwszy, ale tak bosko wyglądał na półce w sklepie, że po prostu musiała go mieć.

Rozłożyła kocyk, uklękła na nim i wybrała olejek. Wylała pokaźną porcję z buteleczki wprost na uda i zaczęła rozprowadzać go po skórze. Wtarła olejek w nogi, brzuch, ramiona, ręce i twarz. Usiadła i wyciągnęła z torby piwo. Psst, przyłożyła puszkę do ust i w jej gardło wlał się chłodny złoty płyn. Koił nerwy i sprawiał, że wszystkie problemy wydawały się nieistotne. Była tylko ona i morze przed nią a słońce nad nią. A po bokach góry piachu. Dalej świat nie istniał.

Założyła ciemne okulary i sięgnęła do torby po książkę „Smak świeżych malin” i oddała się lekturze sącząc jednocześnie piwo.

Każdy zna tą zasadę. Piwo i słońce to jest mieszanka o subtelności nitrogliceryny. Kilka rozdziałów i piw później Gabi poczuła, że za moment zapadnie w sen. A to było nie do pomyślenia. Nie dlatego, że bała się oparzeń słonecznych. To kłóciło się po prostu z regułami rządzącymi prawidłowym „smażeniem się”, czyli opalaniem. Jak niby będzie mogła kontrolować czy słońce „smaży” równo „przody” jak i „tyły”. Czas na kąpiel.

Odłożyła na bok książkę i okulary. Wstała z koca i świat zawirował.

- O jeju! - powiedziała i chwyciła się za głowę aby zatrzymać wirującą plażę i morze.

Spojrzała pod nogi. Na piachu leżały trzy puste puszki po piwie. Zaśmiała się – no to dałam czadu, tylko kąpiel mnie ratuje, bo za chwile nie dam rady wrócić do domku – pomyślała.

Szybkim ruchem rozwiązała supełek spinający obie części staniczka, materiał opadł na piasek a w ślad za biustonoszem powędrowały majteczki. Stałą teraz nago, na pustej plaży. Przed nią Bałtyk czekał by wziąć jej nagie ciało w objęcia swych falujących chłodnych ramion. Podeszła do brzegu. Tutaj nie osłaniały jej granie wydmy i lekka bryza owiewała jej nagie rozgrzane ciało. Bardzo podobało jej się to uczucie. Mokry od słonej wody wiatr wciskał się pomiędzy jej pośladki, buszował w równo przystrzyżonych blond włoskach łonowych i masował delikatnymi muśnięciami chłodnej wilgoci jej nagie piersi.

Weszła głębiej do wody – Bierz mnie – szepnęła, opadając na najbliższą falę.

Chłodne wody morza zamknęły się nad nią, gdy zanurkowała.- O tak, wszystkie muszelki uwielbiają morze – pomyślała gdy słona woda znalazła sobie drogę do jej muszelki. Czuła cudowny chłód i jednocześnie ciepło w kroczu.

Niestety ta pełna erotyzmu chwila skończyła się gdy płuca zaczęły domagać się tlenu. Odbiła się mocno od dna i wystrzeliła nad powierzchnię. Morze w tym miejscu nie było głębokie, woda sięgała jej do piersi, cudownie nimi kołysząc.

Gabi popłynęła do brzegu żabką. Bałtyk, Bałtykiem, a słońcu też należy się kęs jej ciała. Wyszła na brzeg i ruszyła do swego legowiska.

Legowiska, którego już nie było.

- Co to ma znaczyć! - wrzasnęła. Podbiegła do miejsca, gdzie jeszcze przed chwilą zostawiła wszystkie swoje rzeczy. Teraz w tym miejscu był tylko wygnieciony piach, w który wbita była jedyna pozostała puszka z piwem.

Kto tu jest! - krzyknęła rozglądając się dookoła. Jednak nikogo nie widziała. Tylko morze, wydma i jakieś krzaki na jej szczycie. - Oddawaj moje rzeczy! Złodzieju! - żadnej reakcji, tylko szum morza.

Stała nago, sama na plaży. Jej torba, ręczniki, kocyk i wszystkie cenne balsamy do opalania zniknęły. Złodziej zostawił tylko puszkę z piwem. Co dosyć dziwne, puste puszki też zostały skradzione.

- Co za pazerny s****iel - powiedziała – i dodatkowo abstynent, a podobno każdy złodziej to pijak – pomyślała spoglądając na zostawioną puszkę z piwem.

Nie miała nic w co mogłaby się wytrzeć po kąpieli, krople słonej wody spływały cienkimi strumyczkami po jej skórze i wsiąkały w piasek. Poczuła dreszcze, a całe ciało pokryło się gęsią skórką. Było jej chłodno ale jednocześnie znajdowała jakąś perwersyjną przyjemność w tej sytuacji.
Jako, że siadanie gołą pupą na piachu wcale jej się nie podobało kucnęła aby uchronić się od wiatru.

-I co ja teraz zrobię – zaczęła zastanawiać się jak wrócić do domu, unikając jednocześnie kontaktu z cywilizacją. Jedyne co jej przyszło do głowy to poczekać , aż cały tłum na plaży się rozejdzie i wszyscy turyści pójdą spać. - Jasne, genialna jesteś! - zrugała w myślach sama siebie. - Tu nikt nie pójdzie spać przed piątą nad ranem. Zdaje się, że do tego czasu zamieszkam w okolicznych lasach. - uśmiechnęła się do swoich myśli. Przez chwilę poczuła się niczym Robinson Cruzoe na bezludnej wyspie.

Ale tylko przez chwilę.

Tok jej rozmyślań przerwały głosy dobiegające zza wydmy. Głosy były znajome i zbliżały się.

- Dobra Paluch, czyli resumując. Czapeczki zakładamy dopiero jak znajdziemy te lalkę?
- ****a, Wonski ja nie rozumiem, czy ty jesteś taki głupi od urodzenia, czy jakieś lekcje bierzesz?. Trzeci raz ci powtarzam, że nie założę tego gówna na głowę tam gdzie ktoś mnie zobaczy. A zwłaszcza Bazyl. Bo się później będzie na********ł ze mnie.
- Dobra spoko, tylko pytam bo Cichy już założył – usprawiedliwiał się Wonski.
- Bo to debil. A teraz morda i rozglądać się za tą dupeczką. Gdzieś tu musi być. Przecież do Szwecji nie popłynęła. He he he – zakończył dyskusję Paluch
- He he he – zgodzili się z nim kompani.


Panika. Tak to było dobre słowo dla określenia stanu w jaki wpadła Gabi, gdy przypomniała sobie te głosy. Trzech neandertalczyków na sterydzie za chwile wyjdzie z za wydmy. Zobaczą ją nagą, samotną i z puszką piwa. To zdecydowanie nie skłoni ich do dłuższych refleksji i nie trzeba być geniuszem, aby domyślić się co z nią zrobią.
Rozejrzała się raz jeszcze. Po prawej stronie miała długi odcinek pustej plaży. - Nie ucieknę, zobaczą i dogonią – pomyślała szybko – za sobą miała szczyt wydmę i gęste krzaki, porastające jej szczyt.

Nie zastanawiała się długo. Złapała puszkę z piwem i popędziła w kierunku krzaków.
Wbieganie na stromą wydmę wcale nie jest łatwe, tak więc większość drogi przebiegła na czworaka, nie patrząc przed siebie. Dopadła szczytu, i dała susa w krzaki.

Zdążyła w ostatniej chwili. Na jej kawałek plaży właził właśnie świński tercet. Na czworaka podeszła do brzegu wydmy, cały czas schowana w krzakach. Serce waliło jej jak młot.

- O Boże, żeby tylko mnie nie zobaczyli – wyszeptała. A gdy zobaczyła, że największy z nich rozgląda się po szczytach wydm, cofnęła się. Niezbyt jednak daleko. Jej naga pupa napotkała przeszkodę. Pień krzaka. Naparła na niego, nie chcąc być zauważoną z plaży.

Trzech mężczyzn na plaży zainteresowało się śladami na piasku.

O tym nie pomyślała. Przecież zostawiła za sobą ślady prowadzące dokładnie do jej kryjówki!

Przerażona naparła mocniej na pień stojący za nią, by jak najlepiej ukryć się w krzaku. Pień natomiast, zrobił coś czego pnie nie zwykły robić. Odsunął się. Ale to nie wszystko. Twardy pień został szybko zastąpiony, ciepłym wilgotnym językiem. Język nie tracił czasu. Wepchnął się w rowek wypiętego tyłeczka i rozpoczął powolny taniec.

- Oh - Westchnęła. To co właśnie działo się z jej pupą było zupełnie nieoczekiwane.
Język tymczasem, zaczął zataczać co raz ciaśniejsze kręgi dookoła jej szparki, aż w końcu zaczął torować sobie drogę do jej wnętrza. Na pomoc językowi przyszła para dłoni, które delikatnie rozchyliły jej pośladki. Teraz przed językiem nie było już żadnych przeszkód. Wargi rozchyliły się dopuszczając intruza do jej skarbów.

Dłonie Gabi zacisnęły się na piasku. Trzech drabów na dole powoli zaczęło iść jej śladem. Strach mieszał się z podnieceniem. Język penetrujący zakamarki cipki doprowadzał niemal do szaleństwa. Całą ta sytuacja była zupełnie pokręcona, ale niesamowicie podniecająca.

- Idą tutaj. - Szepnęła. Sytuacja skłaniała do kompromisu. Z jednej strony trzech łysoli a z tyłu właściciel języka. To nie był wybór, nad którym mogła długo deliberować – Proszę, pomóż mi. Oni zaraz tu będą – powiedziała cicho

Język jeszcze raz prześlizgnął się po jej łechtaczce i zniknął. A po sekundzie przemówił.
- Jeżeli ich przepłoszę, obiecuje Pani zostać w tej pozycji jeszcze chwilkę? - zapytał męski, miękki głos.
- Zostanę tak ile będziesz chciał! Tylko zrób coś z nimi! - Szepnęła, zadowolona że język mówił męskim głosem.
-Niech się Pani położy płasko na piasku.

Gdy tylko położyła się na brzuchu, cały krzak wstał i krzyknął.
- Ej wy tam na plaży – Trzech osiłków spojrzało na gadający krzak na szczycie wydmy.
- O kk****a! - ocenił sytuację jeden z nich.
- Ktoś ty! - Paluch nie tracił przytomności umysłu.
- Ornitolog! - I dobrze wam radzę zejdźcie z tego kawałka plaży.
- No bo co? - Zapytał największy

Krzak podniósł do góry prawą rękę, w której trzymał jakiś pokaźnych rozmiarów przedmiot. Miało to wielką grubą lufę i trzy wystające cienkie nogi.

- Wiecie co to jest? - Zapytał. I nie czekając na odpowiedź kontynuował – To jest pułapka na ptaka, rozstawiłem takich kilka tu właśnie na plaży, jak który w to wdepnie to przebije stopę na wylot. - mężczyźni zaczęli uważnie patrzeć pod nogi. Krzak kontynuował. - Poza tym płoszycie mi ptaki. Tam dalej – to mówiąc wskazał ręką w kierunku pustej plaży – opalała się goła baba.
No to ich ruszyło.
- Dzięki gościu – rzucił na odchodne największy i wszyscy trzej zaczęli oddalać się we wskazanym kierunku. Jednocześnie uważnie patrzyli pod nogi. W końcu nikt nie chce wdepnąć na pułapkę na ptaka, zwłaszcza na taką przebijającą stopę.

Gabi leżała plackiem na piasku i obserwowała sytuację. Gdy mężczyźni oddalili się kawałek, krzak powrócił na swoje miejsce. Usłyszała cichy dźwięk rozpinanego rozporka. Uniosła się na łokciach i stanęła na czworaka, tak jak obiecała przed chwilą.

Na swojej pupie poczuła znajomą parę rąk, a na wargach jej muszelki zupełnie nieznajomego penisa. Ręce rozchyliły pośladki a palce jednej z nich delikatnie rozchyliły wargi sromowe. Penis powoli zaczął zagłębiać się w Gabi. Nie był to jakiś gigant, jakie ogląda się tylko w filmach porno. Ale był w sam raz.

Wślizgnął się w nią bez trudu, była już wilgotna po niespodziewanej grze wstępnej. Powoli, bez pośpiechu zaczął się w niej poruszać. Jednocześnie na plecach poczuła dłonie nieznajomego. Jego członek w jednostajnym powolnym rytmie poruszał się w niej, a ręce wędrowały po całym ciele. Najpierw po plecach od pupy do ramion, następnie zjechały po bokach ciała, chwyciły kołyszące się piersi i zaczęły delikatnie ugniatać.
Było jej naprawdę cudownie, rozkosz pulsowała w lędźwiach. Piersi, początkowo delikatnie szorujące sutkami ciepłym piasku, teraz nakryte były delikatnymi dłońmi. Przed nią powoli i w jednostajnym rytmie falowało morze, a za nią w równie powolnym tempie obcy facet dostarczał jej niezapomnianych przeżyć.

Miała wrażenie, że las dokańcza to co morze rozpoczęło. Jeszcze nigdy nie było jej tak dobrze. Jej ciałem, targnął znajomy dreszcz. Przymknęła oczy i pragnęła, by ten stan trwał wiecznie. Nieznajomy nie spieszył się wcale, choć musiał przecież poczuć jej skurcze na swoim członku.

- Co on planuje – zastanawiała się.

Poczuła, że członek powoli wysunął się z jej szparki, która zamknęła się za nim z cichutkim radosnym mlaśnięciem. Lecz po sekundzie znów poczuła jego penisa. Tym razem przyłożonego do jej pupy.

- O nie! Na takie zabawy sobie nie pozwolę – Powiedziała stanowczo. Jednocześnie odsunęła pupę tak, że członek stracił kontakt z jej dziurką.
-Obiecuje być bardzo delikatny – powiedział obcy – oddam Pani swoje ubranie, będzie Pani mogła wrócić do domu! Te draby będą tu wracać, lepiej wtedy być w domu.

- Dobrze, pozwolę ci na troszkę, ale delikatnie, powoli i nie głęboko – zgodziła się.
- Obiecuję – szepnął.

Wypięty tyłeczek powrócił na miejsce. Gabi zacisnęła zęby na dolnej wardze i czekała na to co nieznajomy miał jej zrobić. Poczuła główkę penisa dotykającą ciasnej dziurki.

- Proszę, rozluźnij pupę i wpuść go – szepnął mężczyzna.

Gabrysia poczuła jak penis napiera na jej odbyt. Starała się jak najbardziej rozluźnić. Nieznajomy, zgodnie z obietnica, powoli napierał na oddany mu tyłeczek. Gdy końcówka jego narzędzia zniknęła objęta ciasną pupą, Gabrysia syknęła z bólu. Mężczyzna zatrzymał penisa w tej pozycji i nie starał się na siłę wepchnąć głębiej. Dłońmi delikatnie masował ciało swojej kochanki. Głaskał jej plecy, pupę, objął piersi i delikatnie podszczypywał sutki.

-Mogę jeszcze troszkę? - zapytał.
-Ale powolutku. Proszę. Nie zrób mi krzywdy – Nie czuła już teraz żadnego bólu, tylko uczucie wypełnienia.
-Nie zrobie – powiedział i znów naparł na wystawiony mu tyłeczek.

Gabryśka poczuła jak członek zanurza się głębiej i głębiej. Nie towarzyszył temu żaden ból.
-O rany! Czy już cały? - zapytała z niedowierzaniem.
-Uhm – odparł jej kochanek. Najwyraźniej chwilowo cała krew odpłynęła mu z aparatu mowy do zupełnie innego aparatu.

Chwycił ją za pupę i zaczął poruszać się w przód i w tył. Wyzwolona od strachu, kobieta oddała się w objęcia podniecenia. Czuła, że nie można było jej mieć już bardziej. Tu na tej wydmie z tyłkiem wypchanym nieznajomym kutasem, poczuła się wolna i szczęśliwa.

Ruchy w jej pupie stały się tak szybkie, że aż sięgnęła do tyłu ręką. Musiała to poczuć. Dotknęła palcami swojej szparki. Była, wilgotna rozwarta i zadowolona. Przesunęła dłoń wyżej i koncami palców dotykała penisa, który zagłębiał się w niej z co raz większą siłą.

- Ohh, jest tam cały – pisnęła radośnie, gdy palce znalazły się pomiędzy jej otworkiem a jądrami nieznajomego.
- Taak – jęknął mężczyzna i Gabi poczuła znajome skurcze w swoim wnętrzu. Jeszcze sekunda i obcy wytrysnął w jej pupie, jednocześnie przyciągając ją do siebie tak mocno, że Gabi aż dech zaparło.
- O jej, czuje go chyba w żołądku – powiedziała, dumna z siebie.
- Chyba umrę na zawał – wysapał jej kochanek.
- Ani mi się waż. Wyciągnij go teraz z mojego tyłka, zostaw ubranie i zmykaj – rozkazała.

Poczuła, że penis powoli wycofuje się z niej. Proces ten zakończony został cichym PLUM i chłodny wiatr zawiał jej prosto w pupę. - Ale mnie rozciągnął – pomyślała.
Gabi nie zmieniała pozycji, czekając aż nieznajomy zrzuci ubranie i oddali się. Nie miała ochoty patrzeć mu w twarz. Wolała wersję z lasem.

Gdy dźwięki szamotaniny z tekstyliami zastąpił szum morza. Wstała powoli. Po jej udzie spływał powoli strumyczek spermy, która wylewała się z jej niedawno używanej pupy.
Kąpiel to było by to, ale wolała nie czekać na powrót trzech drabów, zbyt wiele musiała zapłacić za pozbycie się ich. No i nie wiadomo, czy w okolicy są jeszcze jacyś ornitolodzy, którzy ją uratują.
Założyła na siebie kurtkę khaki oraz spodnie szturmówki, które zostawił jej nieznajomy. Podniosła z piachu puszkę piwa.
-Przydasz się na drogę - powiedziała do niej i ruszyła w drogę powrotną do domu.

Gdy dotarła do wynajętej kwatery, było już ciemno. Miała nadzieje, że jej mąż już śpi. Otworzyła cicho drzwi i usłyszała chrapanie.
-Świetnie, zgodnie z planem – pomyślała.
Wślizgnęła się do pokoju najciszej jak umiała. Zdjęła w przedpokoju zdobyte ubranie i upchnęła je w swojej szufladzie. Pozbędzie się go jutro.
Nago weszła do łazienki. Czas na prysznic.
- Gabi to ty kotku? - dobiegł ją głos obudzonego małżonka
- Tak, ja. Byłam na piwie z Martą. Śpij – uspokoiła go.
- Jasne, śpię. Tylko nie świeć światła
- Ok, nie zaświecę – odparła i zamknęła drzwi do łazienki. - Uff udało się – odetchnęła z ulgą i odsunęła zasłonę prysznica.

W brodziku leżała jej torba plażowa, ręczniki, koc i trzy puste puszki po piwie...

Do ustawionego na środku plaży baru, podszedł ubrany w same slipy mężczyzna. Na barkach dźwigał aparat fotograficzny z olbrzymim obiektywem i statywem. Szedł wyjątkowo radosnym, pełnym energii krokiem a na jego twarzy gościł błogi uśmiech.
Zatrzymał się przy barze i skinął na barmana.
- Cześć Jasiu – rzucił barman – co tam słychać, znowu bawiłeś się z ptakami przebrany za krzak? – zażartował, jednocześnie podając piwo.
- No coś w tym stylu – odparł zagadnięty
- Mówię ci, zostaw ten aparat i porypany kostium krzako-mena. Załatwię ci robotę w barze, to może w końcu jakąś lale wyrwiesz, heheh
Jasiu popatrzył na barmana.
- Coś mi mówi, że lepiej będzie iść jutro na wydmy, w przebraniu krzaka – powiedział.

Uniósł do ust szklankę chłodnego piwa i uśmiechając się do własnych myśli podziwiał zachód słońca.

eroticon
17-03-07, 12:01
Brawo... :clap: :clap:
A dalszy ciąg...?
Czekam z niecierpliwością.

glizdziarz
17-03-07, 12:10
Ekstra Proszę o więcej.

Abegan
17-03-07, 12:36
No, no... majstersztyk!

evika
17-03-07, 12:56
To mi sie podobało..:D. Dodam,że jest to pierwsza rzecz tutaj, która mi sie podoba. Ciekawy pomysł, i dobry styl:)

Belleteyn
17-03-07, 13:06
Bardzo fajne, napisane ładną polszczyzną, super.

pawi100
17-03-07, 13:20
naprawde dobre.gratulacje

lawlessness
17-03-07, 17:55
Świetne!

truskawka
19-03-07, 16:34
A kontynuacja :D :P Świetne

anduk
20-03-07, 01:59
bardzo dobre :) tak trzymaj!

szymek_1234
20-03-07, 16:12
naprawde dobre opowiadanie:clap:
czekamy na reszte:cool::lol:

ponurygrzyb
20-03-07, 20:24
Od autora:

Dzieki za słowa uznania. Opowiadanie ma ciąg dalszy, a jakże. Toż życie potoczyło się dalej. Z naszych doswiadczeń mam materiału jeszcze na 5-6 opowiastek. Niektóre mocniejsze , niektóre słabsze.
Nie wszystko w nich wydarzyło się dokładnie tak jak to opisuje, no ale cóż licencia poetica.
Wkleję teraz drugie opowiadanie, chociaż chronologicznie ono powinno byc pierwsze.


***
Kochanie wracajmy już – powiedziała Gabi. Spojrzałem na nią przez do połowy opróżnioną szklankę piwa. Lekko kiwała się w przód i w tył. W moich palcach tlił się papieros, no właściwie już prawie kiep. Gabi i ja mieliśmy już nieźle „w głowach”. Do knajpy przyszliśmy około 18, spojżałem na zegarek – o rzesz, racja juz pierwsza. Dobra zbieramy się. Zgasiłem papierosa i z pewnym trudem wstałem od stolika. Knajpa była już niemal pusta i prawdę mówiąc gdzieś zaginęło mi przejście pomiędzy zabawą i zaangażowanymi rozmowami o polityce, które byłem pewny prowadziłem jeszcze sekundę temu z ... no z kimś, a tępym wpatrywaniem się w szklankę piwa.

Ubrałem kurtkę, następnie wziąłem płaszczyk mojej żony i postanowiłem być gentelmanem i założyć jej go na ramiona. Po trzecim podniesieniu płaszczyka z podłogi, doszedłem do wniosku, że małżonka ma mocniej zaburzone poczucie świadomości niż myślałem. Prędzej ten płaszcz sam by na nią wlazł niż ona aktywnie go pomogła sobie ubrać.

No nic, jakoś założyłem na nią ubranie i ruszyliśmy do wyjścia. Ta część powrotu nie była łatwa, ja przecież też nie byłem zbyt trzeźwy, więc nasza trasa biegła lekkimi zakosami. Wyglądaliśmy jak standardowy przykład rezerwistów wracających do cywila, z tym, że nie w fazie „KUUURWAAA!” ale trochę później, gdy emocje opadną wypłukane litrami taniego alkoholu. No z tym, ze ja pod rękę prowadziłem 30 letnią blondynkę, którą było bardzo miło podczas tego spaceru złapać za to i owo, a nie pijanego draba.
Gdy tak szedłem obejmując i podtrzymując ramieniem żonkę, najwyraźniej za sprawą chłodnego listopadowego powietrza, przetrzeźwiałem trochę, no ale nie na tyle by do głowy nie przychodziły głupie pomysły. Po drodze na postój taksówek, co rusz pod moją dłoń wpadała mi jej prawa pierś, najwyraźniej oswobodzona ze stanika podczas szamotaniny z płaszczem.

Właśnie mijaliśmy planty, pomyślałem, że miło byłoby na chwilkę usiąść na ławeczce, podziwiać okoliczności przyrody i co najbardziej istotne zrobić parę zdjęć! O tak, to był genialny pomysł, miałem w kieszeni „cyfraka”, a pod ręką znieczuloną atrakcyjną blondynkę! Zrobię fajne fotki!
Kochanie, co myślisz o paru fotkach na pamiątkę tego upojnego wieczorka ? - zapytałem – żona popatrzyła na mnie zamglonym wzrokiem – ok, Kocie zróbmy zdjęcia, a potem do domku – wybełkotała – Jasne, tylko podejdźmy tam dalej w planty, żeby nikt nam nie przeszkadzał.

Doszliśmy do takiego okrągłego ronda na plantach, kto był w Krakowie ten będzie wiedział o co chodzi. Usadziłem Gabi na ławeczce i zabrałem się za robienie fotek. Muszę przyznać, że nawet w takim stanie upojenia, była moja żona świetną modelką. Wdzięczyła się do obiektywu, pokazując raz z jednej raz z drugiej strony i strojąc głupie miny. To znaczy wtedy nie uważałem tych min za głupie, no ale sami na pewno widzieliście swoje pijane foty i założę się, że podczas ich robienia nie myśleliście „o teraz zrobię minę debila”. No ale do rzeczy. Po zrobieniu kilkunastu zwykłych zdjęć, przeeszedłem do fazy drugiej mojego planu.

Gabi, proszę teraz zdejmij spódniczkę – powiedziałem, przykucając i robiąc minę, jaką jak sadziłem robią zawodowi fotografowie na sesjach zdjęciowych. - No nie daj się prosić, nikogo tu nie ma, zaszalejmy! - dodałem szybko, aby zawczasu rozwiać jej wątpliwości. Posłała mi czarujący uśmiech i powoli zaczęła ściągać swoją obcisłą czarną spódniczkę, jednocześnie wyginała się zmysłowo, niczym zawodowa stripteaserka – pstryk, pstryk. Spódniczka opadła na ziemię, Gabi zrobiła krok do przodu i stanęła w pozie mówiącej „no to teraz patrz”. Powoli zaczęła rozpinać guziki swojej czerwonej koszuli i za chwile robiłem zdjęcia małżonki bez spódniczki, w samych czarnych stringach i rajstopach oraz z rozpiętą koszulą odkrywającą jej biust. Chyba nagle listopad zmienił się w maj bo zrobiło mi sie bardzo ciepło. Gabi patrząc mi cały czas w oczy rozpięła staniczek i jej kształtne piersi zostały uwolnione. W dyskretnym świetle księżyca, w środku miasta zrobiło to na mnie porażające wrażenie. Strzeliłem jeszcze ze dwie fotki, schowałem aparat do kieszeni kurtki i podszedłem do wciąż uśmiechającej się Gabi.

- Kotku, wiesz że jesteśmy w środku miasta? - nie odpowiedziała, zamiast tego uklękła i rozpięła mój rozporek. Mój penis wyskoczył ze spodni wprost w jej usta. Zacisnęła delikatnie wargi i zaczęła ssać główkę penisa. Z każdą chwilą coraz bardziej wkładała sobie go do ust, każde poruszenie głowy zagłębiało moją męskość głębiej w jej ustach. W tym Gabi była naprawdę dobra, ssała, lizała, całowała penisa, pomrukując przy tym zmysłowo. Po chwili nie był to już nawet maj, było mi gorąco jak w lipcu. Chwyciłem ją obiema rękami za głowę, a biodrami zacząłem poruszać w przód i w tył. Właśnie rżnąłem żonkę w usta w środku miasta. Co za wspaniałe uczucie, musicie spróbować, wyjątkowo podniecająca sytuacja. Po paru minutach, jęknąłem cicho i wypuściłem cały ładunek spermy prosto do jej ust. Gabi, patrzyła mi prosto w oczy cały czas obejmując ustami penisa, czekała aż skurcze ustaną i cała zawartość znajdzie się w środku.
- O rany, Gabi to było naprawdę, mocne! - niepewnym krokiem podszedłem do ławeczki i usiadłem. - Dobrze było, kocie? - zapytała podnosząc z ziemi spódniczkę – no jasne, nie spodziewałem się , że dzisiaj jesteś w tak „napalonym” nastroju.
- Gabi, ściągnęła rozpięty stanik i schowała go do torebki i zapięła koszulę . - Ok, chodźmy już bo za chwile nie znajdziemy żadnej taksówki, a mam ochotę na porządny seks – stwierdziła. Hmm założę się, że jeszcze przed paroma minutami była nieźle naprana. Widać podniecenie, mały taniec i obciąganie zniwelowały trochę działanie alkoholu.

Podeszliśmy na pobliski postój taksówek, wybraliśmy białego mercedesa i rozsiedliśmy się wygodnie na tylnym siedzeniu.

- Dokąd jedziemy? - zapytał „złotówa”. Był to typowy przedstawiciel swego gatunku. Typ w okolicach czterdziestki, o aparycji byłego policjanta drogówki, z tym że teraz nosił skórzaną kamizelkę zamiast odblaskowej, brakowało mu tylko wielkich ciemnych okularów, no ale to zapewne dlatego, że w nocy gorzej przez nie widział. Za to pod nosem wałęsił mu się imponujący wąs. - Zabierzów proszę, na Lipową – zdecydowałem.

Nigdy nie rozmawiam z taksówkarzami, tym razem nie miałem zamiaru robić wyjątku. Zwłaszcza, że miałem tam z tyłu coś o wiele bardziej interesującego. Gdy taksówka ruszyła, facet zgasił lampkę i zapadła ciemność. Wsadziłem rękę pod bluzkę Gabi. Lubię to uczucie, gdy znajduje pod koszulą nieskrępowane niczym piersi. Zacząłem się nimi delikatnie bawić, wodząc palcami wokół brodawek, delikatnie podnosząc, to jedną to drugą pierś. Jednocześnie mój język penetrował usta mojej żony.

Gdzieś tak mniej więcej w połowie trasy, wyciągnąłem dłonie spod koszuli Gabi, popatrzyłem jej w oczy a następnie szepnąłem do ucha – on nas nie widzi, chodź – jednocześnie popchnąłem jej głowę w kierunku mojego krocza. Nachyliła się i otworzyła usta. Powoli rozpiąłem rozporek i usta Gabi delikatnie objęły mego penisa. Tym razem prawie wcale nie ruszała głową, tylko delikatnie lizała i ssała. I tak w miłej atmosferze wracałem do domu.

Gdy już dojeżdżaliśmy pod dom raz jeszcze spuściłem się żonie w usta, tym razem, jako że nie miała gdzie wypluć połknęła całość ładunku. To już drugi raz dzisiaj, czułem się nieźle wypompowane, za to w oczach mojej małżonki widziałem gotujące się rządze.
kochana dzisiaj raczej już nie licz na nic – szepnąłem – jestem całkowicie wyssany.

Popatrzyła na mnie z wyrzutem – poradzę sobie – niech się Pan tutaj zatrzyma – nakazała taksówkarzowi. - Tutaj? - zapytał zdziwiony, jechaliśmy akurat po podłej polnej drodze pośród lasku. - Tak tutaj, nie słyszał pan?
Facet zatrzymał merca i zapalił wewnętrzną lampkę. Gabi wyszła z samochodu i stanęła przed maską w świetle reflektorów. Oparła jedną rękę na biodrze i popatrzyła wyzywająco w kierunku samochodu.

No to chyba jeden z tych dni kiedy ona wie czego chce – pomyślałem – żona tymczasem odwróciła się na pięcie i zrzuciła z ramion płaszczyk. Następnie rozłożyła go na drodze i znów spojrzała w naszą stronę. Szybkim ruchem zrzuciła koszulę a następnie spódniczkę.
Taksówkarz miał minę z gatunku „priceless”. Widziałem jak jego szczęka powoli opada, a papieros którego miał właśnie zamiar zapalić wypada z pomiędzy szeroko rozwartych ust. - O ****a mać – skomentował.
- No mniej więcej – przychyliłem się do jego opinii. Sięgnąłem na przednie siedzenie, wyciągnąłem papierosa z jego paczki i zapaliłem – ale to nie dla mnie ten pokaz – dodałem.

Gabi tymczasem przyjęła pozycje „na czworaka” i wypięła w kierunku świateł tyłek ubrany tylko w koronkowe stringi.

Facet dalej gapił się na wyczyny mojej żony. Zaciągnąłem się papierosem i zapytałem – masz Pan prezerwatywy? - Co? A tak, no mam – wybełkotał.
Rozparłem się wygodnie na środku tylnego siedzenia, tak aby nic co będzie działo się z przodu nie umknęło mojej uwadze.- To zakładaj i do dzieła – powiedziałem.

Taksówkarz wyskoczył z samochodu i ruszył w kierunku wypiętego tyłka mojej żony. Po drodze udało mu się pozbyć spodni i tylko raz upaść na drogę gdy przydepnął sobie nogawkę. W końcu stanął za Gabrysią, wyciągnął z kieszenie kamizelki prezerwatywę i założył na fiuta. Żona czuła, że ktoś uklękł za nią i delikatnie poruszyła tyłeczkiem za boki.
Facet położył swoje wielkie łapska na jej pupie, i mocno ścisnął jej pośladki. Wydała z siebie cichy jęk. Złotówa nie tracił czasu na grę wstępną, bo i po co w takiej sytuacji. Sciągnął majteczki Gabi tak, że zatrzymały się w połowie ud. Gruby paluch wpakował do cipki mojej żony, aż ta stęknęła. Rozwarł jej cipkę i wsadził w moją małżonkę swojego kutasa. Bez żadnych subtelności wepchnął go po same jądra i zaczął rytmicznie pieprzyć Gabryśkę, postękując przy tym jak żubr.

Tak gwałtowne wejście sprawiło, że zaczęła przesuwać się do przodu, tak jakby chciała uratować swoją cipkę - O Boże, au, ah ah ahh. - jednak gdy początkowe zaskoczenie i ból przerodziły się w rozkosz zaczęła sama napierać coraz bardziej na jego kutasa. - O tak tak, rżnij mnie!

Wyszedłem z samochodu, szkoda oglądać takie rzeczy z za szyby. Ciszę nocy przerywało stękanie wąsatego knura, ciche jęki mojej małżonki wypiętej na czworaka i z jego fiutem w sobie.

Podszedłem bliżej, tak że mogłem dokładnie oglądać w świetle reflektorów jak kutas taksówkarza, znika w krągłościach tyłeczka Gabi. Facet nawet nie zauważył, że podszedłem. Utrzymywał stałe, całkiem szybkie tempo. Spojrzałem na żonę. Oczy zamglone z rozkoszy, podparta na łokciach z olbrzymią radością oddawała się nieznajomemu kierowcy. Jej pełne piersi kołysały się w rytmie pchnięć wąsacza.

Podszedłem bliżej głowy mojej żony, uklęknąłem przed nią i spuściłem spodnie. Jedną ręką chwyciłem swojego penisa, a drugą Gabryśke za włosy. Podniosłem jej głowę do mojego fiuta i wpakowałem go jej w usta, aż po same jądra. - Ssij dziwko – syknąłem. Nawet nie musiałem robić żadnych ruchów. Rżnący ją od tyłu drab tak popychał ją na mojego fiuta, że ten zagłębiał się w jej gardle raz po raz. Nie mogła już stękać z rozkoszy, ale widziałem jak jej ciało raz po raz przeszywał y spazmy orgazmu.

- Dobrze ci mała suko !? - bardziej oświadczyłem niż zapytałem. Wyjąłem mojego kutasa z jej ust i chwyciłem za włosy – a teraz jak grzeczna suczka poprosisz Pana kierowcę, żeby zerżnął ci dupkę – syknąłem.

- Nie, proszę nie chce tak – powiedziała błagalnym tonem. Jej oczy były szkliste, usta wilgotne od soków z mojego penisa a jej piersi obijały się o siebie w rytmie pchnięć taksiarza.

- Poproś ! - rozkazałem.

Odwróciła głowę w kierunku wąsacza i cieniutkim, łamiącym się głosem powiedziała – Bardzo Pana proszę, niech Pan zerżnie mnie w pupę. - Facet wytrzeszczył oczy, jeszcze bardziej niż do tej pory, ale nie należał do tych, którym coś takiego trzeba powtarzać dwa razy.

Z cichym mlaśnięciem wyciągnął fiuta z cipki Gabrysi, splunął siarczyście na rękę i nasmarował śliną mniejszą dziurkę mojej żony. Chwyciłem ją za ramiona, tak by nie odsunęła się od niego, gdy zacznie wpychać jej kutasa.

Taksówkarz przyłożył fiuta do dziurki Gabi i zaczął napierać na jej ciasne wejście.
- Boli, auu – pisnęła
- Rozluźnij tyłek suczko – powiedziałem i jednocześnie pchnąłem ją na taksówkarskiego kutasa.
Ten zanurzył się w jej tyłku całkowicie.
- Nie, proszę, jest za duży, auu – błagała
- Rżnij ją – poleciłem gościowi

Z takim samym zapałem jak poprzednio jej cipkę, złotówa zaatakował tyłek mojej żony. Widziałem jak jego kutas niczym tłok zagłębia sie w jej ciasnej dupce, aż po same jądra. Facet popychał mocno, raz za razem wywołując krzyk Gabryśki. Musiałem trzymać ją mocno za ramiona, żeby nie zabrała tyłka taksiarzowi. Lecz po chwili takiej gwałtownej obróbki, pupa zaakceptowała najwyraźniej swojego gościa, bo Gabi nie chciała już odsuwać się od typa. Wręcz przeciwnie, teraz już nie była rżnięta teraz ona rżnęła.

Wstałem i odszedłem on nich na dwa kroki, aby lepiej przyglądać się zabawie. Wąsacz sapał gdy jego kutas na całą długość wysuwał się z pupy mojej żony i głośno stękał gdy wpychał jej go tam z powrotem.

Taksiarz zaczął coraz bardziej przyspieszać i mocniej wpychać fiuta w tyłek Gabi, na co ona zareagowała głośnym krzykiem – Ah, aaah, boli – to maksymalnie podnieciło faceta, pchnął jeszcze ze trzy razy, ale z taką mocą, że Gabi łzy popłynęły po policzkach. Złotówa stęknął potężnie i przyciągnął tyłek mojej żony do siebie z całą siłą.
- Auuu, ssss – wrzasnęła i syknęła niemal jednocześnie.

Cielskiem wąsacza targnęły spazmy orgazmu i krótkimi ruchami bioder zaczął pompować spermę w odbyt Gabrysi. Każdy ze spazmów grubasa kwitowała, krótkim krzykiem, tak głęboko wsadził jej kutasa.

Gruby wydał z siebie ostatnie stękniecie i w ciszy jaka chwilowo zapadła słyszałem głośne PLUP z jakim jego fiut opuścił zerżnięty właśnie tyłek mej małżonki. Typ wstał i zaczął rozglądać się za spodniami. Gabi zamknęła oczy, opadła do na bok kuląc się na płaszczyku. Widziałem jak sperma grubasa wylewa się z jej rozciągniętego teraz odbytu i spływa po pośladku na płaszczyk. Podszedłem bliżej, na jej twarzy malował się zupełny błogostan. Uklęknąłem i pogłaskałem ją po pupie. Uśmiechnęła się nie otwierając oczu.
- Fajnie? - zapytałem.
- Fajnie – odpowiedziała, wijąc się pod dotykiem mej ręki niczym kotka.

Usłyszałem trzask zamykanych drzwi samochodu. Taksówkarz był chyba tak zszokowany tym co się stało, że nie chciał nawet wspomnieć o zapłacie za kurs. Chociaż w sumie to moja żona zapłaciła. Spojrzałem na nią, teraz juz bez iluminacji reflektorów samochodu, w bladym świetle księżyca. Jej nagie spocone ciało wyglądało nieziemsko, a na twarzy malował się cudowny uśmiech.

- Chodź kotka, do domu dwa kroki.
- Mrrr..

glizdziarz
20-03-07, 20:29
RESPEKT
Najlepszy tekst od dawna w tym topiku