PDA

View Full Version : Zgniatacze - ballbusting


rozyczka70
04-06-09, 01:54
ZGNIATACZE


Cała klasa była poniekąd podniecona zbliżającą się lekcją zajęć technicznych. Tyle tylko, że dziewczyny były podekscytowane na swój sposób a chłopcy na zupełnie inny, bowiem o niczym nie wiedzieli . Pani Zofia, nauczycielka, podzieliła klasę na kilka grup – w każdej trzy dziewczyny i jeden chłopak. Dwóch chłopaków zostało bez przydziału, ale z racji ich niewiedzy nie miało to w sumie żadnego znaczenia. Zadaniem do wykonania, a i zarazem do prezentacji, było wykonanie przez dziewczyny i zaprezentowanie skuteczności działania...
Pani Zofia weszła do klasy zdecydowanym krokiem, jak zawsze w dość seksownych ciuszkach, które jeszcze bardziej podkreślały jej urodę i cielesne walory, do których wzdychała z pełnym rozanieleniem chyba cała rzesza chłopców w szkole. Nawet klapeczki na jej zgrabnych nóżkach na niewysokim obcasie były zawsze starannie dobrane do reszty stroju.
Po standardowym sprawdzeniu obecności, pani Zofia zapytała niby normalnym, a jednak jakoś dziwnie tajemniczym głosem:
- Dziewczyny, jak tam, jesteście przygotowane?
Wszystkie, jak na zawołanie, jednym chórem odpowiedziały:
- Tak, proszę pani!
To od razu zaniepokoiło chłopców. Byli zaskoczeni, bo przecież wcześniej nic pani Zofia nie mówiła, by coś przygotować na tę lekcję. Spoglądali pytająco na dziewczyny, między sobą i z każdą kolejną chwilą dosłownie baranieli, ale i zaczęła ich ogarniać dziwna świadomość, że coś się święci niedobrego.
- W takim razie nie przeciągajmy i zapraszam na środek klasy – pani Zofia spojrzała do swoich notatek – Ewa, Renata, Beata i Krzyś.
Trójka dziewczyna z entuzjazmem wyszła na środek z jakimś pudełkiem, ale Krzyś jakoś tego entuzjazmu nie podzielał.
- Pan Krzysztof potrzebuje jakiegoś specjalnego zaproszenia? – zapytała pani Zofia tonem nasrożonym i takowym wzrokiem.
To wystarczyło, by Krzyś natychmiast poderwał się z krzesła i dołączył grzecznie do trójki dziewczyn. Pani Zofia uśmiechnęła się pogodnie i w podobnym tonie zwróciła się do dziewczyn:
- Proszę dziewczyny, zaprezentujcie swoje dzieło.
Ewa pośpiesznie rozpakowała pudełko i wyjęła z niego... to były dwie deseczki ze sklejki 5mm, mniej więcej 10cm szerokości, 20cm długości, połączone ze sobą z każdej strony sprężynami. Dodatkowo umocowane doń były uchwyty. Krzyś, zresztą cała klasa również, patrzył na to z wyłupiastymi oczyma i chyba nawet nie świadom, zapytał:
- Co to niby jest...???
Pani Zofia pstryknęła go w ucho i skarciła:
- Nie pytany nie odpowiada!
- Przepraszam... – powiedział potulnie.
Pani Zofia zwróciła się do trójki dziewczyn:
- Dacie sobie radę z Krzysiem, czy mam wam pomóc?
Krzysiu aż zdrętwiał, nie mając zielonego pojęcia o co chodzi, ale wiedział, że czeka go coś na pewno nieprzyjemnego. Chyba nawet gdzieś tam przebiegła mu myśl, by najzwyczajniej w świecie uciec z klasy, ale...było już za późno.
- Poradzimy sobie! – zapewniła Ewa.
Renata z Beatą błyskawicznie złapały stanowczo Krzysia pod ramię (każda z jednej strony), a Ewa przykucnęła przed nim i błyskawicznie ściągła mu spodnie wraz z slipami do samych kostek. Krzyś nawet nie zdążył w jakikolwiek sposób zareagować w całym tym zaskoczeniu. Zdołał tylko wydusić z siebie:
- ...cooo, co się dzieje...?
Pani Zofia stanęła przed nim, wpierw spojrzała szyderczo na jego obnażone krocze, po czym urągliwym tonem odpowiedziała:
- Zaraz się sam przekonasz, co się dzieje. Bądź grzeczny, a wszystko będzie dobrze.
W żadnym stopniu nie uspokoiła Krzysia odpowiedź pani Zofii, ale też nic nie był w stanie zrobić, by zapobiec temu, co miało się wydarzyć, bo też o niczym nie wiedział. Ewa trzymając patent, a właściwie zgniatacz, oceniła wzrokowo sytuację i stwierdziła, a raczej zadysponowała:
- Dziewczyny, jedna musi mu podnieść i przytrzymać mu ptaszka, bo po prostu mi zawadza...
- Obciąć go! – rzuciła któraś z dziewczyn w klasie, co wywołało ogólnie rozbawienie, oczywiście poza Krzysiem i resztą chłopców.
Beata złapała fiutka za napletek i pociągnęła go w górę. Tym samym moszna „przybliżyła” się do kucającej Ewy, która stwierdziła z satysfakcją:
- O, teraz będzie idealnie!
Pani Zofia stojąc za Ewą, bacznie przyglądała się poczynaniom dziewczyny. Ewa rozciągnęła zgniatacz, ulokowała między deseczkami mosznę i gdy Krzyś z przerażenia aż wstrzymał oddech, oznajmiła:
- No to próba! – i puściła uchwyty.
Nie było słychać niczego innego, tylko jeden, ciągły jęk Krzysia. Renata z Beatą musiały go w tym momencie naprawdę mocno przytrzymać, by chłopak nie upadł, albo nie zwinął się z bólu. A pani Zofia, spokojnym tonem oznajmiła:
- Nooo! Ładnie! Powtórz to jeszcze dwa razy. Myślę, że i Renata z Beatą również powinny po trzy razy przetestować wasz wynalazek.
- Oczywiście! – przytaknęła Ewa i już po chwili ponownie rozciągnęła zwieracz, by w następnej chwili ponownie go puścić, a potem jeszcze raz to samo!
Krzyś przy drugim razie, jęknął jakby głośniej, ale już przy trzecim, zajęczał zdecydowanie głośniej!
- Teraz ty Renata – powiedziała Ewa, zajmując jej miejsce w trzymaniu, a raczej podtrzymywaniu Krzysia.
Renata szybciutko zajęła jej miejsce, kucnęła, rozciągła zgniatacz i z nie ukrywaną złośliwością puściła go. Krzyś zawył, a Ewa z Beatą musiały go naprawdę mocno trzymać Krzysia, by się im nie wyrywał. Gdy Renata puściła zgniatacz po raz drugi, a Krzyś szarpnął się jeszcze bardziej, Beata szarpnęła trzymanym fiutkiem i cynicznym tonem oznajmiła Krzysiowi:
- Jak będziesz się tak mi tu szarpał, to urwę ci tego twojego małego ptaszka! Rozumiesz?! – i na potwierdzenie swych słów, szarpnęła mocno fiutkiem.
Pani Zofia widząc to, uśmiechnęła się i rzekła do niej w prześmiewczym tonie:
- Beatko, cieszę się, że tak roztropnie wykonujesz swoje zadanie, ale wiesz przecież, że tematem przewodnim dzisiejszej lekcji jest demonstracja zgniataczy jąderek, a nie urywanie fiutków.
- Postaram się o tym nie zapomnieć – odrzekła promiennie Beata.
Tym czasem Renata zaserwowała Krzysiowi trzecie zgniecenie, co chłopak przyjął już prawie że ze łzami w oczach.
- Twoja kolej! – rzekła Renata do Beaty.
- Przytrzymiesz? – zapytała jowialnie Beata Ewę, „podając” jej naciągniętego za napletek fiutka.
Ewa uśmiechnęła się kpiąco i „odbierając” fiutka odrzekła:
- Ależ oczywiście niewątpliwie jak najbardziej!
Widać było, że dziewczynom z każdą upływającą chwilą humor dopisuje coraz lepszy! Natomiast chłopcom, a w tym przypadku w szczególności Krzysiowi, humor znikał wprost odwrotnie proporcjonalnie!
Beata zajęła miejsce i trzykrotnie zaserwowała zgniatanie jąderek Krzysiowi. Chłopak przy drugim zgnieceniu serwowanym przez Beatę, omal nie stracił przytomności. Jednak szarpnięcie za fiutka w wykonaniu Ewy, „pomogło” mu utrzymaniu przytomności. Beata wstała i z pozostałą dwójką dziewczyn spojrzały wyczekująco na panią Zofię. Ta pochyliła się, ujęła w prawą dłoń mosznę Krzysia, „przepadała” ją i po chwili oznajmiła:
- Ogólnie oceniam wasz zgniatacz na pięć z plusem. Jednak musicie jeszcze dokończyć swoje dzieło – wyprostowała się i zwróciła do Beaty – Sprawdź sama, prawe jąderko jakby jeszcze było nie do końca zgniecione.
Beata obmacała dłonią mosznę i po chwili potwierdziła:
- Tak, jakby było nie do końca zmiażdżone.
Dziewczyny spojrzały na panią Zofię. A pani Zofia, jakby nigdy nic, uśmiechnęła się sarkastycznie i powiedziała:
- Posadźcie go na krześle. Resztkę jądra po prostu rozdepnijcie stopą – i podstawiła dziewczynom swoje krzesło zza biurka.
Ewa z Renatą błyskawicznie ulokowały Krzysia na stołku. Krzyś, gdy uświadomił sobie co go jeszcze czeka, próbował resztkami sił poderwać się, ale Ewa z Renatą trzymały go na tyle mocno, że nie miał najmniejszych szans na uwolnienie się. W dodatku oberwało się mu jeszcze:
- Nie podskakuj mi tu za bardzo! – karciła go cierpko Ewa, jednocześnie chwytając fiutka i ciągnąc go mocno w górę. – Bo jak się naprawdę zdenerwuję, to faktycznie ci go urwę! – i znów nim szarpnęła, jednocześnie uśmiechając się zgryźliwie.
Krzysiu już nawet nie drgnął. Pół przytomny, czekał na dalszy tok wydarzeń. Beata ulokowała prawą stopę w szarym klapku z twardą i szorstką powierzchnią na krawędzi krzesła. Spojrzała na niego kąśliwie i widząc, że kolega z klasy patrzy na jej stopę, wolniutko zaczęła przesuwać ją w kierunku jego moszny. Nie spodziewała się, że spoglądanie na jego narastające przerażenie, może wywołać w niej aż tyle satysfakcji! Tym bardziej było jej „miło”, gdy zaczęła delektować się dociskaniem moszny podeszwą klapka! Cały czas przyglądała się reakcjom Krzysia i odczuwała coraz większą przyjemność z widoku jego cierpienia. Było to dla niej nowe doznanie, ale jakże satysfakcjonujące! Kilkakrotnie przydepnęła mosznę, po czym stwierdziła jadowicie:
- Sądzę, że teraz już tam nie ma czego specjalnie szukać – pozostałe dziewczyny zachichotały.
- Zaraz się przekonamy – odrzekła nie mniej uszczypliwie pani Zofia i dodała: - Podnieście go, lepiej się wtedy bada.
Dziewczyny podniosły Krzysia, Beata cofnęła krzesło, a pani Zofia ponownie pochyliwszy się lekko, ujęła jego mosznę i przez kilka chwil dość mocno miętosiła mosznę, po czym oświadczyła:
- Jedno jądro jest całe ! Drugie to już jajecznica – powiedziała, wyczuwając w palcach niekształtną pulpę - ale jedno całe ! Nie może nasz chłoptaś pozostać w połowie załatwiony – uśmiechnęła się szyderczo. - dokończcie dzieła i rozdepnijcie to co zostało – dodała kpiąco.
Dziewczyny przyniosły niski, niebieski taboret i siłą zmusiły Krzysia do uklęknięcia przy nim tak, żeby genitalia były ułożone na jego skraju.
- Która dopełni kastracji naszego delikwenta ? - zapytała pani Zofia.
- Ja to zrobię – zdeklarowała się Beata i nie czekając na aprobatę pani Zofii podeszła do taboretu i ulokowała na nim swoją śliczną stópkę w klapku.
Krzyś mógł ocenić kształty jej pięknych nóg i białe klapki na niskim ale twardym obcasie. Beata przez chwilę zastanawiała się czy nadepnąć podeszwą czy obcasem i zdecydowała się na to drugie.
- Przytrzymajcie go, żeby się nie ruszał – rzekła do Ewy i Renaty podtrzymujących Krzysia z tyłu i dbających aby nawet nie drgnął.
Krzysiu spocony i wystraszony, skowyczący z bólu po zgniecionym jądrze był jak worek kartofli i nie miał sił się bronić.
- Dobra, teraz go trzymamy, możesz kastrować – krótko stwierdziła Renata.
Beata ułożyła płaski obcas klapka na mosznie nieszczęśnika. Przesuwała stopę tak, żeby wyczuć ocalałe jądro. W końcu je znalazła.
- Jest ! Mam je pod obcasem ! – rzekła triumfalnie – zaciśnij zęby chłopaczku, zaraz będziesz śpiewał sopranem - dodała i spojrzała w oczy Krzysiowi.
Piętą przydepnęła nieco obcas i stopniowo zwiększała nacisk, aż tu nagle:
- O, cholera, uciekło mi ! - krzyknęła zawiedzionym głosem. Przydepnięte jądro wyślizgnęło się spod obcasa Beaty jakby instynktownie broniąc się przed egzekucją. Krzyś na moment odetchnął i iskierka nadziei pojawiła się w jego myślach.
- Jajo uciekinier – zaśmiała się pani Zofia obserwując całą sytuację – spokojnie Beatko jeszcze raz, ale tym razem staraj się zablokować jajko pod obcasem, tak jak pokazywałam kiedyś na ćwiczeniach z kastrowania.
- Poczekaj, zaraz cię znajdę – powiedziała Beata ponownie wykonując obcasem ruchy w celu ulokowania pod nim ostatniego jądra Krzysia.
- No, mam cię, teraz już mi nie uciekniesz ! - znów z triumfem podsumowała swoje działania.
Biedne jądro nie na długo mogło znaleźć schronienie w mosznie. Teraz było znów w potrzasku. Teraz jednak Beata wykonała ruch piętą aby odizolować jądro od ciała Krzysia i przydepnęła obcas zdecydowanie. Krzysiem szarpnął konwulsyjny odruch i zawył przy tym tak, że obudziłby demony !
- No, teraz jajecznica na 100 procent – powiedziała Ewa z trudem wraz z Renatą utrzymując Krzysia w pozycji klęczącej.
- Tak, czułam jak jajo rozpłynęło się pod obcasem – dodała Beata rozgniatając zawartość moszny ruchami pięty.
- No to jesteś bez jaj, chłopcze – ze złośliwym uśmieszkiem podsumowała pani Zofia – witaj w naszym klubie eunuchów – dodała szyderczo.
Kazała podnieść Krzysia z kolan i chwytając dłonią mosznę nie wyczuła już jąder, a tylko budyniowatą masę.
- Jest wykastrowany, ale szkoda, że nie waszym zgniataczem tylko w dogrywce – zaśmiała się to mówiąc – na pewno obniży to waszą ocenę.
- Szkoda – dodała Renata patrząc na półprzytomnego Krzysia.
Pani Zofia dodała:
- Później sprawdzimy jak mu się zmienił głos.
- Mamy nowego soprana – wesoło oznajmiła Ewa - bez jajek ale za to jakie możliwości wokalne !
- To pozytywny, uboczny skutek naszych działań – wyjaśniła pani Zofia – nowy nabytek do chóru – dodała już zupełnie poważnie.
Dziewczyny promieniały z racji udanego wykonania zadania.
- Proszę panią, jaką ocenę wypracowałyśmy? – niecierpliwiła się Ewa.
Pani Zofia uśmiechnęła się i stwierdziła uszczypliwie:
- Pozostała jeszcze ostatnia kropka nad „i”...
- Ostatnia kropka...? – powtórzyła Renata, wyraźnie zdezorientowana.
- Tak, ostatnia kropka – odrzekła pani Zofia i spojrzała na pół przytomnego Krzysia wyniosłym spojrzeniem, po czym po chwili zapytała go: - Krzysiu, jesteś w stanie coś powiedzieć?
Chłopak sprawiał wrażenie, jakby nic nie docierało do niego. Pani Zofia podeszła do niego bliżej, przyjrzała mu się dokładnie, po czym złapała go za krocze, szarpnęła i srogim tonem powtórzyła:
- Jesteś w stanie coś powiedzieć?!
Krzyś jęknął z bólu, szeroko otworzył oczy i wydusił z siebie piskliwym, wysokim sopranem:
- ...tttaaak...tak, jestem...
Pani Zofia uśmiechnęła się z nie ukrywaną satysfakcją, a dziewczyny wręcz osłupiały słysząc jego piszczący głos. Widząc to, pani Zofia uciesznie zwróciła się do nich:
- A wy co takie zdziwione, hm? – odczekała parę sekund i dodała: - to przecież normalna kolej rzeczy po udanym zmiażdżeniu jąderek, czy też ich kastracji. Nie wiedziałyście o tym?
Dopiero po dłuższej chwili odezwała się Beata:
- ...nooo, coś tam gdzieś kiedyś słyszałam...
- Tak tak, słyszałaś. Kolejny temat, który powinniście uzupełnić dla waszej wiedzy – pogodnie skwitowała pani Zofia i podchodząc do biurka, by wpisać dziewczynom ocenę , oznajmiła: - Zaliczam wam zadanie na pięć z plusem. Odprowadźcie kolegę do ławki, bo jakoś chyba nie za bardzo będzie w stanie sam tam dojść – nie szczędziła w tym zdaniu szyderczego tonu.
cdn...

rozyczka70
04-06-09, 01:55
..cd:
Dziewczyny dosłownie zawlokły pół przytomnego Krzysia na swoje miejsce. Gdy go posadziły, Krzyś odruchowo chciał z bólu złapać się za krocze, ale gdy tylko to zrobił, syknął z bólu i zaraz też odsunął dłonie na bok. Pani Zofia widziała to kątem oka i znów promiennie uśmiechnęła się.

Reszta chłopców, widząc co się święci, widząc rezolutność i rozbawienie dziewczyn, jak i stanowczość pani Zofii, zaczęli odczuwać swoisty popłoch, a nawet panikę, której nie było już daleko do swoistej histerycznej psychozy. Jednak żadnemu z nich nawet nie przemknęło przez ułamek sekundy przez myśl, by choćby na przykład czmychnąć z klasy, lub zrobić cokolwiek, by uniknąć tego, co nieuniknione.
A pani Zofia, ze stoickim spokojem posłała każdemu z chłopców kilkusekundowe, marsowe spojrzenie. Każdy z nich, od razu praktycznie spuszczał wzrok w swym przerażeniu, a ciarki i zimny pot oblewał ich plecy.
W końcu pani Zofia oznajmiła spokojnym, aczkolwiek stanowczym głosem:
- Basia, Irena i Jola. Wasza kolej na celebrę – tu uśmiechnęła się szyderczo – chłopięcych jajeczek.
Dziewczyny poderwały się żwawo i już ruszyły na środek klasy, gdy pani Zofia zatrzymała je słowami:
- Ej ej ej! Dziewczyny! Spokojnie! A na kim macie zamiar zaprezentować wasz zgniatacz? Chyba nie na mnie? – dodała psotnie.
Dziewczyny stanęły jak wryte i pierwsza odezwała się Basia, jednocześnie klepiąc się jednoznacznie w czoło:
- O my głupie!
- I napalone! – dodała uciesznie, ale szczerze, Irena.
- No właśnie – przytaknęła pogodnie pani Irena.
Zapanowała chwila ciszy, a wraz z nią, chłopcy aż wstrzymali oddech z przerażenia, na kogo padnie los. Pani Irena umyślnie przeciągała tę chwilę, by chłopcy odczuli maksymalny popłoch, a sama z nie ukrywanym cynicznym uśmieszkiem, syciła się widokiem zlęknionych chłopców. Nie mogła jednak przeciągać tej chwili w nieskończoność, bo dziewczyny zaczęły już się niecierpliwić:
- Proszę pani! Mamy same sobie kogoś wybrać, czy pani wyznaczy nam modela? – pytała Jola, kierując drwiący ton pytania do chłopców.
- Waszym modelem będzie... – i znów chwila ciszy, podczas której zatrzymywała na chwilkę na każdym chłopcu swój niby przenikliwy, ale i jakże triumfujący wzrok - ...waszym modelem będzie Jacek!
Chłopak usłyszawszy swoje imię i czując nieustannie na sobie wzrok pani Zofii, momentalnie zbladł jak świeżo wybiałkowana ściana. Do tego doznał tak ogólnego paraliżu, że nawet mrugnąć nie dał rady! Ocknął się dopiero w chwili, gdy trójka wyznaczonych dziewczyn stanęła obok niego. Basia, widząc jak Jacek kurczowo trzyma się ławki, pstryknęła go palcem w ucho i zapytała prześmiewczo:
- A ty co? Przyrosłeś do tej ławki? Korzenie puściłeś? – i ponownie pstryknęła go w ucho.
Jacek oczywiście nie był w stanie w tej chwili wydusić z siebie ani słowa z racji paniki, jaka go ogarnęła.
- I co my mamy z nim teraz zrobić?! – zapytała rozłoszczona Irena, a nawet tupnęła nogą jak niezadowolone, rozkapryszone dziecko.
Przyznać w tym momencie trzeba, że mimo młodego wieku, całej trójce dziewczyn nie brakowało już kobiecych walorów, które z resztą nie ukrywanym upodobaniem eksponowały. Spore dekolty uwidaczniały górne części ich jędrnych biuścików, krótkie spódniczki, tudzież obcisłe spodnie prezentowały zgrabne nóżki i nie mniej ponętne pośladki. Również wspólnym mianownikiem w ubiorach dziewczyn była ostatnio szeroko panująca moda na noszenie wszelakiego rodzaju klapek – głównie na niewysokim obcasiku, lub też takowym koturnie.
Pani Zofia uśmiechnęła się i podpowiedziała:
- Och dziewczyny! Trzeba wam wszystko mówić? Pociągnijcie go za uszy aż wstanie, a jak nadal będzie stawiał opór, myślę że parę kopniaków w zupełności powinno wystarczyć, by mimo woli znalazł się pod tablicą!
Więcej już nie trzeba było dziewczynom nic mówić. Basia z jednej strony, Irena z drugiej, złapały go za uszy i naprawdę mocno zaczęły go ciągnąć w górę, by wstał. Jacek, mimo okropnego bólu, nadal trzymał się ławki z całej siły. I chyba na niewiele zdały by się „uszne” zabiegi Basi i Ireny, gdyby nie manewr Joli. Widząc, co się dzieje, Jola jakoś odruchowo i błyskawicznie zarazem, złapała go za krocze i mimo że przez spodnie, chwyt był idealny! Czując woreczek z kulkami w dłoni, ścisnęła go mocno i stanowczym tonem rozkazała:
- Wstawaj! Wstawaj mówię!
Takiej ponaglającej „pieszczocie” Jacek nie mógł się oprzeć – wiadomo, męskie, czy też chłopięce krocze to najwrażliwszy i najczulszy punkt. Ścisk jąder, mimo spodni i slipek, był na tyle skuteczny, że prócz ciągania za uszy, wystarczyło by Jola lekko pociągała nimi w górę, a Jacek stanął przy ławce wręcz na baczność!
- No widzicie dziewczyny, wystarczy trochę was zmobilizować do działania, a potrafcie z upartego osła wykrzesać aż tyle wigoru! – zauważyła uciesznie pani Irena i po chwili zapytała: - Doprowadzicie go w końcu pod tablicę?
- Myślę dziewczyny – zaczęła Jola, nadal trzymając go za krocze, że nie ma co więcej kombinować i tym sposobem zaprowadzimy go pod tablicę – i jakby na potwierdzenie swych słów ścisnęła mocniej jąderka, a Basia z Ireną w ślad za nią, nakręciły mu uszy na maksa!
Tak stepowany, bez jakiejkolwiek możliwości własnego ruchu, maksymalnie przerażony, po chwili znalazł się pod tablicą. Dziewczyny obróciły go przodem do klasy, Basia z Ireną dodatkowo wykręciły mu ręce do tyłu, po czym Jola oznajmiła:
- Teraz ściągnę ci spodnie i majtochy, bym mogła pani nauczycielce i całej klasie zaprezentować nasz model zgniatacza jąderek – w jej głosie było pełno triumfu.
Słysząc te słowa, Jacek przeraził się jeszcze bardziej! Niby gdzieś tam w podświadomości wiedział co go prawdopodobnie czeka, ale zupełnie co innego myśleć o tym w podświadomości, a zupełnie co innego, przerażającego, mieć pełną świadomość, że oto za chwilę stanie się modelem do doświadczeń dziewczyn! A totalną makabrą stała się dla niego chwila, gdz Jola błyskawicznie uwinęła się z obnażeniem jego krocza! Dziewczyny z klasy zachichotały na ten widok, ale to jeszcze nie było najgorsze. Gdy ujrzał przed sobą panią Zofię, Basia z Ireną naprawdę musiały go mocno przytrzymać, by nie osunął się na podłogę. A pani Zofia posłała mu cierpki uśmieszek i oznajmiła:
- Zanim zaprezentujecie swój model zgniatacza, sprawdzę stan jajeczek, by mieć potem porównanie po jego działaniu.
Sam wydźwięk tych słów, znów go powalał z nóg, więc Basia z Ireną miały naprawdę co robić, by go utrzymać w pionie. A w chwili, gdy pani Zofia lekko się pochyliła i wpierw ujęła w dłoń cały worek, a potem ścisnęła między palcami wpierw jedno jąderko, a potem drugie, Jacek był bliski utraty przytomności i to zarówno z bólu, jak i z upokorzenia. Pani Zofia doskonale wyczuwała jego stan i nie omieszkała tego wykorzystać:
- Ciekawa jestem, czy wszyscy chłopcy w tej klasie są tak uwrażliwieni?! – oczywiście nie omieszkała przy tym dodać cynicznego tonu. A po chwili, zwróciła się do trójki dziewczyn: - Przedstawcie pokrótce scenariusz waszej prezentacji.
Beata z Ireną nadal podtrzymywały przestraszonego Jacka, a Jola szybciutko podbiegła do ławki, zabrała pudełko i po chwili już była przed Jackiem. Otworzyła pudełko, włożyła doń dłoń, ale nim wyjęła to „coś” z pudełka, znieruchomiała na chwilę, spojrzała ironizująco na Jacka i oznajmiła:
- Nasza niespodzianka, przygotowana z wielką pieczołowitością i zaangażowaniem, będzie dla Ciebie gamą doznań, których dłuuuuugo nie zapomnisz – i w tej samej chwili wyjęła ich konstrukcję zgniatacza.

W sumie, banalnie prosty przyrząd, a raczej techniczna przeróbka zwykłych, ale o sporych rozmiarach, nożyczek. Tyle że ostrza zostały zeszlifowane, a do końcówek zostały domontowane końcówki łyżek stołowych. Trzeba przyznać, że cała klasa w milczącym podziwie przyglądała się połyskującemu modelowi dziewczyn. Pierwsza jednak odezwała się pani Zofia, z nie ukrywanym podziwem:
- A to kto wam pomógł zrobić? Tylko nie mówcie, że same potraficie nawet spawać?!
- Nie nie, znaczy się pomysł był nasz, ale samo techniczne wykonanie należało już do mojego brata, który zajmuje się blacharką samochodową... – wyjaśniła Basia.
- I pewno powiedziałyście mu, do czego to ma służyć?! – pokpiwała pani Zofia.
- Ależ skąd! – zaprzeczyła natychmiast Basia wesołym tonem.
- Dobra, omówcie teraz, co będziecie robić – wróciła do tematu pani Zofia.
Jola triumfalnie zaprezentowała całej klasie przyrząd i jednocześnie mówiła:
- Jak sami widzicie, to nasz patent na zgniatanie jąderek. Zasada działania banalnie prosta, bowiem każdy z nas trzymał choć raz w ręku nożyczki, albo jakieś kleszcze. Jednak nasza modyfikacja, powinna w znaczny sposób ułatwić wykonanie zadania, czyli zmiażdżenie jąderek, bowiem płytki owal górnych części zgniatacza, po części nie pozwoli na wysunięcie się jąderka – tu przyłożyła przyrząd do jednego jąderka i lekko zacisnęła (Jacek aż zdębiał ze strachu!) – a z drugiej strony po pełnym zwarciu zaciskaczy, - tu nieco mocniej zacisnęła zwieracz, ale nie na tyle, by bolało, choć Jacek w swym popłochu taką właśnie sprawiał minę - pozostaje zaledwie około pięciu milimetrów luzu, co z kolei powinno zapewnić pełne zgniecenie jąderek.
Po tym krótkim wprowadzeniu, odsunęła zwieracz od moszny i... przystawiła mu go do twarzy. Specjalnie przez kilka sekund „kazała” mu się na niego napatrzeć i gdy już wyraźnie widziała, jak coraz szybciej oddycha, oznajmiła Jackowi niewątpliwie uszczypliwym tonem:
- To teraz już wiesz, co Cię czeka...!
- Tego właśnie jeszcze nie wie! – wtrąciła pani Zofia i dodała – Jak do tej pory, przedstawiłaś jedynie zasadę działania waszego zwieracza, ale nie poinformowałaś zainteresowanego, naszego Jacusia, w jaki sposób macie zamiar przeprowadzić pełną prezentację zwieracza na jego jąderkach.
Cała trójka dziewczyn nieco była skonsternowana słowami pani Zofii. Chciały zaprezentować działanie, a nie uprzedzać fakty. Jednak żadna z nich nie odezwała się ani słowem. A pani Zofia doskonale wiedziała co robi! Chłopak podwójnie będzie „przeżywał” prezentację - wpierw słysząc, a potem doznając „miłych” stanów.
- Tak więc?! – ponowiła wyczekująco pani Zofia.
Jola spojrzała na przyjaciółki, jakby nie wiedząc co mówić, ale dziewczyny mrugnęły do niej porozumiewawczo i już po chwili dziewczyna rozkręciła się:
- Basia z Ireną będą go trzymały mocno...
- Nie tak – przerwała niespodziewanie pani Zofia. A gdy trójka dziewczyn spojrzała na nią pytająco, uśmiechnęła się i wyjaśniła – Masz mówić do niego, do Jacka, a nie ogólnikowo, do całej klasy. Rozumiesz o co mi chodzi?
- Tak tak, teraz już tak, rozumiem – przytaknęła Jolka.
Cofnęła się o krok i stojąc na wprost Jacka, wpierw posłała mu cyniczny uśmieszek, po czym oznajmiła głośno:
- Tym oto przyrządem, nasz drogi kolego Jacku, każda z nas wykona na twoich jąderkach mniej więcej takie czynności: umieści zwieracz na jednym jąderku i wolniutko będzie zaciskała, jednocześnie obserwując Twoje reakcje. Jak daleko się posunie, to już indywidualna sprawa każdej z nas. Następnie tę samą czynność wykona na twoim drugim jąderku – tu zaprezentowała przed oczyma Jackowi jak zwieracz się zaciska - , by w końcu podjąć próbę, pewno udaną – dodała triumfalnie – umieszczenia obu jąderek w zwieraczu i ich synchroniczne zgniecenie. Tak jak już zaznaczyłam, każda z nas będzie sama decydowała o sile nacisku zwieraczem na jąderka. Kolejność posługiwania się naszym zwieraczem będzie u każdej z nas taka sama, a i cel będzie przyświecał nam jeden – całkowite zmiażdżenie obu jąderek...
- A co zrobicie, jak pierwsza z was od razu mu je zgniecie? – rzuciła drwiąco któraś z dziewczyn z klasy.
Chwila ciszy.
- Dziewczyny! Padło pytanie! – to pani Zofia „ponagliła” dziewczyny.
Jednocześnie, nieustannie kątem oka obserwowała reakcje Jacka. Z każdą upływającą chwilą, chłopak bladł jak ściana. Wyglądało na to, że stojąc tak obnażony pod tablicą, trzymany przez dwie dziewczyny i słysząc wszystkie te zapowiedzi, przeżywa to tak, jakby już to się działo! I o taką właśnie atmosferę chodziło pani Zofii, by chłopak był w swoistej psychozie.
- Cała nasza trójka – zaczęła Jola – będzie zgniatać jąderka tak, by dla każdej coś zostało i będzie dobrze!
- Oby! – krótko skomentowała pani Zofia i dodała – no to zaczynajcie.
Słysząc te słowa, Jacek drgnął cały. Basia z Ireną musiały aż go mocniej przytrzymać! Jola zbliżyła się do Jacka, przykucnęła przy nim i powiedziała:
- No to teraz umieścimy sobie w zwieraczu twoje lewe jąderko i zobaczymy, jak zwieracz będzie działał.
Jacek aż wstrzymał oddech, czując chłód zwieracza na jajku.
- A teraz powolutku będziemy zaciskać – dodała Jola i pełna skupienia zaczęła wolniutko zwierać.
I jeszcze dość długo wstrzymywał oddech, ale w chwili, gdy ból ściskanego jajka był na tyle dokuczliwy, musiał złapać oddech i zajęczeć przeciągle z bólu. Jolka nie puściła zwieracza. Spojrzała na niego badawczo i po chwili zapytała urągliwie:
- Czyżby aż tak już bolało?
W pierwszej chwili, a w całym tym swoim przerażeniu, Jacek chciał odpowiedzieć, ale za długo to trwało i Jolka oznajmiła cynicznym tonem:
- Widocznie wcale tak nie boli... – i wróciła do zaciskania zwieracza.
Wykonała zaledwie krótki zaciskający ruch zwieraczem, a Jacek znów zajęczał, tym razem zdecydowanie głośniej! Jolka spojrzała na niego, ale już nic nie powiedziała, tylko ponownie zacisnęła. Jacek znów zajęczał. Teraz już nie spoglądała na niego, tylko znów zacisk! Syknął, ale to był syk przenikliwego bólu!
- Ej, Jolka, tylko zostaw coś i dla nas! – upomniała się wesoło o swoje Basia.
- Niewątpliwie jak najbardziej absolutnie zostawię – odrzekła pogodnie Jolka.
Zwolniła zwieracz, cofnęła go, spojrzała na Jacka, chwyciła pomiędzy kciuk i pierwsze dwa palce dopiero co „pieszczone” jąderko i stwierdziła promiennie:
- Nooo, jeszcze coś tam zostało! – i zachichotała, a Basia z Ireną w ślad za nią.
Jacek, obolały, nie za bardzo wiedział, a raczej nie za bardzo czuł, czy faktycznie coś jeszcze zostało z jąderka. Nie miał jednak czasu na rozmyślania nad tym, bowiem...
- Dobra, a teraz w ten sam sposób zajmiemy się drugim jajeczkiem naszego kolegi – jowialnie oznajmiła Jolka.
Wystarczył moment, gdy poczuł chłód zwieracza na drugim jąderku, a znów drgnął cały, a Basia z Ireną ponownie musiały go mocniej przytrzymać za ręce.
- Jakiś nerwowy rocznik – zauważyła zabawnie Jolka i nie zwracając już uwagi na jego reakcje, wolnymi, krótkimi ruchami, zaczęła zaciskać zwieracz...

...ech, siem dzieje w tym naszym szkolnictwie... ;)

grrr
05-06-09, 06:16
Ała jajeczka bolą od samego czytania ale samo opowoadanie napisane w interesujący sposób

MrrrAucin
05-06-09, 20:22
Ktoś kto to napisał ma na prawdę bujną wyobraźnię ..
i takie mało realne to opowiadania, i tym bardziej nie jest erotyczne :>

rozyczka70
07-06-09, 02:05
grrr ...dzięki za pochlebne opinie ;)

MrrAucin...owszem, wyobraźni naprawdę mi nie brakuje i tej "mojej" jak i tej, gdy ktoś chce by mu coś opisać... ...mało realne? Między innymi na tym prawdziwy erotyzm polega, by marzyć i fantazjować... ...nie wszyscy patrzą w kierunku erotyki tym samym spojrzeniem, tym samym kierunkiem co Ty przyjacielu... :nerd:

stananton
27-08-09, 13:06
Chciałbym się przyłączyć do pochlebnych opinii na temat opowiadania "Zgniatacze"! Bardzo zmysłowe, bez pośpiechu buduje falami nastrój "grozy". A taka nieprawdziwa groza jest bardzo miła.

rozyczka70
02-09-09, 21:01
....wiecie, że jakoś tęskno mi za słowami krytyki....? :lol:

rapanui
10-07-11, 18:33
Przydałaby się kontynuacja :)

onneton
10-07-11, 19:57
To opowiadanie nie jest erotyczne, jedynie zapowiada się jak erotyczne - to o seksownym wyglądzie pani Zofii. Jest to raczej drastyczny dreszczowiec. Nierealny (bo w której szkole zrobiono by coś takiego, i ile dziewczyn chciałoby się narazić na zarzut ciężkiego uszkodzenia ciała i wysoką grzywnę albo pobyt w więzieniu), ale faktycznie dobrze stopniuje grozę i napięcie, buduje poczucie niepewności kolejnych wydarzeń. Autor(ka) jest dobry/a w pisaniu opowiadań grozy. W ogóle to zastanawiam się, czy to opowiadanie jest autorstwa Różyczki, czy Szukającego Myśliciela - czy jest to wytwór męskiej, czy żeńskiej wyobraźni. Bo bullbastingiem jarają się raczej mężczyźni niż kobiety. Może Różyczka (jeśli to ona napisała to opowiadanie) jest wyjątkiem?

przyjaciel40
11-07-11, 13:21
NAPISZ jeszcze Różyczko coś mocnego plis

Czarny pielgrzy
30-07-11, 22:35
Nie podoba mi się. Jakoś sobie nie wyobrażam aby lęk przed nauczycielką i dwie dziewczyny po bokach były wstanie mnie powstrzymać przed daniem nogi z klasy, nawet przez okno na trzecim pietrze.
Poza tym jeśli już takie zdarzenie miało by miejsce to miażdżenie jąder kończy się naprawdę potężnym bólem nie mówiąc już o krwotoku wewnętrznym.
A jak już o krwotoku mowa. To jak możliwe, że nagle trzem chłopakom na lekcji pękły jądra? Policja i kurator miały by nad czym się zastanawiać...
Chyba jednak wole wspomnienia autorów jako opowiadania a nie fantastycznie fantastyczną fantazję...

przyjaciel40
31-07-11, 11:27
No i widzisz jak będziesz ....pełnoletni...........to zrozumiesz sens tego opowiadania no cóz dzieci tego nie powinny czytać

Czarny pielgrzy
13-08-11, 15:19
Szanowny "przyjaciel40". Po ostatnim zlocie fanów pana Sapkowskiego Jestem dość sceptycznie nastawiony do liczb przy nicku kiedy okazało się, iż facet podający się jako "Romuald33" miał na imię Rafał, miał siedemnaście lat a "33" wzięło się z tego, że urodził się trzydzieści trzy minuty po północy.
Na dodatek jeśli już mówimy o mojej dorosłości to wiedz, że zaliczam się do osób które najpierw napiszą coś sami a potem krytykują innych. Tak więc polecam nie koniecznie serdecznie opowiadanie "Trudny początek dorosłości" mojego autorstwa będący moją autobiografią.
Jak na ironię losu opisałem tam swoje osiemnaste urodziny.
I widząc po twoim przykładzie starzy ludzie z wiekiem dziecinnieją a co za tym idzie zbywa im na mądrości...
Miło jak ktoś tak tobie się odgryza?

zdzislaw2
15-08-11, 21:35
Kompletnie mi się nie podoba. Spodziewałem się elementów erotyki i seksu a dostałem elementy przemocy i kastracji.

rapanui
16-08-11, 15:50
Bo to nie jest opowiadanie w sensie klasycznej erotyki. To BDSM dość drastyczne i takie ma być. W opowiadaniach oczywiście. W życiu już niekoniecznie :)

KP
18-09-11, 21:39
Zaskakująco podniecające...

stananton
29-12-11, 15:07
Panowie (i ewentualnie Panie...) Zgódźmy się, proszę, że opowiadanie Różyczki jest po prostu znakomite! Chciałoby się, żeby Polska miała w ogóle dobrą literaturę, a w tym również dobrą literaturę podniecającą seksualnie. Otóż opowiadanie o zgniataniu jest właśnie dobrym, udanym przykładem tego drugiego gatunku!
Literackie podniecanie seksualne polega w moim przekonaniu na sugestywności opisów: czytasz i niemal czujesz wrażenia dotykowe na swoim ciele. Uważam przy tym, że rozważanie realności tych scenek, związanych z nimi kwestii prawno-dyscyplinarno-zdrowotnych jest całkowicie niepotrzebne. Przerysowanie i oddalenie od realiów życia jest tak wielkie, że nikt w rzeczywistości nie będzie tego naśladował - nie będzie sobie niczego dla przyjemności rozgniatał.
Że jest tu przemoc - formalnie tak, ale proszę wczuć się w ogólny nastrój tej fabuły. Nikt tutaj nie doznaje cierpienia na serio. No owszem, zgniatają mu do szczętu, ale to wszystko jest jakby we śnie. Osobiście nie widzę w tekście żadnych złych emocji.

Kapi553
31-12-11, 21:35
Trochę drastyczne, ale fajne. :D

rapanui
25-01-12, 00:24
W dziale opowiadań znalezionych w sieci zamieściłem bardzo drastyczne rosyjskie opowiadanie klimatem nawiązujące do "Zgniataczy". Tłumaczenie moje. Podałem też przykładowy link do oryginału. Uprzedzam - jest naprawdę drastyczne ! Pozdrawiam Różyczkę i życzę dokończenia "Zgniataczy". Może wreszcie poznamy kto wygrał rywalizację ;) ?

przyjaciel40
25-01-12, 13:31
rapanui .....przeczytałem ....powiem szczrze opowiadanie różyczki jest bardziej "ciepłe " opowiadanie Twoje tłumaczenie jest bardziej techniczne i brak po przeczytaniu opowiadania Różyczki w Twoim tłumaczeniu dreszczyku sm