PDA

View Full Version : Festyn - fragment


rozyczka70
07-06-09, 02:37
Pozostali chłopcy, gdy to usłyszeli, omal nie pomdleli! A Grażyna specjalnie, tak by wszystko było jak najlepiej dla nich widoczne, złapała nieprzytomnego i leżącego Marcina za kutasa i jaja, po czym tak go szarpiąc i ciągnąc, wywlekła go na środek pomieszczenia.


- Obetniesz mu wszystko, czy tylko go wykastrujesz? – zapytała Beata „najzupełniej poważnie”!
- Tak się właśnie zastanawiam... – zaczęła Grażyna, biorąc od Beaty nóż, - w sumie nie zdążyłam go nawet trochę poznać, by móc tak od razu zadecydować w jakim stopniu pozbawić go dalszych życiowych przyjemności...
- Trudny wybór, prawda? – odrzekła Beata, uśmiechając się i jednocześnie podchodząc do pierwszego z brzegu, tym razem Janusza.
Nie tylko Janusz, ale i Jarej i Jurek, byli tym wszystkim tak bardzo przerażeni, że nawet nie potrafili normalnie oddychać! A gdy Beata przechadzała się tam i z powrotem wzdłuż ich szeregu, ocierając się o nich albo biodrami, albo nawet częściowo biustem – zamierali w bezruchu!
- Który z panów na ochotnika? – zapytała kpiącym tonem, jednocześnie odsuwając się na bok, by mieli jak najlepszy widok na krocze Marcina, które było zabawką w ręku Grażyny, w której to wciąż był ów rzeźnicki nóż!
Nie potrafili nawet normalnie przełknąć śliny z psychozy, jaka ich ogarnęła. Bawiło to obie panie, choć Grażyna raczej musiała wciąż udawać, jak to bardzo musi się zastanawiać nad wyborem: kastracja czy całkowita amputacja?!
Chłopcy nawet nie spostrzegli się kiedy Beata znalazła się za ich plecami i skąd w jej dłoni znalazła się długa, drewniana listewka!
A dowiedzieli się o tym wszystkim wtedy, gdy to Beata wpierw listewką wytłukła im do czerwoności dupska, po czym poprawiła ręcznie, by na koniec, wsunąć dłoń między uda Jurka, złapać go u nasady i za kutasa i za jaja, po czym brutalnie przeciągając w tył, zapytać:
- No to jak, znajdzie się ochotnik? Może ty? – i jeszcze raz szarpnęła jajami i kutasem!
Jurek zajęczał przeciągle i niewiele brakowało by z bólu i częściowej utraty równowagi nie upadł na twarz!
Nie udzielając odpowiedzi, Beata uznała, że nie zgłasza się on na ochotnika, więc...
- Skoro nie jesteś chętny, zostawimy sobie ciebie na potem!
Nie znaczyło to jednak wcale, że dała mu spokój. Wcześniej przygotowanym kawałkiem sznurka spętała mu razem jaja z kutasem (wciąż mając je naciągnięte między jego udami!!!), po czym dodatkowo przywiązała je do spętanych rąk!
Podobnie naciągnęła sobie jaja i kutasa Janusza i choć jak poprzednik stękał, jęczał i omal się nie przewrócił, również nie zgłosił się na ochotnika, więc... ponownie wiązanie jaj i kutasa z tyłu i dodatkowo przywiązanie ich do pęt na dłoniach.




Jarek również nie wykazał się zbytnią inicjatywą, więc i jemu zostały związane jaja z kutasem do rąk.
Beata znów stanęła przed chłopcami i uśmiechając się, zapytała Grażynę:
- No i jak, moja droga, zdecydowałaś się już? Kastracja, czy pełna amputacja?
- Jeszcze się waham, ale na razie nie zdradzę ci ku czemu jestem bardziej przychylna.
- W takim razie, będę musiała się zająć naszymi pozostałymi chłoptasiami, by przypadkiem nie zaczęli się nudzić.
- Ależ proszę cię bardzo!
Beata ponownie stanęła za chłopcami, złapała za sznurek tuż przy dłoniach Janusza i oznajmiła spokojnie:
- Urządzimy sobie spacerek, nim moja przyjaciółka zdecyduje się!
Spacerek spacerkiem, ale mając skrępowane dłonie z tyłu, a do nich maksymalnie skrępowane jaja i kutasy, a wszystko to jeszcze razem związane, no i idąc, a raczej truchtając do tyłu, przy okazji deptając jeden drugiego – to na pewno nie był żaden przyjemny spacerek! A Beata dodatkowo co chwilę mocniej szarpała za trzymany sznurek, by:
- Trzymać mi równo tempo!
To był świetny ubaw, szczególnie dla Beaty i Grażyny, bowiem dla chłopców było to po prostu nie kończące się pasmo bólu, cierpienia i upokorzenia!
Ta altankowa przechadzka trwała prawie dziesięć minut i kto wie, jak długo by jeszcze trwała, gdyby nie totalne pomieszanie z poplątaniem nóg chłopców i jeden wielki rumor i krzyki bólu przy wspólnym upadku!
Beata była tym faktem najbardziej rozbawiona, ale przed chłopcami sprawiała wrażenie bardzo zbulwersowanej ich zachowaniem:
- Co do cholery?! Czy ktoś pozwolił wam się położyć?! Przecież nie powiedziałam, że to koniec spaceru i że można leżeć?! Wstawać mi! Ale to już! – popędzała ich kopniakami, szczególnie mierząc w okolice krocza każdego chłopca, nie żałując przy tym brutalności i siły!
Chłopcy gdyby nawet chcieli, nie byli po prostu w stanie się podnieść! W ich panice nie mogło być mowy o choćby najmniejszej synchronizacji ruchów, a to było przecież niezbędne, by będąc tak spętanymi, mogli się podnieść. Toteż Beata już od kilku dłuższych chwil nieustannie katowała ich krocza solidnymi kopniakami, co w efekcie jeszcze bardziej osłabiało chłopców.
W pewnej chwili Grażyna zasugerowała:
- Może ci pomóc?
- Masz jakiś ciekawy pomysł?
- Pewnie, tylko obróć ich twarzami do mnie!


Znów kilka odpowiednich kopniaków i jakoś się tak poprzekładali, że każdy miał w polu widzenia Grażynę i nieprzytomnego Marcina. Grażyna również obróciła Marcina w taki sposób, by chłopcy doskonale mogli widzieć jego krocze, pomiędzy rozrzuconymi na boki nogami. Wówczas podniosła nóż do góry, zaprezentowała go przez dłuższą chwilę i oświadczyła chłopcom:
- Mam dla was propozycję nie do odrzucenia. Albo w ciągu trzydziestu sekund staniecie na powrót w szeregu, albo każdemu zrobię takie coś!
Usiadła okrakiem na brzuchu Marcina twarzą do chłopców. Lewą dłonią naciągła mosznę maksymalnie i przytrzymała ją palcami do podłogi. Następnie, pomiędzy jądrami, pojawiło się ostrze noża. Wolno, dosłownie milimetr po milimetrze, zaczęła opuszczać ostrze, aż po chwili zetknęło się z moszną. Obserwujący chłopcy, aż zastygli w totalnym bezruchu i takowym bezdechu! A gdy pod ostrzem pojawiła się mała kropelka krwi, zajęczeli cichutko. Marcin nawet nie zareagował. Dopiero, gdy ostrze noża zaczęło się przesuwać w stronę rozszerzonych palców Grażyny, tym samym rozcinając mosznę, chłopiec zaczął podrygiwać, ale nie odzyskał przytomności. Grażyna zrobiła mniej więcej trzy centymetrowe nacięcie moszny, po czym spojrzała triumfującym wzrokiem na twarze przelękłych chłopców i zapytała:
- Chcecie może zobaczyć, jakie jąderka nosi w woreczku wasz kolega?
Chłopcy nie byli w stanie odpowiedzieć – jedynie zaprzeczyli ruchami głowy.
- NO TO WSTAWAĆ, DO ****Y NĘDZY!!! – wrzasnęła na nich z całej siły!
Zaraz jednak roześmiała się wraz z Beatą widząc, jak w szaleńczych próbach, jak opętani, chłopcy starali się podnieść! Kompletnie im to nie wychodziło, ale mając ciągle przed oczyma rozciętą mosznę Marcina, szarpali się jak wściekli!
A Beata z Grażyną miały coraz lepszy ubaw! Śmiały się do rozpuchu, a chłopcy nadal szarpali się jak opętani, jakby już zupełnie nie zważali na to, że przez taką niezsynchronizowaną szarpaninę mogą sobie po prostu poobrywać jaja z kutasami!
A gdy tylko, choćby na chwilkę, poprzestawali w swoich szaleńczych zapędach do wstania, Grażyna natychmiast pochylała się ponownie nad kroczem Marcina i pytała:
- Jednak chcecie obejrzeć jego jaja?!
To wystarczało, by chłopcy natychmiast ponawiali bezskuteczne próby powstania.
Trwało to ponad piętnaście minut. Siłą rzeczy, chłopcy po prostu opadli z sił, ale przede wszystkim nie mogli się już nawet poruszyć lekko, by nie zadać sobie okropnego bólu poprzez naderwane i spuchnięte jaja z kutasami!


Panie doskonale wiedziały, że chłopcy w takim stanie już nie nadawają się kompletnie do niczego. Pozostało im jedynie zakończyć ten wypad na festyn, a dokładniej, do altanki.
- Zdecydowany finał? – zapytała Beata.
- A co będziemy sobie żałowały! – odparła wesoło Grażyna.
Najpierw porozcinały im pęta, które krępowały jaja i kutasa do rąk, a potem przystąpiły do zasadniczej części pożegnania!
Szarpiąc, kopiąc, obróciły sobie trójkę chłopców tak, że Jurek miał krocze tuż przy podłodze. Najpierw Beata uklękła kolanem między jego nogami, posłała mu drwiący uśmieszek i... dziesięć uderzeń kolanem w jaja i kutasa! Następnie Grażyna maksymalnie nakręcała niczym spiralę kutasa, by po chwili wyszarpać go kilkakrotnie w górę, a na koniec wycisnęła maksymalnie oba jądra w dół moszny, by wpierw je strzaskać pięścią, a potem jeszcze każde z osobna rozdeptać jak peta na ulicy!
Znów kilka chwil z szarpaniem i kopaniem chłopców, po czym przyszła kolej na Janusza. Wpierw skopane jaja i kutas przez Beatę, a potem poczęstowany pięścią i rozdeptany męski atrybut na miazgę – oczywiście jaja również!
Ponownie szarpanie i kopanie, ponownie skopanie krocza tym razem Jarka, ponownie zrąbanie krocza pięścią, ponownie zdeptanie kutasa i jąder na miazgę...



Ponownie zostały usatysfakcjonowane jednostki kosztem innych jednostek. Ale cóż, widać, taka już jest kolej rzeczy... .

ja1234567890
23-07-09, 12:42
fragment?? a czy mogę prosić o całość??

rozyczka70
02-09-09, 21:03
...całość...to najlepiej "pogadaj" ze mną na p.w. ;), bo wiesz, na ogóle nie wypada wszystkich gorszyć.... :lol:

angelina_lips
04-09-09, 13:58
Kompletnie mi się nie podoba :/ Jednak jestem estetką, a tutaj po przeczytaniu pozostaje ciężki niesmak.

rozyczka70
06-09-09, 23:13
angelina...no cóż, wbrew pozorom nie wszyscy gustują w pełni słowa tego znaczeniu - estetyka :nerd: ...mamy jednak demokrację ;), więc kazdy ma prawo do swoich opinii :nerd:

GAD
06-09-09, 23:22
Takie BDSMy to nie moje klimaty, ale jakość językowa fragmentu wiele do życzenia nie pozostawia.
Tak jak przedmówcy, oczekuję na pozostałe części.

rozyczka70
07-09-09, 19:26
...jakość językowa...:nerd:...cóż można na odległość powiedzieć o minetce;)...:lol:...(żart)... ...dzięki za opinie :nerd:

perwer
12-05-14, 02:07
ej ja też bym chciał całość może ktoś załatwić?

koneser77
12-05-14, 12:38
Tytuł archeologa BT w tym roku dostaje perwer, gratulacje.

perwer
15-05-14, 00:47
no co dopiero niedawno się zalogowałem ej to macie całość ?
ps dzięki za tytuł :)

_sexowny_
15-05-14, 11:01
to chyba nie jest BDSM tylko jakaś psychoza, zupełnie nie rozumiem co ma być w tym podniecającego czy seksownego. wulgarne, brzydkie, niesexowne, moim zdaniem.

przyjaciel40
16-05-14, 06:54
perwersja, pełna perwersja, bardzo lubię Twoje Rozycka 70 opowiadania, ale ostatnio coś ich mało

koneser77
16-05-14, 13:57
perwersja, pełna perwersja, bardzo lubię Twoje Rozycka 70 opowiadania, ale ostatnio coś ich mało

Laski nie było od 4 lat 8) co za ludzie...

SweetChocolatte
16-05-14, 14:01
To tylko detal, dla wielu nieistotny- szkoda czasu na sprawdzanie ;/

rozyczka70
02-01-16, 22:55
...chętnie wrócę, ale czy ktoś TO będzie czytał...???

Pozdrawiam